Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Blog > Komentarze do wpisu

Zgubiłam marchewkę

xxx



Na blogu Gosianki znalazłam przepis na barszczyk buraczany. Ponoć bardzo pyszny, a przede wszystkim bardzo pomocny w walce z chorobą nowotworową. Już sam przepis był bardzo smaczny, postanowiłam więc zakisić i wypróbować. Z podanych potrzebnych składników brakowało mi:

buraków, selera, marchewki i korzenia pietruszki. Spisałam to na kartce i kartkę wręczyłam mojemu mężowi. Kiedy wrócił ze sklepu, wyjęłam z torby buraki (cztery), seler, sporą marchewkę i pietruszkę. Wszystko to, czyli: buraki, seler, sporą marchewkę i pietruszkę schowałam do najniższej szuflady w lodówce, bo zrobiło się późno i postanowiłam przełożyć robotę na jutro. Nazajutrz po obiedzie wyciągnęłam z szuflady Cztery buraki, seler i pietruszkę. Marchewki nie było! - Wyjąłeś marchewkę z lodówki? – spytałam męża – Nie wyjmowałem – odpowiedział, jak mogłam się byłam spodziewać.

Poszłam do Antka – Zżarłeś mi marchewkę... – zaczęłam oskarżająco – wzniósł oczy ku niebiosom i podniósł dwa palce do góry – Niczego nie zżarłem, przysięgam...! Uwierzyłam mu, bo Antek wprawdzie od czasu do czasu buszuje w mojej lodówce, ale marchewka to z pewnością nie jest to, co by go szczególnie mogło skusić.

 

Dorolka z Tatinkiem byli poza podejrzeniem, bo na moje pytanie, czy przypadkiem nie ukradli marchewki, Dorolka bez słowa wyciągnęła ze swej lodówki szufladę pełną marchwi. Jasne, że nie będzie kradł jednej marchewki ktoś, kto ma lodówkę zawaloną marchwią.

Wybrałam z szuflady marchewkę równie dorodną, jak zaginiona i zeszłam na dół zadowolona, że mam wszystko, co do kiszenia potrzebne.

 

Pozostawało jeszcze wyjaśnić, co stało się z marchewką, którą mąż mój na pewno kupił i którą na pewno włożyłam do szuflady w lodówce. Podejrzana jeszcze została Agnieszka, najlepsza przyjaciółka Dorolki, jeszcze z liceum, która od rana była u Dorolki w gościach. Ale przyznać za nic się nie chciała no i w końcu skąd niby miałaby wiedzieć, że na dole w lodówce schowana jest marchewka?

W tej sytuacji mój mąż, a i ja sama, zaczęliśmy się zastanawiać, gdzie jeśli nie w szufladzie, mogłam skitrać nieszczęsną marchewkę? Na nic nie zdały się poszukiwania. Nie było jej ani w kuble na śmieci, ani na parapecie na werandzie. Nie spadła ze stołu i nie potoczyła się za kuchenne schodki. No kamień w wodę... Zgubiłam marchewkę na amen i los jej pozostanie wieczną tajemnicą...

A co z barszczykiem? Dokładny przepis jest Tutaj:

http://zamoimidrzwiami.blogspot.com/2017/03/magiczny-barszczyk-marysi.html

Kiedy minęły trzy doby, przyniosłam słój z zawartością z sieni, gdzie, jak podano w przepisie stał w zimnie, i zlałam barszczyk do słoików. Już na pierwszy rzut oka widać było, że coś jest nie halo, bo barszczyk był anemicznie blady. Spróbowałam i ledwo przełknęłam tak był słony i paskudny.

Dałam do spróbowania mężowi. Przełknął i powiedział Ohyda!

Już byłam gotowa wywalić wszystko do śmieci i dać sobie spokój z kiszeniem, ale mój mąż powiedział, że jak on zna się na kiszeniu, to kisić powinno się nie w zimnie, a w cieple i że tę drugą partię on sam nastawi po swojemu.

Akurat następne trzy doby spędziłam w szpitalu, a gdy wróciłam, mój mąż nalał mi do kubeczka gotowego już barszczyku, cudnie czerwonego i pysznego! Popijam go teraz z wielkim smakiem i myślę, że ten „z pierwszego kiszenia”, gdybym go nie trzymała w zimnie, byłby jeszcze lepszy.

Bardzo Was namawiam - ukiście sobie tego barszczyku. Jest pyszny no i w dodatku samo zdrowie! Tylko nie przesadzajcie z tym trzymaniem w zimnie.

