Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
niedziela, 31 stycznia 2016

Najpierw stopniał śnieg, potem rozpadał się deszcz. Padało i padało aż się z tego zrobiła wielka kałuża na środku placyku. W środku nocy, w samym środku tej kałuży siedziało COŚ STRASZNEGO.

 

xx

 

Niczym latarenkami świeciło ślepiami żółtym blaskiem, a dla wzmożenia nastroju grozy, złowrogie to światło odbijało się w tafli wody.

STRACH! STRACH! STRACH!... kołatało mi się po głowie, ale powoli, krok za krokiem szłam mężnie, aby zrobić zdjęcie:

 

 

xx

 

Tagi: koty
17:32, damakier1
Link Komentarze (15) »
wtorek, 26 stycznia 2016

xx

Może by kawy? - zapytał mój mąż.

Zrobię w prodiżu - odpowiedziałam, bo kiedyś przez pomyłkę na ekspres do kawy powiedziałam prodiż i tak już zostało.

 

xx

 

Nalałam wody, nasypałam kawy, włączyłam... Minęło z 10 minut - patrzę, a w dzbanku kawy ledwo się trochę na dnie zebrało. Chyba się prodiż zepsuł zawołałam, ale zaraz dodałam - nie, nie... to ja pewnie wlałam tylko jeden kubek wody. No, to już ty wypij, a ja się obejdę - dodałam wspaniałomyślnie.

 

xx

 

Ale mój mąż już zdążył drugi kubek napełnić i ze słowami - trzeba dolać, bo kawa strasznie mocna będzie - wlał wodę do środka. Ekspres zabulgotał, prychnął parą i kawy w dzbanku zaczęło przybywać. Jakaś za jasna mi się wydawała - Teraz pewnie za słaba będzie, bo jak wlałam jeden kubek wody, to pewnie nasypałam tylko na jedną kawę...

 

xx

 

 

Kiedy kawa się zaparzyła, nalaliśmy w dwa kubeczki, a w dzbanku zostało na trzeci kubeczek. Ale nie była za słaba. W każdym razie nie bardzo.

 

***

 

Zdjęcia są, jakie są, bo przecież nie będę wstawiać zdjęć ekspresu do kawy...

 

xx

 

14:12, damakier1
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 18 stycznia 2016

Poniższy tekst porwałam z Pastelowego Kurnika. Napisała go Hana i jest to jeden z najważniejszych tekstów, jakie znalazłam na blogach. Głęboko wierzę, że nikt, kto tu zagląda, nie jest takim sąsiadem, ale jestem pewna, że każdy z nas kiedyś takiego sąsiada spotkał, może i spotyka nadal albo jeszcze spotka.

I wierzę, że po przeczytaniu znakomitego tekstu Hany, każdy znajdzie w sobie odwagę by reagować, kiedy opisane przez nią sytuacje odnajdzie w swym sąsiedztwie.

 

Słówko do sąsiada

[...]  Pięknie wyremontowałeś dom, na podwórzu jest porządek, w warzywniku pysznią się kwiaty i dorodne warzywa. Masz psa, kota i stadko tzw. szczęśliwych kur. Kiedyś kupowałam odciebie jajka, ale mi się odechciało. Któregoś dnia zobaczyłam,że Twoje kury są łyse i pokrwawione. Wydziobują się z nudów, ze stresu i z braku witamin. Gdybym przez okrągły rok siedziałana wybiegu 3 x 2m, gdzie nie dociera słońce, w dodatku niesprzątanym od tygodni, też wydziobałabym sobie pióra. Nic nie rozumiem, przecież masz duży, stary sad, w którym rosną chwasty! Wypuść kurki, daj im więcej oddechu, będziesz miał trzy razy więcej jajek, a i ja chętnie je od ciebie kupię. A pamiętasz swojego poprzedniego psa? Pamiętasz, jak kaszlał?

