Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Blog > Komentarze do wpisu

Imiona zwierzaków - 2.

Dada

 

 

Pierwszej Dady nie pamiętam. Za jej czasu byłam jeszcze niemowlakiem i znam ją tylko z opowiadań, bo nawet zdjęcie się żadne nie zachowało. Wiem, że była czarna, malutka – taki ni to jamniczek, ni to pekińczyk. O jej nadzwyczajnej mądrości krążyły w rodzinie liczne opowieści, z których najbardziej mi się podoba, jak to moja mama przygotowała na brydżowe spotkanie wielki półmich maciupkich kanapeczek przepięknie ozdobionych cieniutkimi plasterkami pomidorków, ogóreczków i rzodkiewek, obsypanych zieleniną – no, cud, miód! Postawiła moja mama półmich na stole,wszyscy och i ach z zachwytu zawołali i dopiero gdy na półmisku prawie pusto już było, ktoś z gości spytał, czemu choć plasterka kiełbaski gospodyni pożałowała. Tak sprytnie Dada całą wędlinę z kanapek wyżarła, ani odrobinę misternej dekoracji nie burząc!

Drugą Dadę, foksterierkę,  dostałam na ukończenie szkoły podstawowej. Oficjalnie dostała na imię Saba, ale moi rodzice wciąż się mylili i wołali Dada i tak zostało.  Miałam ją od malutkiego szczeniaczka i z zapałem sprawdzałam na niej wszystkie metody wychowawcze wyczytane w książce Lubomira Smyczyńskiego: Psy, rasy i wychowanie. Metody okazały się świetne, bo Dada wyrosła na niesłychanie mądrą i dobrze ułożoną suczkę. Towarzyszyła mi przez cały ogólniak, a kiedy wyjechałam na studia, po jakimś miesiącu dostałam z domu wiadomość, że Dada wpadła pod samochód...

Kiedy niespodziewanie kupiliśmy rudą terierkę irlandzką, zapowiedziałam wszystkim: niech nikt dla niej imienia nie szuka. Na pamiątkę dawnej mojej Dady i ona Dada nazywać się będzie. Wpisane w rodowód pompatyczne imię Dixie O'Neell pozostało w papierach, a Dada Dadą, a częściej nawet Dadunią była. Przez 12 lat swego żywota dorobiła się jeszcze przezwanka Krowulec oraz Kaczy Łeb.

 

 

sobota, 15 grudnia 2012, damakier1

Polecane wpisy

  • Lucyna

    Cześć, tu Dorola :) Bardzo długo się zastanawiałam, czy kontynuować pisanie bloga Damy, bo wiem, że część z Was tęskni, chce wiedzieć, co się dzieje ze zwierzam

  • Mamusiu:

    Umrzeć - tego się nie robi kotu. Bo co ma począć kot w pustym mieszkaniu. Wdrapywać się na ściany. Ocierać między meblami. Nic niby tu nie zmienione, a jednak p

  • Zgubiłam marchewkę

     Na blogu Gosianki znalazłam przepis na barszczyk buraczany. Ponoć bardzo pyszny, a przede wszystkim bardzo pomocny w walce z chorobą nowotworową. Już s