 

xxx

 

 

sobota, 25 marca 2017, damakier1

Polecane wpisy

  • Lucyna

    Cześć, tu Dorola :) Bardzo długo się zastanawiałam, czy kontynuować pisanie bloga Damy, bo wiem, że część z Was tęskni, chce wiedzieć, co się dzieje ze zwierzam

  • Koniec przerwy

     Aż sama byłam zaskoczona, jak ciężko mi było znieść tę przerwę. Brakowało mi pisania i Waszych komentarzy. Każdy dzień rozpoczynałam z nadzieją, że dzi

  • No i tak...

     Te piękne przebiśniegi wygrzebałam w starych zdjęciowych zapasach, ale mówił mi Tatinek, że tuż koło furtki, pod świerkiem, pokazały się już tegoroczne

Komentarze
2017/03/26 00:22:40
Może Karolek zjadł? Albo ukradł bo mu się komponowała kolorystycznie? Moja kotka uwielbia zapach włoszczyzny - co prawda nie kradnie ale jak mi się zdarzy zostawić na chwilę siatkę w jej zasięgu to tarza się z upodobaniem. A co do barszczyku - wygląda cudnie. Przed próbą wykonania barszczyku dla siebie powstrzymują mnie jednak dotychczasowe doświadczenia. Wszystkie nastawiane przeze mnie kiszonki pleśniały zanim zaczęły się nadawać do zjedzenia/picia :)
-
2017/03/26 00:42:25
Karolek nigdy niczego nie kradnie. Najwyżej sobie bierze.
Może dlatego Ci pleśnieje, ze dla odmiany kisisz w za ciepłym?
-
Gość: jałosia, *.play-internet.pl
2017/03/26 00:51:56
To na pewno "ci z czwartego wymiaru" podprowadzili marchewkę! Mnie w tak samo niepojęty i dotąd niewyjaśniony sposób zginął ulubiony sweterek, wyprany, wysuszony i powieszony na porządnym wieszaku w szafie. Nikt do mnie nie przybył, ani ja nigdzie nie wybywałam. Przeszukałam cały dom - nie ma. A taki potrzebny!
-
2017/03/26 08:52:52
Lubię barszczyk, nawet ten hortexowski mi smakuje. Na własną rękę nie zrobię, bo przy moich współrzędnych geograficznych bardzo trudno jest znaleźć pietruszkę (a pasternak jej nie zastąpi), a nawet surowego buraka (gotowanego pełno). Ale te przyczyny bledną przy kłopotliwym sposobie spożywania - według mnie barszczyk należy pić wyłącznie goło i pod prysznicem (lub w wannie). Gdyby ktoś się tyle razy pochlapał burakowym nektarem, jak ja, to by wiedział dlaczego :(
-
2017/03/26 09:14:19
Ależ masz talent , aby zgubić marchewkę ?? :-))))
Kiszę wszystko co mi wpadnie w rękę, samo zdrowie.
Pozdrawiam słonecznie :-)
-
2017/03/26 09:58:02
Ja bym jednak przesłuchała resztę domowników. Tak profilaktycznie. Mój dalmatyńczyk Gwido notorycznie kradł mi marchewki i traktował je jako gryzaki. Musiałam go pilnować bo plamy z karotenu trudno się usuwa. Spaniel przyjaciół kradł obierki ziemniaczane. Zżerał je z wielkim smakiem i nigdy mu nie zaszkodziły, ale skoro pewnemu wilczurowi nie szkodziły cytrusy które lubił bardziej niż mięso to nic mnie już nie zdziwi.
Z tym dobrodziejstwem barszczyku to mit ale świetnie działa jako placebo. Najważniejsza jest wiara, a i dobry barszczyk to jest to.
-
2017/03/26 12:06:09
Nasza poprzednia sunia, terierka irlandzka, zżerała wszystko. Kiszone ogórki, głąby kapuściane, oczywiście marchewki, ale przepadała za gruszkami. Całymi kilogramami przynosiła je z ogrodu, a zapytana: co niesiesz? pólgębkiem odpowiadała: "ghuchkę..."
Nie muszę dodawać że po tych wszystkich wegańskich daniach miewała wzdęcia których spektakularnie się pozbywała.
-
Gość: , *.cnet.gawex.pl
2017/03/26 13:00:52
Wiem, kto bez winy: Pn Czesiulek i ja ;)
A marchewkę na pewno zeż... to jest wziął Lolo G.
Zdrowiej, Damo!
-
2017/03/26 13:13:28
To, Jałosiu, pewnie ci sami, którzy wykradają pojedyncze skarpetki z pralek automatycznych.

