Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Blog > Komentarze do wpisu

Koci sylwester

Odkąd nie ma z nami Daduni sylwestry nie są już takim ciężkim czasem do przetrwania. Wronka petard się nie boi. Jak która za głośno huknie, to na nią naszczeka, ale nie ze strachu tylko żeby nam pokazać, że nas pilnuje i możemy być spokojni. Koty drzemią po kątach i całą tą strzelaniną niespecjalnie się przejmują. Pod warunkiem, że są w domu. Bo co przeżywa nieszczęśnik, którego oślepiający blask i potworny hałas wybuchających fajerwerków dopadną na dworze, nie wiemy nic. Dlatego Dorolka z Tatinkiem bardzo pilnują, żeby ostatniego dnia w roku najdalej w południe wszystkie koty były pod kluczem.

A oto krótka relacja, jak nasze koty spędziły sylwestra:

Maniusia sylwestra spędzała tak, jak spędza wszystkie dni począwszy od pierwszych jesiennych chłodów, jak spędziła pierwszy dzień nowego roku i najwyraźniej tak samo zamierza spędzić dni następne:

 

xx

 

xxx

 

 

Franio z Karolkiem zeszli na dół gdy szykowałam śniadanie dla Wronki. Ustawili się w kolejce do przyzlewnej półeczki, poczekali aż wrzucę im coś w miseczki, pojedli i stanęli pod drzwiami. Wybiegli na dwór, ale wrócili jeszcze szybciej, jak wybiegli. Wystrzałów jeszcze o tej porze żadnych nie było i myślę, że po prostu kocie dupy im zmarzły...

 

Franio ułożył się na biurku pod lampą i najwidoczniej bardzo dobrze mu się tam leżało, bo pomrukując i pochrapując, ani razu ani jednego oka nie otworzywszy, przeleżał do późnego popołudnia.

 

xxx

 

 

Dopiero kiedy zza okna zaczęły dochodzić coraz głośniejsze huki petard doszedł do wniosku, że ciepełko ciepełkiem, wygoda wygodą, ale sytuacja staje się niepewna i lepiej zająć miejsce w pobliżu miseczki.

 

xxx

 

Wkrótce zniknął i z tego miejsca i poszedł zaszyć się w jakimś bezpieczniejszym kątku, ale nie martwiliśmy się o niego, bo wiedzieliśmy, że jest w domu i żadna krzywda mu się nie stanie.

Karolek spał na piecu. Nie wiem skąd mu się wzięło, że już kolejną zimę z upodobaniem na piecu przesypia choć ani tam miękko, ani ciepło. Być może to jego pradziadowie, z pokolenia na pokolenie przekazali mu w genach informację, że w zimowe dni koty najbardziej ze wszystkiego lubią wylegiwać się na piecu. A może po prostu przeczytał o tym w internecie.

 

xxx

 

 

Dopiero tuż przed północą, kiedy waliło, błyskało i huczało już na dobre, otworzył Karolek oczy i nastawił uszy. Nie jest bezpiecznie stwierdził i usiłował się ukryć za ciężką rzeźbioną głową ustawioną na piecu. Z niezbyt dobrym skutkiem, bo jakby nie próbował, zawsze jakiś jego kawałek zza głowy wystawał.

 

xxx

 

xxx

 

 

Zimy i Pana Czesia nie było. Od samego południa Dorolka i Tatinek na zmiany zbiegali po schodach i naprzemiennie Zimek! Zimka! / Panie Czesiu! darli się na całe Pogodno i nic. Nie pojawił się żaden.

 

Dotrwaliśmy do północy, z ulgą pożegnaliśmy stary rok, z nadzieją powitaliśmy nowy. Poszłam spać, a nim zasnęłam słyszałam co jakiś czas, jak schodzi ktoś z góry po schodach i Panie Czesiulku...! Zimka...! w czarną noc woła.

Obudziłam się w chwili, gdy zegar wybił godzinę drugą. Omotałam się szczelnie kołdrą i już, już miałam zasnąć, gdy przed oczyma mi stanęli zmarznięci i przerażeni Zimek z Panem Czesiem. Wstałam.

W przedpokoju był Zima! Nie wyglądał na zmarzniętego ani przerażonego. Siedział na dywaniku pod schodami, spoglądając w górę z miną trochę kpiącą, a trochę rozbawioną. Gdy weszłam odwrócił łeb, uśmiechnął się najszczerszym i najszerszym z uśmiechów i w radosnych pląsach wbiegł na schody.

