Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Blog > Komentarze do wpisu

Upór i konsekwencja - sierpień 2009

Niedzielne sierpniowe przedpołudnie. Żar leje się z nieba, duszno i upalnie.
Siedzimy przy leniwym śniadaniu, pojadamy, pogadujemy...
Nagle patrzę, że na werandzie, oprócz rozwalonej drzemiącej Wrony i
siedzącego pod fotelem Szopka, pląsa malutki koteczek - czarny,
krawacik i skarpetki białe. Mąż rymnął na kolana przy Wronie, a ja
rzuciłam się łapać Szopka, który już nie na żarty spod fotela startował. Wyniosłam Szopka do pokoju, wracam - Wrona dalej śpi, przekonana, że to z głębokiej
miłości pan tak przy niej trwa na kolanach, a koteczek dziarsko podskakuje i rozgląda się dookoła.
No to ja łaps koteczka i niosę go trzy domy dalej. Wypuściłam go na
jego własne podwórko i wracam. Nie uszłam i paru metrów i co widzę
tuż przy nodze? - sterczący ogonek, zadarty łepek i dwa postawione
uszka! To ja znowu łaps koteczka i tym razem dzwonię do drzwi, ale w
domu cisza, sąsiadów nie ma. Obchodzę z kotkiem w ręku dom dookoła,
wchodzimy na taras, a tam miseczki z jedzonkiem zostawione, więc
puściłam kociaka do michy, a sama w nogi.
Udało się!
Już o koteczku zdążyliśmy zapomnieć, a tu rejwach na werandzie! Na
schodach tłoczą się Wrona z Szopkiem, przepychają jedno przez
drugie, a na ostatnim stopniu wygięty w żałosno-groźny kabłąk, nastroszony jak stara szczotka koteczek! Nie rusz! Nie wolno!   Krzyczę mocno przestraszona o los kotka, bo po Wronie widać, że tylko chciałaby się tym
śmiesznym stworkiem pobawić, ale Szopek jest  wyraźnie wkurzony
i zamierza z tym smarkaczem zrobić porządek. Gdy tak krzyczę,
kotek nagle myk na okalający werandę murek, przysiadł,
nastroszone futerko wygładził, łapkę różowym języczkiem namoczył i
jak gdyby nigdy nic, myje sobie uszka. To ja znowu łaps kotka, trzy domy dalej, na taras - przystawiam kocię ryjkiem do miseczki i w nogi!  I znowu - łepek, uszka i ogonek tuż koło mej nogi... Na
szczęście przy furtce sąsiedniego ogrodu pokazała się sąsiadka i powiedziała - o, jaki ładny!
Kici, kici...

Ha!  Ha! To wcale nie koniec!


Późny wieczór, wołamy nasze koty na kolację i spanie, otwieramy drzwi
i kto siedzi pod progiem? Sterczą uszka i ogonek, łepek  proszalnie
zadarty do góry. No to bierzemy w miseczkę trochę dobrego jedzonka, koteczka pod pachę i idziemy trzy domy dalej. W oknach ciemno, sąsiadów dalej nie ma. Zostawiamy to wszystko na tarasie i wiejemy. Jeszcze nie dochodzimy do własnego domu, a juz przed nami - ogonek, łepek, uszka.... No, dobra kocie, wygrałeś. Chodź na chatę. 

Nazywa się Pan Czesio. A czy ktokolwiek wyrzuci z domu Pana Czesia?

 

 

poniedziałek, 20 lutego 2012, damakier1

Polecane wpisy

  • Lucyna

    Cześć, tu Dorola :) Bardzo długo się zastanawiałam, czy kontynuować pisanie bloga Damy, bo wiem, że część z Was tęskni, chce wiedzieć, co się dzieje ze zwierzam

  • Mamusiu:

    Umrzeć - tego się nie robi kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się na ściany. Ocierać między meblami. Nic niby tu nie zmienione, a jednak p

  • Zgubiłam marchewkę

     Na blogu Gosianki znalazłam przepis na barszczyk buraczany. Ponoć bardzo pyszny, a przede wszystkim bardzo pomocny w walce z chorobą nowotworową. Już s

Komentarze
2012/04/30 23:49:36
No i jak mogłam nie doczytać o moim faworycie? Lubię stanowczych mężczyzn, lubię Pana Czesia ;)
-
2013/02/03 21:09:04
Śliczna historia!
Bardzo lubię takie opowieści!
Historia moich kotków, Figlaszka i Agatki, jest równie wzruszajca.
Ściskam serdecznie Was i zwierzątka!
quba
-
2013/02/24 11:37:49
Piękna historia :)!