Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
sobota, 31 stycznia 2015

laurowiśnia

 

Późno, bo późno, ale przyszła. Właściwie nie dzisiaj, a wczoraj, bo już się po północy zrobiło. A było tak:

 

Obudziła mnie Wronka przed szóstą, otworzyłam drzwi do ogrodu, patrzę - biało! Zaraz też Szopek się poderwał i za Wronką poleciał i wszystkie koty po kolei, Franio, Zima, Pan Czesio i na końcu Maszeńka, z góry zbiegły i w świat pomaszerowały. Karolek nie, bo Karolek zanim wyjdzie, śniadanie zjada. I całe szczęście, bo kiedy go po śniadaniu wypuszczałam, już Masia, cała zmarznięta z powrotem pod drzwiami czekała.

 

Powypuszczałam, powpuszczałam, nakarmiłam i na dospanie do łóżka się kładłam z tą myślą, że zaraz po śniadaniu trzeba mi brać aparat i iść tę zimę fotografować zanim się w błotnistą paskudę przemieni. No i powędrowałyśmy razem z Wronką do parku.

 

ul. Waryńskiego

 

ul. Zaleskiego

 

Park Kasprowicza

 

Park Kasprowicza

 

W drodze już było widać, że ta zima na ostatnich jest nogach i w kałużach się topić zaczyna, ale w parku trwała chwacko i nawet tu i ówdzie dzieci lepiły bałwany. Jak to w zimie.

 

Park Kasprowicza

 

Park Kasprowicza

 

Wronka też spotkała całkiem sporego bałwana, ale skończyło się dla niego to spotkanie nie najlepiej

 

Park Kasprowicza

 

park

 

park

 

Zostawiłyśmy park za sobą i powoli wracałyśmy do domu

 

Park Kasprowicza

 

ul. Wincentego Pola

 

Plac Jakuba Wujka

 

Na naszej ulicy zima była już tylko za płotami ogrodów. Całą jezdnię pokrywała ohydna pośniegowa bryja, przez którą Wronka brnęła z najwyższym obrzydzeniem. Puściłam ją ze smyczy, wyrwała do przodu i grzecznie czekała na mnie na murku.

 

ul. Abramowskiego

 

na murku po domem

 

Ale ja zwlekałam trochę, bo jeszcze na sam koniec chciałam sfotografować gościa, ukrytego w ostrokrzewie pod oknem naszej sypialni. Kto ma dobre oczy, ten wypatrzy:

 

To chyba kos?

 

Tagi: park psy zima
01:21, damakier1
Link Komentarze (7) »
wtorek, 27 stycznia 2015

Któregoś ranka mój mąż powyciągał wszystkie klamoty z szafki pod zlewem, zanurkował do środka z miarką w ręku, pomierzył, pomierzył, wylazł i powiedział: jak się kubeł ze śmieciami na drugą stronę przestawi, kupi się mniejszy zlew, a prąd pociągnie z piwnicy – to da radę ci tę zlewozmywarkę zainstalować. Ciekawe...! Jak przez lata całe Dorola powtarzała nam nieustająco kupcie sobie zmywarkę, mąż mój twardo odpowiadał - nie da rady, się nie zmieści, straszną przebudowę trzeba by było robić. A ja dobrodusznie dodawałam – a po co mi ta zlewozmywarka na dwie osoby... nie ma sensu całego domu demolować.

 

I może uwierzyłabym, że to dla mnie się mój mąż tej wielkiej roboty podjął, gdybym nie przyuważyła któregoś razu, jak się Karolkowi na przyzlewnej półeczce przyglądał i z jaką troską na zwieszającą się nad podłogą ryżą dupę patrzył. A potem jeszcze, kiedy w czasie demolki Karolek na inspekcję przyszedł, słyszałam, jak mu mówił – no co, kocie, teraz będziesz miał półkę na schwał! Dlatego niech mi kto, co chce mówi i tak wiem, że ta zlewozmywarka to tylko pretekst żeby Karolkowi dogodzić...

