Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Blog > Komentarze do wpisu

Mam aparat!

Dostałam od męża na imieniny. Trochę za wcześnie, ale podobno strasznie
przebierałam nogami i nie mógł już patrzeć, jak się męczę. I bardzo dobrze – kto szybko daje, dwa razy daje!

Ucieszyłam się nadzwyczajnie – raz, bo okropnie mi się tego aparaciku chciało. Dwa, bo skoro mi go mąż kupił, to widać uznał, że moje zdjęcia na własny aparat zasługują.

No więc jest – mały canon z wizjerem optycznym tak, jak mi zależało. Poręczny i zgrabniutki.

Zaraz po obiedzie wsadziłam aparacik do specjalnego „etuja”, zawiesiłam sobie na szyi, wzięłam Wronkę i powędrowałyśmy. Na pierwszy raz wybrałam tę skrótową drogę na psi wybieg, gdzie poprzednio tak pięknie pozował sarni koziołek. Szłyśmy sobie dziarsko, przeszłyśmy park, dotarłyśmy do skraju łąki, weszłyśmy na ciągnącą się  wzdłuż płynącego na dnie skarpy strumyka dróżkę i wiecie, co? - Koziołka wcale tam nie było! Ani koziołka, ani sarny, ani nawet kukułki nie pasły się na skarpie, choć tym razem przezornie włożyłam do kieszeni złotówkę i mogłyby mnie okukiwać do woli. Dobrze, że chociaż była łąka, skarpa ze strumykiem i mostki przepustowe:



 

Na wybiegu było pusto, tylko smarkaty owczarek niemiecki i mała terierka walijska. Podbiegła do nich Wronka się przywitać i do zabawy namówić, ale one owszem – przywitały się grzecznie, ale troszkę się jej wystraszyły i bawić się nie chciały. No to sfotografowałam je tylko i poszłyśmy dalej.



Wrona posznurowała prosto do swojej ulubionej przeszkody, wdrapała się na szczyt, ustawiła pięknie i na zdjęcie czekała. Mówiłam jej, że tych zdjęć na przeszkodzie ma już pełno i nie ma sensu kolejnego robić, ale uparła się, że nie zlezie dopóki jej nie sfotografuję. No to nie było wyjścia:



 

Po przyjściu do domu, łupy moje do komputera wgrałam i okazało się, że większość jest nieostra i prześwietlona. Zła byłam trochę, bo dopiero teraz mąż mi powiedział, że migawkę zwalniać trzeba na dwa razy – do połowy dla ustawienia ostrości właśnie i potem do końca, żeby zrobić zdjęcie.

I jeszcze coś o tej jasności nadmiernej mi tłumaczył, ale już zapomniałam. Ale w sumie jestem zadowolona, bo trochę jednak uzbierałam, a przecież dopiero się tego aparaciku uczę.

 A na koniec zrobiłam portret Zimy:



czwartek, 31 maja 2012, damakier1

Polecane wpisy

  • Lucyna

    Cześć, tu Dorola :) Bardzo długo się zastanawiałam, czy kontynuować pisanie bloga Damy, bo wiem, że część z Was tęskni, chce wiedzieć, co się dzieje ze zwierzam

  • Mamusiu:

    Umrzeć - tego się nie robi kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się na ściany. Ocierać między meblami. Nic niby tu nie zmienione, a jednak p

  • Zgubiłam marchewkę

     Na blogu Gosianki znalazłam przepis na barszczyk buraczany. Ponoć bardzo pyszny, a przede wszystkim bardzo pomocny w walce z chorobą nowotworową. Już s

Komentarze
2012/05/31 23:10:06
Lalala, hejże ho, hejże ha, Dama aparatkę ma!!! :)))
-
2012/06/01 00:48:26
aparacik wielce przynależnym Damiekier był.
mąż jest ok.

zdjęcia też w porządku.
Wronka raz kolejny na daszku - debeściarska.
-
2012/06/01 00:49:55
i Zimka !
i Zimka ok.
bo już ta Wronka i Dynia faworyzowani jak co nie wiem.
-
2012/06/06 17:01:05
Najszczersze gratulacje!
A jakiej maści ten aparacik? Bo ja też mam taki i już myślałam, że on za nędzny, ale jeden kolega mi rzekł, że on bardzo dobry. No to się ucieszyłam. I Ty jak widzę się cieszysz, to już dwie takie ucieszone jesteśmy!
-
2012/06/28 10:02:05
Maść to ma srebrną, a rasę - Canon