AleSZ, Gatu, buraczki wprawdzie malowniczo plamią, ale bardzo łatwo się zmywają. Można spokojnie wypić i się upaćkać i dopiero potem wleźć pod prysznic.

Niestety, Krysiu, To nie talent. Raczej demencja...

Inko, toteż ja nie twierdzę, że ten barszczyk leczy raka. Ale z pewnością ma tyle wartości odżywczych, że pomaga wyniszczonemu organizmowi walczyć z chorobą.

Erte, gdybyś skrupulatnie czytał mojego bloga, wiedziałbyś, że o spożywaniu gruszek przez nasze psy był specjalny wpis. /Inka na pewno pamięta/:
wwwtrembil.blox.pl/2012/02/Koncowka-lata-dojrzewaja-gruszki.html
-
2017/03/26 13:21:46
Oj pamiętam Małgosiu, pamiętam. Szkoda że Mamcia już nic nie pamięta, nawet mnie. A "barszczykowy" witaminowy "drink" na zdrowie często również u mnie gości. A więc - na zdrowie!
-
2017/03/26 13:24:05
marchewka marchewką, jednak dużo bardziej zasmucił mnie Twój trzydniowy pobyt w szpitalu. mam nadzieję, że niebawem się od Ciebie odczepią i będziesz zdrowiała w swoim pięknym ogrodzie. serdeczności
-
2017/03/26 13:44:49
Inko, bardzo mi przykro, że Pani Mamcia straciła już pamięć, ale mam wielką nadzieję, że mimo tego czerpie jeszcze wiele radości z życia.

Emmo, akurat z tego pobytu w szpitalu jetem bardzo zadowolona. Założyli mi specjalny port (taki kranik wetknięty w żyłę pod obojczykiem) do pobierania krwi i podawania chemii. Skończyły się dzięki temu moje męczarnie przy każdorazowym pobieraniu krwi i zakładaniu wenflonów.
A Ty jeszcze w Warszawie, czy już w Poddąbiu?
-
2017/03/26 18:21:56
dzielna jesteś niewyobrażalnie, bo to wszystko brzmi dość wrednie. jeszcze w Warszawie.
-
2017/03/26 19:49:51
Atramentem z serca mojego,
literą rzymską i grecką
wypiszę trzciną na śniegu:
twarz twoja jest jak słoneczko.

A wiosną - jaskrem wśród drogi.
A w lecie - chmurami w lecie.
Przczytają pisanie ptaki. I rozniosą. Po całym świecie.

Damo kochana, mistrz Ildefons o Tobie to napisał.
Twój blog jest remedium na zło świata tego.
Zdrowiej szybciorem!
-
2017/03/26 20:23:17
Jakże tu miło się wtulić,
deszcz, zawieruchę przeczekać
i nic, i nic nie mówić,
i trwać, i nie uciekać.

K.I.G. każde uczucie w słowa potrafił przekuć.
-
Gość: TZ., *.static.espol.com.pl
2017/03/27 00:57:25
Ścisłe trzymanie się przepisu dobre jest na początek. A potem - degustacja i korekty. Według własnego smaku. Ja robię barszczyk z samych buraków (startych na tarce), z dodatkiem czosnku, soli, cukru i oczywiście kromki razowca. Proporcje należy dobrać według gustu. Ma stać w temperaturze pokojowej. Wychodzi zawsze, ale nie można go trzymać w słoju zbyt długo, bo pleśnieje. Lepiej po ukwaszeniu (ocena organoleptyczna) od razu przecedzić, przelać do garnka, lekko spasteryzować i schować gdzieś w chłodzie. Ale nie na długo. Najlepiej pić szklankami i od razu nastawiać nowy. Wspaniale odkwasza organizm. Aha, i jeszcze jedno: dodatek cukru powoduje, że barszczyk fermentuje i jest z promilami. Maleńkimi, więc bez obaw.
Tegoroczna zima zleciała tak szybko, że nie zdążyłem ukwasić buraków. Może zdemobilizowało mnie też i to, że w Tesco natrafiłem na napój pn. Kacuś. Nabywam to i piję prawie codziennie. Nie, nie, nic z tych rzeczy... To jest sok z kiszonej kapusty (na etykiecie stoi, że oryginalny i bez konserwantów) z ogromnym ładunkiem witaminy C i też o właściwościach odkwaszających. Nie jest tak pyszny jak barszczyk; jest trochę za słony i zapach nie taki, ale już nie trzeba chodzić koło tych buraków.
-
2017/03/27 11:47:05
Własnie wczoraj wylałam "barszczyk", co to zamiast się ukisić spleśniał. Spróbuję jeszcze raz z poleconego przez Ciebie przepisu, moze się uda :)
-
Gość: TZ., *.static.espol.com.pl
2017/03/27 12:23:39
Aha, zapomniałem napisać: do zalania buraków używam wody przegotowanej, ostudzonej, i wysuszonej (nie świeżej) kromki razowca.
-
2017/03/27 19:50:17
I w ciepłym i w zimnym mi pleśnieje :(
-
2017/03/27 22:08:51
Bluzeczko, bardo przyjemnie czyta się takie miłe słowa, ale na tyle to chyba nie zasłużyłam...