 

Jakby nie było, wyszło pięknie!

 

zlewozmywarka

 

Się pozachwycałam, ponadziękowałam i zawołałam Karolka. Posadziłam go na wielgachnej, szerokiej półce i wyobraźcie sobie, że kocia ta menda nie doceniła! Wcale mu się nie spodobało, nie usiedział ani trzech sekund, odwrócił się i dał dyla.

 

Karolek

 

Karolek

 

 

Potem wskoczył na blat stołu przy drzwiach werandy, kazał sobie miski ustawić i powiedział, że tu już się przyzwyczaił, bardziej mu się podoba, przyzlewnej półeczki już nie chce i teraz tutaj jadać będzie.

 

Karolek

 

Zmartwiłam się trochę, bo sama lubię przy tym blacie na kuchennych schodkach przycupnąć, małą kawkę wypić, czy czasem nawet śniadanie zjeść.

 

Karolek

 

Ale zaraz pomyślałam, że przecież jak schodki przetaszczę, to i przy porzuconej półeczce przycupywać sobie będę mogła. No i miło będzie słuchać, jak cichutko mruczy zlewozmywarka....

 

przyzlewna półeczka

 

Tagi: koty
13:46, damakier1
Link Komentarze (15) »
niedziela, 25 stycznia 2015

regał

 

książki...

 

... i koty

Tagi: koty
23:07, damakier1
Link Komentarze (14) »
piątek, 23 stycznia 2015

Ci się szykują do podróży

 

gawruki

 

gawruki

 

gawruki

 

Ci wracają

 

dzikie gęsi

 

dzikie gęsi


 

dzikie gęsi

 

A wróblowie ani nie wracają, ani się w drogę nie wybierają, tylko drą dzioby na potęgę.

 

wróbelek

 

wróbelki

 

wróble

Tagi: ptaki
19:16, damakier1
Link Komentarze (15) »
środa, 21 stycznia 2015

Każdego dnia zaglądał Karolek do kuchni sprawdzić, co się dzieje z przyzlewną półeczką, a w kuchni półeczki ani śladu, za to demolka z każdym dniem była większa.

 

Karolek

 

demolka

 

Przeganialiśmy go z mężem na zmianę. Ja, bo kiedy w kuchni zlewu zabraknie i z każdą brudną skorupą do umywalki w łazience trzeba latać - spacerujący po stole kot, to już za wiele. Mój mąż, bo mu się Karolek pod nogami kręcił i w robocie przeszkadzał. No i w ogóle ma u mego męża przechlapane za te płyty, które mu oszczał.

Ale jakoś wszyscy dawaliśmy radę dopóki mój mąż nowej szafki pod zlew nie zmontował i na próbę, tak tylko pod tytułem „patrz na mnie, a nie rusz mnie” nie ustawił. O, półeczka wróciła! - ucieszył się Karolek i hycnął z entuzjazmem tak, że o mało co całej konstrukcji nie rozwalił.

 

Karolek

 

Zezłościł się mój mąż okrutnie, Karolka z kuchni przegnał, głośno zapowiedział, co z czego mu powyrywa jeśli się tylko jeszcze w kuchni pokaże, a jakby tego było mało, dodatkowo napisał obwieszczenie:

 

obwieszczenie

 

 

Karolek przeczytał, nic nie powiedział tylko zamknął się z Szopkiem i Wroną w małym pokoju i długo się naradzali. A kiedy za jakiś czas, wchodząc do kuchni zapytałam - A wy co tu robicie?! - odpowiedzieli chórem: Strajk okupacyjny!

 

strajk

 

Dam ja wam strajk... pomyślałam, ale wyrzucić się nie dawali i zobaczyłam, że to nie przelewki.

 

strajk

 

Co było robić? Przystąpiłam do negocjacji. Rozmowy były długie i wyczerpujące. Twarda byłam, jak skała, ale w końcu udało się osiągnąć kompromis. Z satysfakcją komunikuję, że odniosłam duży sukces.

