Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
piątek, 25 listopada 2016

Wczoraj rano wszystko było, jak zawsze – Szopek przytuptał do sypialni i kazał się wypuścić na sikanie. Dreptał przede mną do drzwi werandy i podskakiwał, żebym prędko otwierała. Wypuściłam go i nim zdążyłam cofnąć się do kuchni, usłyszałam żałosny skowyt.

Leżał u stóp schodów, rozpłaszczony na brzuszku z nienaturalnie podwiniętymi pod siebie łapkami. Przykucnęłam przy nim i pogłaskałam go po łepku, ani drgnął. Ostrożnie, w strachu, czy nie są połamane, spróbowałam wyciągnąć mu spod brzuszka przygniecione łapki. Udało się, Szopcio nie reagował.

Zawołałam na pomoc Dorolę - uniosła go delikatnie i przyniosła do domu. Szopek zwisał z jej rąk niczym bezwładna szmatka.

Dalej się potoczyło – weterynarz, rentgen, rano kroplówka jedna, wieczorem druga... Rentgen żadnych złamań nie wykazał, ale jeśli jest jakieś uszkodzenie rdzenia kręgowego, to rentgen tego nie wykaże. A niestety wszystko na takie uszkodzenie wskazywało, Szopcio leżał nieruchomo na swym posłanku, od czasu do czasu ruszał bezradnie łapką i popłakiwał...

Zmienialiśmy pod nim zasikane ręczniki, przekładaliśmy go z boku na bok, wlewaliśmy po kropelce wodę do pyszczka, obserwowaliśmy i zastanawialiśmy się, co dalej...

Powiedziano nam, że mała jest szansa, że Szopcio stanie jeszcze na łapki i pomyślałam sobie, że zafundować mu, po szesnastu latach pogodnego i szczęśliwego życia, długi czas bezradnego cierpienia – bardziej okrucieństwem by było niż niesieniem pomocy. Z tą myślą kładłam się spać, a kiedy w środku nocy zbudził mnie płacz Szopcia i nic mu nie umiałam pomóc, nabrałam pewności.

Dziś rano, kiedy całą rodziną stanęliśmy przy biednym Szopciu, wspólne postanowienie zapadło...


Weterynarz przyszedł do domu, Szopek zasypiał spokojnie, bez strachu. Mam nadzieję, że biega teraz gdzieś tam na swych bylełapkach, dziarski i radosny tak, jak przez całe swe długie życie...


A taki był początek:

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/02/Szopek-listopad-2009.html


Szopcio wychowywał się razem z Antkiem:


xx

 

xx

 

xxx



Tagi: psy
19:41, damakier1
Link Komentarze (32) »
niedziela, 20 listopada 2016

Dobranoc, dobranoc niewiasto
Skłoń główkę na miękką poduszkę
Dobranoc, nad wieś i nad miasto jak rączym rumakiem wzleć łóżkiem
Niech rycerz Cię na nim porywa co piękny i dobry jest wielce
Co zrobił zakupy, pozmywał i dzieciom dopomógł zmóc lekcje
A teraz tak objął Cię ciasno jak amant ekranów i scen
Dobranoc, dobranoc niewiasto
Już czas na sen

/Jeremi Przybora/



xxx



Nie, nie Nie budźcie mnie
Śni mi się tak ciekawie
Jest piękniej w moim śnie,
Niż tam, na waszej jawie
Bo tu, po tej stronie rzęs,
Cudowny bezsens sprawia,
Że bezlitosny sens
Moich spraw sensu nie pozbawia.
Więc jawą nie nudźcie mnie!
Nie! Nie! Nie budźcie mnie!

/Jeremi Przybora/

 

 

piątek, 18 listopada 2016

xxx

 

Jak tylko przyszły pierwsze jesienne chłody Maniusia zaszyła się w ciepełku na górze, na dole się nie pokazywała i ani jej widać, ani słychać nie było.


xxx


Aż któregoś razu ja wybrałam się na górę i natknęłam się na nią w dorolkowej kuchni. Spojrzałam i aż mnie zatkało z wrażenia, jaka się z Maniusi zrobiła dorodna Mańka: gębę ma papuśną, boki pękate, a dupę jak Helka (Helka mi się spodobała / ożenię się z Helką / no bo Helka taka mała / a dupę ma wielką).


xxx



Maniusiu - zawołałam - potwornie się upasłaś! Koniecznie musisz się odchudzić!


Jak ma się odchudzić, kiedy nic nie robi, a jedyna jej trasa to kaloryfer – miska – kuweta – kaloryfer... - wtrąciła Dorolka.