Dawałeś mu polopirynę, co jest jakimś tam przejawem troski. Skąd mogłeś wiedzieć, że nie wolno psu dawać polopiryny? Moją gadkę skutecznie puszczałeś mimo uszu, bo przecież weterynarz to fanaberia dla miastowych. Wystarczyło chociażby włączyć komputer, który przecież masz i wklepać w googla „pies kaszel polopiryna”. No ale pomocy szuka ktoś, komu ZALEŻY. Pies po prostu zniknął któregoś dnia. Po kilku dniach pojawił się następny. Szczekał i wył w malutkim kojcu całymi dniami i nocami, poddał się po kilku miesiącach. Siedzi tam teraz apatyczny i brudny. Moje psy chodzą pod płot codziennie i on tylko wtedy na chwilę się ożywia. Czy wiesz, sąsiedzie, że pies to zwierzę szalenie towarzyskie i spragnione kontaktu z człowiekiem? I wiesz, że zupełnie jak ty cierpi z głodu, zimna i samotności? Widzę, że czasem go wypuszczasz, przeważnie w porze cieczek, żeby „sobie użył” (twoje słowa), a i podjadł, jak się trafi. Znika wtedy na dwa, trzy dni i nikt go nie szuka. Nie wiesz pewnie, bo i skąd, że pies sobie wcale nie używa, bo robi to nie dla przyjemności? Gna go instynkt przedłużenia gatunku i nie ma on nic wspólnego z tym, co sobie myślisz. Zapładnia suczki innych sąsiadów wypuszczane na noc, żeby „sobie użyły”, które to suczki dwa razy w roku rodzą szczeniaki, które z kolei umierają z powodu chorób, zimna i głodu? Jeśli nie umrą (przepraszam – zdechną), to sąsiad je utopi, bądź zakopie żywcem. Czasem któremuś się uda i przetrwa tylko po to, żebyśmógł wsadzić go do kojca, albo przypiąć łańcuchem do jakiejś blachy zwanej dumnie budą i raz w tygodniu wypuścić na noc,żeby znalazł sobie coś do jedzenia, ewentualnie „sobie użył". Czasem ze zgrozą myślę, że byłoby dla niego lepiej, gdyby nie przetrwał. 

Słyszałeś, że psa można wysterylizować? To jest zabieg stosunkowo prosty i nie aż tak kosztowny.  Zresztą każda chyba klinika weterynaryjna od czasu do czasu organizuje akcje i robi to za pół ceny, albo nawet za darmo? W każdym razie "nasza" to robi. Słyszałeś, że nie ma to wpływu na charakter psa? O ile ci zależy, aby pies miał charakter. I między bajki wsadź durne i szkodliwe mity o tym, że suczka/kotka choć raz musi urodzić.

Czy wiesz, że gotowe jedzenie dla psa, nawet nie najlepszej jakości, takie w puszce, bądź w postaci suchych chrupek jest dla niego lepsze, niż kilo kości z golonki, albo – nie daj Boże – z kurczaka (co może go zabić) czy innych żeberek? Nie mówiąc o chlebie namoczonym w brudnej wodzie, pleśniejącym w starym garnku tygodniami? Czy wiesz, że od nadmiaru kości pies może umrzeć, bo się zatka? On tego nie wie, ale ty tak, przynajmniej powinieneś wiedzieć. Zastanawiam się codziennie po co ci pies? Skoro szczeka bez końca, a i tak nikt się jego szczekaniem nie interesuje? Gdyby złodziej grasował na twoim terenie, nikt nie zwróci na to uwagi, bo przecież pies szczeka bez przerwy!

Trudno to znieść, ale znoszę, bo boję się, że jeżeli ci coś powiem, zrobisz mu jeszcze większą krzywdę. Nie dotykasz go,bo – jak powiadasz – śmierdzi. Gdybyś siedział latami w kojcu nawłasnym gównie, nie tak byś śmierdział. Nikt ci nie powiedział,a sam nie zauważyłeś, że pies jest mądry, że ma zdolnośćrozumowania na poziomie 2-3 letniego dziecka  i tylko od ciebie zależy jak tę przyrodzoną mądrość wykorzysta? Przecież z 3-letnim wnukiem świetnie się dogadujesz? Wyobraź sobie swojego wnuka i tak samo traktuj psa. Nie, to nie bluźnierstwo, niby dlaczego? Pies i kot czują tak samo! Czują ból, zimno, głód, odrzucenie, samotność. Czy wiesz, ile radości może ci dostarczyć ich towarzystwo? Nie wiesz, bo i skąd? Szybko możesz się o tym przekonać, tylko wpuść je do domu, daj kawałek podłogi i jakąś starą kurtkę do leżenia, a zobaczysz, że to sfera emocji, jakiej nigdy dotąd nie doświadczyłeś, o jakiej nawet nie śniłeś. Twój pies kocha cię pomimo i pójdzie za tobą wszędzie, mimo haniebnego traktowania. Trudno o bardziej bezwarunkową miłość. Masz w życiu za dużo miłości? Masz w swoim otoczeniu kogoś, kto kocha cię aż tak? Co z tego, że pradziadek, dziadek i ojciec tak samo traktowali swoje zwierzęta? Ile można zwalać na przodków? Masz własny rozumek? Może czas przerwać ten zaklęty krąg i dać wnukom inny wzorzec? Bo dla twoich dzieci jest za późno. Zabrałeś im coś, czego nie da się odzyskać. A obawiam się, że za późno i dla wnuków, skoro twoja wnuczka stojąc przy kojcu, patrząc na mojego miłego i czystego psa mówi: mamo, kupisz mi pieska? Podczas gdy jej pies, dwa metry dalej rozpaczliwie żebrze przez kraty kojca o odrobinę uwagi i dotyk.