 

Szopek

 

Wrona

 

Karolek

 

Tagi: koty psy
01:17, damakier1
Link Komentarze (13) »
sobota, 17 stycznia 2015

Spotkałam dziś kawkę:

 

kawka

 

kawka

 

kawka

 

kawka

 

Gapiłam się, podziwiałam i wspominałam Pufcię.

 

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/02/Pufcia.html

 

18:11, damakier1
Link Komentarze (6) »
środa, 14 stycznia 2015

Słońce świeciło tak obiecująco, że wyciągnęłam lżejszą kurtkę i powiedziałam Wronie - chodź na działki! Na działkach pusto było i głucho, spotkałyśmy tylko jednego, jedynego żywego ducha, a poza tym nikogusieńko.

 

żywy duch

 

Tylko uschłe trawy kołysały się na wietrze i popękana ziemia, drzemiąc, wygrzewała się w słońcu. Słowem nuda...

 

trawy na wietrze

 

popękana ziemia

 

Gdybym nie musiała wszędzie nasikać, zupełnie by tu nic do roboty nie było... narzekała Wronka.

 

sikająca Wronka

 

Ale gdy przeszłyśmy w pobliże stadionu, zrobiło się ciekawie. Ja fotografowałam z ukrycia, a Wronka pilnowała, żeby mnie nie złapali.

 

Lampa nad stadionem

 

nad stadionem

 

wzdłuż stadionu

 

a za płotem...

 

za płotem

 

fotografowane zza płotu

 

I to już cała relacja z działkowego spaceru. Chciałoby się napisać „wiosennego”, ale to przecież ledwie połowa stycznia...!

 

Wrona

 

PS. A z tą lżejszą kurtką to przesadziłam. Przewiało mnie, jak szlag!

 

Wrona

 

Tagi: psy
23:15, damakier1
Link Komentarze (12) »
sobota, 10 stycznia 2015

Otworzyłam drzwi werandy, Karolek ochoczo wbiegł do środka, przykucnął w połowie kuchni, sprężył się do skoku, a tu DUPA: nie ma przyzlewnej półeczki!

 

Karolek

 

Karolek

 

Karolek

 

 

W tej sytuacji nie pozostało nic innego, jak:

 

Karolek

 

Karolek

 

Całe szczęście, że mój mąż tego nie widział...


Tagi: koty
18:32, damakier1
Link Komentarze (16) »
piątek, 09 stycznia 2015

Wszyscy widzieli, jakie piękne stroiki bożonarodzeniowe porobiła Dorolka. Tymczasem dla siebie samej wyciągnęła kawałek jakiejś burej, błyszczącej szmatki, naciągnęła na szkielet z kółeczka, wbiła w to trzy szpikulce ze świeczkami i metodą - jak z kawałka drutu i korka zbudować podstawkę do żelazka – wymodziła wianek na stół. Wyszło, nie powiem, dość paskudnie:

 

wieniec

 

Ale Panu Czesiowi się spodobało. „Się spodobało” to mało powiedziane, najzwyczajniej się Pan Czesio dorolkowym dziełem zachwycił. Początkowo, gdy Dorolka świece zapaliła, wystraszył się leciutko i odsunął na koniec stołu, ale po chwili podszedł i przyglądał się płonącym świeczkom z tak bliska, że strach było, czy sobie wąsów nie przypali. Później wycofał się i nabrawszy perspektywy usiadł, kontemplując urodę wieńca. Jeszcze później znów podszedł, ostrożnie wyciągnął łapkę, wstawił ją w środek wianka, wyjął z powrotem i jednym sprytnym mykiem znalazł się w środku cały.

 

Pan Czesio

 

 

Posiedział chwilę,  potem się umył, zwinął w kłębuszek i przysnął.

 

Pan Czesio

 

I tak mu się miło drzemało, że prawie w wianku zamieszkał. A tak mu dobrze było, że niczym kot Maciej z pięknej piosenki, nieustająco słodko mruczał najbardziej senne bossa novy.