Ja nic nie robię??? - oburzyła się Maniusia - a kto wczoraj robił z tobą pierogi?


xxx

Tagi: koty
20:28, damakier1
Link Komentarze (12) »
wtorek, 15 listopada 2016

Stara jestem baba, a na prezenty łasa niczym dziecko i jak dziecko się nimi cieszę. I bardzo się ucieszyłam, kiedy listonoszka, wręczając mi sporą, miękko wyściełaną kopertę powiedziała - pani Małgosiu, to dla pani.

Przesyłka była od tt-tki, z którą spotykamy się na Forum ze Dworum i choć byłam uprzedzona, co będzie zawierać, otwierałam z niecierpliwą ciekawością.

Ale świetna...! - zawołałam, gdy zawartość wysunęła się ze środka.

Ale...! - zawtórowała Dorolka, która asystowała przy rozpakowywaniu.


W paczce była:


xx

 

xx



Była jeszcze śliczna kolorowa kartka z przemiłym liścikiem od tt-tki


xx


i torebeczka z kolorowymi malutkimi owocami z marcepana, ale zanim zdążyłam zrobić zdjęcie Antek z kolegą mi je pożarli.


Tt-tko, Twój prezent, który odbieram jako wyraz sympatii i życzliwości, przyszedł w samą porę. Teraz, w tym nie najlepszym dla mnie czasie, takie miłe gesty są mi szczególnie potrzebne.

Bardzo Ci dziękuję. Zobacz ile nowych przyjaciółek ma teraz Twoja torbo-sowa:


xxx

 

xxx

 

xxx



Tagi: sowy
21:56, damakier1
Link Komentarze (5) »
niedziela, 13 listopada 2016

xx

 

xx

 

To jeden ze smutniejszych wpisów na blogu:

http://wwwtrembil.blox.pl/2016/10/Brzozy.html


A to jego optymistyczna pointa:


xx

 

xx

 

xx

Tagi: brzozy
13:24, damakier1
Link Komentarze (6) »
piątek, 11 listopada 2016

Strasznie dawno nie było nic o Panu Czesiu – pomyślałam, chwyciłam aparat i zaczęłam się rozglądać. Panie Czesiulku kochany wołałam kusząco i zaglądając we wszelkie możliwe schowanka obchodziłam cały dom. Ale Pana Czesia nigdzie nie było. W ogóle od czasu mego powrotu ze szpitala prawie go nie widywałam – tyle tylko, co przemykał przez przedpokój zbiegając z góry do wyjścia na dwór. Albo zdarzało mi się go przydybać na przyzlewnej półeczce, ale wiał wtedy błyskawicznie i tyle go widziałam.

Mój mąż za nic nie chce się przyznać, ale podejrzewam, że kiedy mnie nie było zdrowo Czesiulka pędził w zemście za zasikane płyty. I jeszcze Wronkę do gonienia nieszczęsnego kota namówił.

Jakby nie było, za nic nie mogłam Pana Czesia dopaść i chociaż jedno zdjęcie mu zrobić. A jak tu po tak długim czasie zrobić nowy wpis bez choćby jednego zdjątka jego bohatera?

Trudno, pomyślałam, trzeba będzie jeszcze na Pana Czesia poczekać...

Ale wystarczyło, że mój mąż raz walnął tłuczkiem w rozłożony na kuchennej desce kotlet schabowy i Czesiulka upolowałam!


xx

Tagi: koty
19:46, damakier1
Link Komentarze (7) »
wtorek, 08 listopada 2016

Antek, jak już zamknie się w swoim pokoju przed komputerem i jeszcze słuchawkami uszy zatka, to  dla świata na zawsze jest stracony. Toteż jeśli mam jakąś sprawę, nawet nie próbuję go z dołu wołać tylko od razu drapię się po schodach i idę do niego.

Ale wczoraj wieczorem nie chciało mi się na górę wspinać, stanęłam pod schodami i zawołałam do Dorolki i Tatinka - a możecie mi tu przysłać mojego wnuczka?

Na to zawołanie smacznie śpiący na tapczanie  Karolek zerwał się na cztery łapy, błyskawicznie zbiegł po schodach, siadł przede mną na najniższym stopniu, łepek zadarł do góry i powiedział - Jestem!