Komentarze
2012/12/16 00:31:29
Bywała jeszcze Dudą, Dudencją i Krokodylem (bo miała imponujących zębów pełen pysk).
-
2012/12/16 00:35:06
Słusznie dopisałeś. Nie wiem, jak mogłam nie pamiętać.
-
2012/12/16 11:38:34
kompletny poczet Twoich zwierzaków, Damo, to pewnie będzie liczba trzycyfrowa
-
2012/12/16 11:40:31
Faktycznie, Emmo, trochę się uzbierało... ;)
-
2012/12/16 14:53:53
Ładny kolor , taki rudy ciemny....
Nie wiem dlaczego zawsze mi się ze spanielami kojarzy...
-
2012/12/16 16:36:39
A mnie zaciekawił ten Krowulec i Kaczy łeb, bo to pewnie nie przypadek modyfikacji i przejścia od Dady do powyższych imion :) Chyba musisz im poświęcić kolejną historię.
-
2012/12/16 18:11:57
Krowulca się domyślam (moze błędnie?), bo to kawał baby był i może się lubiła uwalić na państwu? Ale Kaczy Łeb trzeba mi koniecznie przybliżyć.
-
2012/12/16 18:41:26
Tak raczej niepochlebnie brzmi jedno i drugie (Krowulec i Kaczy Łeb), choć to pewnie pieszczotliwie. Choć właściwie co jest złego w kaczym łbie...? Niemniej jakoś tak mi się średnio miło kojarzy, dlatego tym bardziej ciekawa jest geneza i właściwe znaczenie.
-
2012/12/16 19:07:55
Ten piekny kolor to była nasz chluba i duma. Teriery irlandzkie maja dwojakie rodzaje maści - pszeniczna i (bardziej pożądaną) czerwoną. Dadunia właśnie była tak płomiennie czerwona. Tym wspaniałym kolorem nadrabiała to, że w stosunku do wzorca była trochę za duża i uszy miała ciut przyciężkie. Jak na rodowodową terierkę. Bo jako nasza ukochana suczka była bez skazy.

Kaczy łeb nie miał w sobie nic pejoratywnego, bo to były czasy, kiedy jeszcze nic kaczego nikomu źle się nie kojarzyło. Irlandy mają charakterystycznie długą głowę, wydłużoną jeszcze dość długim pyskiem. Dołożone do tego płaskie czółko powodowało, że widziany z profilu łeb Daduni rzeczywiście do kaczego był podobny. W dzisiejszej rzeczywistości politycznej naturalnie żadnym kaczym przydomkiem byśmy Dady nie obrażali.
Dobrze się, Ewo, domyślałaś. Na starsze lata podpasła się Dada fest i rzeczywiście kawał baby z niej był. Lubiła stawać w zamyśleniu na srodku przedpokoju albo gdzieś na jakimś szlaku komunikacyjnym, co powodowało częste zniecierpliwione okrzyki - no, nie stój, jak krowa!. Jak na takiego krzykacza Dada swymi sarnimi oczami, otoczonymi firankami rzęs, z wyrzutem spojrzała - zaraz mu się głupio robiło, kaczy łeb tulić zaczynał i - no nie gniewaj się - mówił - ale też nie bądź taki straszny krowulec...
-
2012/12/17 13:57:37
kolejna przesmaczna opowieść.
o Krowulcu się mi szczególnie spodobało.
-
2012/12/17 16:12:45
Łomamusieńko, Duda, Dudencja i Krokodyl to były we wczesnym dzieciństwie ksywy mojego starszego dziecka. Krokodyl z racji zadawania matce bólu przy karmieniu, Duda, bo tak mówił na nią jej najlepszy kumpel Jasiek, a Dudencja jako wariacja Dudy. Mam przyjaciółkę, poznaną w okresie wózkowym naszych starszych dzieci, która inaczej na mnie nie mówi jak Dudowa (czyli matka Dudy), mimo że dziecko nazywa od lat imieniem chrzestnym.
Żeby było jeszcze śmieszniej kilkanaście lat później nasz mocno nieletni sąsiad nazywał ją Dada.
Natomiast Krowulcem i Kaczym łbem nie była nigdy.
-
2012/12/17 17:37:15
No, faktycznie, Kociczko - łomamusieńko! Ale może oszczędź dziecię swe i Kaczym Łbem ani Krowulcem już go nie nazywaj.

Mnie, Olgo, kiedy Dadunię wspominam, to właśnie ten Krowulec najczęściej na myśl przychodzi.
-
2012/12/20 21:35:15
Z tej samej książki korzystaliśmy wychowując Szimi :)! I również była najcudowniejszym psem na świecie !!! (podobnie jak inny najcudowniejszy Pies na Świecie, który był ze mną wcześniej :D....)
-
2012/12/21 10:51:56
Bo to w tamtym czasie była chyba jedyna taka książka. Ale za to naprawdę bardzo dobra, do dziś lubię do niej zerknąć.
Tych najcudowniejszych psów to się człowiekowi parę przez życie przewija...