 

https://www.youtube.com/watch?v=FsLCUD4fs44

 

Pan Czesio

 

Nigdy bym się nie spodziewała, że ten nasz Pan Czesio okaże się taki romantyczny...

 

Pan Czesio

 

Tagi: koty
00:54, damakier1
Link Komentarze (17) »
wtorek, 06 stycznia 2015

Pogoda była dziś śliczna i zaraz po śniadaniu wybrałyśmy się z Wronką na prawdziwy, długi spacer. Wzięłam aparat, bo od czasu wiewióreczki zawsze biorę, ale w parku nie było ani wiewióreczek, ani sikoreczek, ani żadnej rzeczy, która by się do fotografowania nadawała. To znaczy ja tak uważałam, bo Wrona uważała, że owszem, jest coś, co fotografować jak najbardziej warto, a mianowicie ona sama.

Ależ się napraszała! Wybiegała przede mnie na ścieżkę, wciągała brzuch, podnosiła wysoko głowę i ustawiała się raz jednym profilem, raz drugim, prezentując na przemian raz klapnięte, a raz stojące ucho. Nic mnie to nie ruszało, bo ileż razy można fotografować w tym samym parku tę samą Wronę?

Dla lepszego efektu wytargała z krzaków kawał kija, wytaszczyła na drogę, chwyciła w pysk i popatrzyła wymownie na aparat wiszący na mej szyi. A coś ty - powiedziałam - takich zdjęć, z jeszcze większymi patykami, to masz już na pęczki. I ręka nawet mi nie drgnęła w stronę futerału.

 

Wronka z kijem

 

Troszkę się zirytowała, porzuciła kij i pobiegła na środek trawnika, gdzie się jakiś terierek uganiał za piłeczką. Po chwili zjawiła się z piłką w zębach. Nooo? - zapytała kokieteryjnie. Przestań ciągle kraść te piłki, bo ci w końcu ktoś manto spuści - odparłam i dodałam, że zdjęcie z identyczną piłeczką zrobiłam jej latem w ogrodzie.

 

z piłką

 

Tym razem nabzdyczyła się mocno, wcale ze mną gadać nie chciała i łaziła gdzieś daleko po krzakach, jakbyśmy na tym spacerze wcale razem nie były. Już myślałam, że jej to gwiazdorzenie przeszło, ale na horyzoncie pokazało się znajome drzewo i Wronka pomknęła jak strzała, wspięła się na konar i doczekać się wprost nie mogła, kiedy przyjdę spełnić swą powinność.

O rany..., przecież cały wpis o Wronce – drzewołazce jest na blogu – rzuciłam mimochodem, przechodząc obojętnie obok brzozy ze sterczącą na niej Wroną.

 

na brzozie

 

Teraz już tylko ostatnia szansa jej została i tak, jak się spodziewałam, wykorzystała ją skwapliwie. Wskoczyła z wdziękiem, to przysiadała, to wstawała, ale po co miałam aparat wyciągać, skoro w tym samym miejscu sfotografowana, prezentuje się Wronka pięknie  w ostatnim, sylwestrowym wpisie? To jej tylko nie zawracaj głowy burknęłam i poszłam dalej.

 

na pomniku

 

Przez resztę spaceru wcale już ze mną gadać nie chciała. Wróciła do domu naburmuszona, przepędziła Szopka z jego materacyka, ułożyła sobie na pociechę trochę psich chrupek, uwaliła się i gapiła się na mnie spode łba.

 

na materacyku

 

Oj tam, oj tam - powiedziałam - czego się dąsasz? Masz tych zdjęć jak jaka gwiazda filmowa. Nie wiem, po co tak się napraszałaś...

Nie wiesz? - zdumiała się Wronka i aż się jej oczy zaokrągliły niczym spodeczki do herbaty. Nieee wieeesz??? Przecież mam nową obrożę!

 

w nowej obrozy

 


 

Tagi: psy
23:46, damakier1
Link Komentarze (16) »