 

xx



 



Tagi: koty
12:36, damakier1
Link Komentarze (6) »
środa, 02 listopada 2016

Czego by o naszym Franiu nie mówić, jedno mu przyznać trzeba - że jest osobowością niezwykle złożoną. A precyzyjniej stwierdzić można, że jest w tym kocie wiele osobowości, które nieustające walki o pierwszeństwo ze sobą toczą powodując, że co czas jakiś Franio swą nową osobowość nam prezentuje. Pisałam już o tych przemianach wcześniej, a kto nie czytał lub zapomniał, zerknąć może tutaj:

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/12/Nowe-wcielenie-Frania.html

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/08/O-Franiu.html

 

Do tej pory, obojętnie jaką osobowość aktualnie by Franio przybrał, pozostawał kotem, który zawsze wychodzi frontowymi drzwiami, a nigdy kuchennymi. I oto co wydarzyło się parę dni temu:


Zlazł zaspany Franio z kuchennych schodków, wskoczył (za drugim razem, bo za pierwszym łapka mu się omsknęła) na przyzlewną półeczkę, pojadł, zeskoczył, spojrzał na mnie i powiedział miauuu..!


xx

 

xx



I wcale nie powędrował do wyjścia od frontu, tylko kazał otwierać drzwi kuchenne.


xx


Aż oniemiałam z wrażenia i równie zdumiony był Karolek pilnie obserwujący to wszystko zza szyby.


xx

 

Ciekawe, czy rzeczywiście wyjdzie? - pomyślałam i otworzyłam drzwi w przekonaniu, że Franio strefi i zawróci. Ale nie zawahał się ani trochę i śmiało wymaszerował z kuchni na werandę.

 

xx

 

A kiedy za jakiś czas zerknęłam w okno, już nie Karolek przyglądał mi się zza szyby.

 

xx



I tak Franio -  kot, który zawsze wychodzi frontowymi drzwiami, a nigdy kuchennymi, przemienił się w kota, który wychodzi tędy, którędy ma ochotę.



Tagi: koty
20:06, damakier1
Link Komentarze (11) »
wtorek, 01 listopada 2016

W tym roku nie mogłam uporządkować grobu ani zapalić świeczek moim Rodzicom. Na szczęście o wszystko zadbała Dorolka.

 

xx

 

xx

 

A tu można sobie przypomnieć mój zeszłoroczny zaduszny spacer po pięknym cmentarzu szczecińskim:

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/11/Zaduszki.html







piątek, 28 października 2016

xx

 

To zdjęcie mojej ulicy jest z 1922 roku. Jak się dobrze przyjrzeć, przed każdym domem widać wiotkie drzewka przymocowane do grubych palików. To młode brzózki. Kiedy wprowadziliśmy się tutaj, wyrosły już na dorodne, piękne drzewa i piękna była obsadzona nimi ulica.

 

Najpiękniejsza była wiosną, gdy na długich, zwieszających się gałęziach brzóz pojawiały się młode listki zielone tak niesamowicie delikatną zielenią, że nie było się pewnym, czy to rozedrgane na wietrze listki powiewają nad głową, czy na gałęziach migocą seledynowe światełka.


xx



Z nadejściem lata listki ciemniały, a pośród nich pojawiały się pozlepiane w długie sznurki nasiona. A potem, od końca lata do początków jesieni, nasiona z moich brzóz sypały się jak wściekłe i przez cały ten czas, obojętnie ile bym się nazamiatała, ulica przed domem, podjazd, weranda i każdy zakamarek mieszkania zasypane był drobnymi gwiazdkami nasion. W tym czasie moja miłość do brzóz nieco słabła.


xx



W pełni jesieni, właśnie o tej porze, nad naszą ulicę nadciągały gawruki. Obsiadały całe korony drzew i darły dzioby prowadząc długie gawruków rozmowy.


xx

 

 

Parę lat tamu zauważyliśmy, że nasze uliczne brzozy wyraźnie się postarzały – po każdej wichurze znajdowaliśmy na ulicy połamane konary i co jakiś czas któryś z sąsiadów decydował się na ścięcie brzozy w swym ogrodzie.


Teraz przyszła kolej na nasze. Mieliśmy je dwie – przed domem między garażem a posesją sąsiada. Pierwsze duże gałęzie zaczęły spadać jakieś dwa lata temu, ale nic nie robiliśmy w nadziei, że co miało spaść, spadło i brzozy przetrwają. Niestety, w tym roku zaczęło już być groźnie - z jednej zaczęły się sypać konary na podjazd jednego sąsiada, a w pniu drugiej, niebezpiecznie pochylonej na dach domu drugiego, tuż przy ziemi odkryliśmy głębokie, spróchniałe dziury. No i po sąsiedzkiej naradzie zapadł wyrok...


xx

 

xx

 

Xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

I tak drzewa, które towarzyszyły mi przez całe życie, które kochałam i uważałam za nieśmiertelne w parę chwil runęły i umarły.


W zeszłym roku czereśnia,


xx



a teraz brzozy

 

xx



W poniedziałek ma się rozpocząć moja terapia.



Tagi: brzozy drzewa
22:07, damakier1
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 69