Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Blog > Komentarze do wpisu

Największy amant z naszej ulicy

Dawno, dawno, dawno temu w jednym domu przy naszej ulicy mieszkała piękna ruda jamniczka, a w innym, również rudy, mały pinczer typu ratler.
Ten pinczer, o pięknym imieniu Alf, nie przejmował się nic a nic swą nadzwyczajną rasowością i niczym kundel pospolity włóczył się po całym Pogodnie. Takie zresztą były wtedy czasy, że płotów porządnych w ogrodach nie było, samochodów tyle, co teraz nie jeździło – to i psy się beztrosko puszczało i łaziły sobie samopas po ulicach. A Alf włóczęgą był wielkim, znał wszystkie ulice Pogodna i na każdej z nich miał jakąś dziewczynę. Nie dziwota więc, że gdy tylko jamniczka na naszą ulicę się wprowadziła, zaraz Alf zakochał się w niej na zabój i z miłości tej narodził się rudy szczeniaczek. Gdy szczeniaczek wyrósł  na małego pieska, okazało się, że urodę całkowicie po mamusi odziedziczył i nikt, kto o mezaliansie nie wiedział, nawet nie podejrzewał, że nie stoi przed nim jamniczek najrasowszy z rasowych. Ci państwo od tej jamniczki to nie byli za fajni ludzie – jamniczki gdzieś się pozbyli, a szczeniaczka chcieli wywalić. Na szczęście państwo Alfa wzięli jego synka do siebie. Dostał na
imię Fikus i gdy tylko trochę podrósł, razem z tatusiem wędrowali po bliższej i dalszej okolicy i uderzali w koperczaki do co ładniejszych suczek. Teraz trudno mi sobie przypomnieć, w którym to roku zjawił się na naszej ulicy Alf, a w którym urodził się Fikus, ale gdy wzięliśmy Papsiuczkę w roku 1993. to zaraz w następnym Alf przyszedł do niej w konkury. A tak ze dwa lata później to przychodziły już obydwa – Alfik i Fikus. No to Alfik, jeśli jeszcze żyje, bo coś go od paru miesięcy nie widzę, dobiegać musi dwudziestki, a Fikus musi mieć z siedemnaście. Przez lata całe klęłam te psy siarczyście z całego serca, bo gdy tylko Papsiuka i Dadunia wesele zaczynały wyprawiać, cokolwiek by się otworzyło – wyskakiwał Alf z Fikusem. A zanim wyskoczyły, pędziły z chóralnym ujadaniem przez całą ulicę – obojętnie, czy późna noc to była, czy świt blady.

Przypomina mi się to wszystko, bo od dni paru, co w okno zerknę, widzę Fikusa – posiwiałego mocno, ale żwawego, w ruchach sprężystego, z dziarsko na sztorc postawionym ogonem, jak w amory do suczki Figi z naprzeciwka uderza. Niezmordowanie zdobywa kolejne przeszkody to przeczołgując się pod płotami, to przeciskając między sztachetami, popiskując i powarkując i nijak się do ukochanej dostać nie może. A Figa beztrosko sobie po swym ogródku hasa, mało nieszczęsnym zalotnikiem się przejmując, bo większa jest od niego z pięć razy i chyba słusznie sobie wykalkulowała, że wielkiej pociechy z takiego amanta by nie miała.

Patrzę przez okno, jak biedny Fikus bardzo się stara, jak przystojnieje z minuty na minutę, by choć trochę nieugięte serce swej wybranki skruszyć i pełna podziwu dla tego psiego dzielnego starca jestem. A Wronka razem ze mną przez okno wygląda, minę ma coraz bardziej niewyraźną i szlag jaśnisty ją trafia, bo z tą Figą od samego początku o to, która na ulicy najważniejsza walczą i nienawidzą się serdecznie. A na Wronkę amant Fikus nawet nie spojrzy...

 

Fikus w drodze do ukochanej:

 

 

Figa:

A Wronka tylko patrzy...



poniedziałek, 11 czerwca 2012, damakier1

Polecane wpisy

  • Lucyna

    Cześć, tu Dorola :) Bardzo długo się zastanawiałam, czy kontynuować pisanie bloga Damy, bo wiem, że część z Was tęskni, chce wiedzieć, co się dzieje ze zwierzam

  • Mamusiu:

    Umrzeć - tego się nie robi kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się na ściany. Ocierać między meblami. Nic niby tu nie zmienione, a jednak p

  • Zgubiłam marchewkę

     Na blogu Gosianki znalazłam przepis na barszczyk buraczany. Ponoć bardzo pyszny, a przede wszystkim bardzo pomocny w walce z chorobą nowotworową. Już s

Komentarze
2012/06/12 05:42:53
Coś mi się wydaje, że Wronka onieśmiela urodą i posągowością dlatego Fikus jest realistą i wydaje mu się, że nie ma szans. Niektórzy przedstawiciele płci męskiej są w mylnym błędzie...aluzja taka apropos.
-
2012/06/12 08:24:12
A ja mam przekonanie graniczące z pewnością, że to nie żadne .onieśmielenie, ale chwilowy (a nawet pewnie po schronisku stały) brak konkretnego zapachu, co to u psów zastępuje wszystkie zalety i rekompensuje wszystkie wady.
Nawet ostre sucze zęby i właścicieli z kijami w rękach,
-
2012/06/12 09:18:13
Sprawa jest prosta i banalna - Wronka jest wysterylizowana, a Figa nie.
/U mnie nareszcie leje deszcz, a Fikus pod płotem Figi siedzi i moknie/
-
2012/06/12 09:18:54
Ja miałam żeński odpowiednik tego amanta. Nasza Mania była czołową seksbombą w okolicy, woniejącą tak upojnie, ze przed domem koczowały stada chłopaków, a i za mną do szkoły ciągnęło zwykle od kilku do kilkunastu. Teraz wspominam ze smiechem, ale wtedy...