 

xxx

 

xxx

 

 

Na Pana Czesia natknęłam się zupełnym ranem, kiedy wszystko co żywe odsypiało już sylwestrową noc. Ależ ten biedak wyglądał...! Cylinder na łebku miał przekrzywiony, poły fraczka podarte i uszargane w błocie, szalik zmięty. Spoglądał na mnie spod półprzymkniętych powiek i ledwo słaniał się na łapach... Och, jaka to straszna noc dla tego biedaka być musiała... - pomyślałam i schyliłam się, by podnieść go i pocieszyć. I w tym momencie doleciał do mnie chuch tak straszny, że gdybym miała na głowie cylinder, na pewno przekrzywiłby mi się bardziej niż na panaczesiowym łbie. Upuściłam go czym prędzej i wróciłam do łóżka nie troszcząc się, jak na tych chwiejnych, poplątanych łapach zdoła pokonać schody.

Zdjęcia poniżej są z mego archiwum. Taka okrutna, żeby w pierwszym noworocznym wpisie pokazać Pana Czesia w tak opłakanym stanie, to już nie jestem.

 

xxx

 

xxx

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 02 stycznia 2017, damakier1
Tagi: sylwester koty

Polecane wpisy

  • Co dalej z Escobarem?

     Przepadł gdzieś i długo go nie widziałam. Co dzień sypałam do wystawionej na werandę miseczki suchą karmę, ale sądziłam, że znika ona w przepastnych br

  • Zabiegany Pan Czesio

     Pan Czesio jest kotem pośpiesznym. Kiedy idę wczesnym rankiem do łazienki, mijam śpiącego na zakręcie schodów Karolka. Karolek otwiera oczy, ziewa, prz

  • Sprawozdanie posylwestrowe

    Od czasów Daduni, kiedy to wszystkie sylwestry spędzaliśmy na schodach*, tak nam już zostało, że nigdzie w noc sylwestrową nie wychodzimy. Tak i tym razem na ża

  • Ucieczka

    Przepraszam, musiałem, no po prostu musiałem. W zasadzie sprawdzam Was co noc i co noc czekacie na mnie, cieszycie się, że już jestem, karmicie ciało i duszę. A

  • Doniczkowe?Takie sobie kwiatki?

    Przeczytany dzisiaj artykuł uzmysłowił mi ,że jestem smutasem. Dlaczego piszą sobie takie bzdury? Poczułam się dotknięta.Co ja piszę? Wkurzona .Bardzo. Dlaczego

Komentarze
2017/01/02 21:18:09
Znaczy Pan Czesiulek gdzieś do rana lampartował????????????????
-
Gość: Ewa-pad, *.dynamic.chello.pl
2017/01/02 21:37:28
bardzo piękne i wzruszające są Twoje foto-reportaże o zwierzakach !! i inne także .
serdeczności od padalcowej
-
2017/01/02 22:40:29
Nie chciałam Ci tego, Ewuniu, tak wprost napisać. Ale taka jest brutalna prawda...

I dla Ciebie, Padalcowo, serdeczności mam cały worek :)
-
2017/01/02 22:49:04
Ach, nic to, wybaczam i nadal go kocham ;)
-
Gość: se_nka0, *.adsl.inetia.pl
2017/01/03 07:56:43
Cwaniarek Pan Zima :)
Kto go wie gdzie był i co robił ;) :)
Dobrego Nowego Roku dla Damy, Rodziny i zwierzyńca.
-
2017/01/03 11:51:14
owszem, piękne są te koto-reportaże Damy...
nigdy nie miałam psa, który by się nie bał wystrzałów, brawo Wronka!
-
2017/01/03 12:38:43
Nie mam kotów.
Miałam psicę.
Nie bała się.
Któregoś roku byliśmy z nią na długim spacerze między 22.30 a 23.30.
Ale były piguły śnieżne to co? Mieliśmy zajmować się hałasami?
Państwo rzucali, psica łapała a strzały nie istniały.
Współczuję Panu Czesiowi. Dzisń po musiał być ciężki.
Najlepszego jeszcze raz!
-
2017/01/03 12:56:51
Szopek też się nie bał...
-
Gość: Ewa-pad, *.dynamic.chello.pl
2017/01/03 19:54:45
a mój kochany jedynak (Guru imię jego) okropnie się boi i muszę mu podawać
li-karstwo -> (Pipi L.)
W zeszłym roku vet dobrze mu dopasował ludzkie - kiedyś to były te niebieskie tabletki, spec dla zwierzaków, jednak po nich psiak był zbyt kołowaty, mimo że dawka była stosowna do jego wagi a nawet ciut mniejsza. Uważam, że lek robi mniejsze szkody ( jeżeli w ogóle - bo raz w roku podawany) niż gdyby psiak tyle godzin stress przeżywał, bo taki silny stress powoduje reakcję lawinową w całym organizmie, wszystkie hormony dokrewne na najwyższych obrotach, itd.
-
2017/01/05 14:59:52
Zapewne to przed północą, taki spokój...
-
2017/01/05 15:00:28
Ale bardzo fajne te zdjęcia!