Ange, Realko, nie mam pojęcia, co zrobić żeby barszczyk nie pleśniał. Może Gość TZ coś poradzi, wygląda na prawdziwego fachowca.
-
2017/03/28 11:27:18
Cześć, barszczyk nie ma prawa po kilku dniach spleśnieć, zwłaszcza że zawiera czosnek, który zabija bakterie sprzyjające pleśnieniu (działa jak antybiotyk). Zanim sama zaczęłam nastawiać barszczyk, wyczytałam w internecie, że dodanie kromki chleba może namieszać w tej sprawie, no chyba że ktoś ma chleb żytni własnego pieczenia, sklepowy o nieznanym składzie nie nadaje się, może doprowadzić do rozwoju pleśni.
Jeszcze jedną rzecz wyczytałam na jakimś forum (Serowarskim chyba?)
Otóż biały nalot wytwarzający się na prawidłowo zakiszonych ogórkach czy barszczyku, mający wygląd białych maleńkich jakby igiełek nie jest pleśnią, to podobno zmaterializowane pałeczki kwasu mlekowego, który powoduje kiszenie tychże. Pleśń jest kłaczkowata, kosmata z wyglądu i "pleśniowo" podśmierduje.
Acha, ja do pojemnika z kiszącym się barszczykiem dolewam odrobinę soku z kapusty, takiej w domu kiszonej, z ogórków kiszonych w domu (niepasteryzowanych, bo bakterie kw. mlekowego zabija temperatura wyższa niż 50 st.), czytałam także, że można dodać łyżeczkę żuru, zakwasu chlebowego, a nawet jogurtu. Zaszczepia się w ten sposób barszczyk bakteriami tegoż mlekowego kwasu. Łyżeczkę! Smak się nie zmieni a fermentacja rozpocznie się szybciej.
Pozdrawiam.
-
2017/03/28 11:32:08
Damo, całkowicie sobie zasłużyłaś, pozdrawiam słonecznie.
-
2017/03/29 09:13:02
TZ, bluzeczka.zamszowa - dziękuje za wszystkie porady. Chleb dodałam wprawdzie domowy na zakwasie, ale nie całkiem razowy i nie całkiem żytni, więc może dlatego się nie powiodło. Spróbuje jeszcze raz z przepisu podanego przez Damę, ponieważ ten zakwas wygląda mi na bogatszy, a ja tez chciałam sobie popijać, a niekoniecznie barszczyk robić :)
-
2017/03/29 09:54:11
Moja mama też czasami daje wodę z domowych kiszonych ogórków do barszczu. I mówi, że to działa :) . A ja odpuściłam sobie kiszenie.
-
2017/04/03 21:27:15
Dobry wieczór.
Właśnie przeglądam "Dogonić tęczę" autorstwa Fannie Flagg i nasunęło mi się, że Twój blog Damo, tak miły jest i ciepły, jak audycja radiowa Sąsiadki Dorothy, którą nadawała ze swego
domu w Elmwood Springs w Missouri w godzinach od 9. - 9.30 za pośrednictwem lokalnej stacji WDOT 66.
Pozdrawiam Cię serdecznie. Wdzięczna bluzeczka.
-
2017/04/04 00:11:13
youtu.be/C7Yi0CdtTc4

Dla Damy.
ZDROWIA życzę.
-
2017/04/08 09:56:52
Małgosiu, co u Ciebie ? Jak się czujesz ? Daj znać, wszyscy się martwimy.
-
2017/04/18 10:12:57
oooo super
-
2017/04/25 20:01:05
pycha
-
2017/05/10 11:28:55
świetny przepis
-
2017/05/18 11:44:39
Mnie osobiście ten barszcz średnio podszedł ale są różne gusta.