I co stało się z twoim kotem? Bezimiennym, bo na co kotu imię?Tutaj koty niezależnie od płci mają na imię „ciciuś” – w najlepszym razie. Nie widuję go od jakiegoś czasu, a przychodził na przekąskę. Czy w ogóle wiesz, że go nie ma? Był przez dwa lata, dokładnie to pamiętam. Nie miał wstępu do domu, ani nawet do piwnicy, bo jej nie masz. Nie wiem, gdzie nocował. Mam nadzieję, że w jednej z czyichś obór, gdzie mógł się ogrzać przy krowach. Masz przecież tylko drewniane, dziurawe szopki, w których jest tak samo zimno jak na zewnątrz. Możesz spać spokojnie podczas gdy twój kot przymarza gdzieś do podłoża? Tylko nie wstawiaj mi gadki o tym, że zwierzęta nie mają duszy. To ty jej nie masz. Zresztą dusza nie ma nic wspólnego z odczuwaniem bólu. Mówisz, że kot sobie poradzi. Z czym? Z chorobami? Z lisem? Z 15-stopniowym mrozem? Z głodem? Z zatruciem myszą nafaszerowaną trutką, którą przed chwilą zjadła? Z wyniszczającą biegunką? No tak, nie masz pojęcia, że kot nie powinien pić mleka, przynajmniej nie każdy. Powinien za to pić wodę. To brzmi jak herezja, prawda? Ale nią nie jest. Na większość kotów laktoza zawarta w mleku działa jak pastylka przeczyszczająca. Jakiś czas daje radę, a potem po prostu odwadnia się i umiera. Ale o tym też nie wiesz, bo przecież nawet nie patrzysz na swego kota, zresztą on swoją biegunkę załatwia w plenerze. Zniknął, to bierzesz następnego. I tak dalej. Dlaczego nie wpuścisz go do domu? Czego się boisz? Że nabrudzi? Postaw mu zwykłą miskę z piaskiem, już on będzie wiedział, co z nią robić. Że ma robale? A ma, musi je mieć żywiąc się myszami i tym, co uda mu się znaleźć. Ale jedna, mała pastylka raz na jakiś czas wystarczy. Kosztuje grosze. I nie obawiaj się bakterii, masz ich we własnej paszczy więcej, niż zdrowy kot. Mówisz, że brudny? To znaczy, że prawdopodobnie jest chory. Zdrowy kot myje się wręcz obsesyjnie. Wysterylizuj go i nie gadaj głupot o utracie męskości, bo to twój punkt widzenia. Ciekawe, że sterylizacja kotki jakoś nie budzi w tobie sprzeciwu – pewnie dlatego, że kotki są puszczalskie i same się proszą. Szkoda, że tylko w tej kwestii wykazujesz „troskę” o zwierzę. Świadomość, że głodne, chore, zziębnięte, umiera w cierpieniach, nie zakłóca ci snu. Ważne, że umiera z jajkami.

Wyobraź sobie, że twoja kotka rodzi 3 razy w roku po 4 kocięta – pomnóż to przez ilość kotów we wsi, czyli razy 17, bo zakładam, że w każdym gospodarstwie jest jeden kot, a na pewno jest ich więcej (nikt nie wie, ile). Daje to liczbę 204 kotów po roku. Robi wrażenie, co? Jasne, że większość nie przeżyje. Umrą z głodu i chorób, o ile gospodarz nie zatłucze ich, nie potopi , nie zakopie żywcem. A pomyśl sobie, że jest tu więcej kotów, niż jeden na gospodarstwo. Czujesz ogrom cierpienia i śmierć dosłownie wszędzie? .A to tylko jedna, malutka wieś. Z łatwością można by tego uniknąć. 

Jeśli wykastrujesz kota, nie będzie zapładniał puszczalskich kotek, nie będzie smrodliwie zaznaczał terenu i spokojnie możesz wpuścić go do domu. On też potrzebuje twojego towarzystwa. To głupi mit, że kot przywiązuje się do miejsca, nie do człowieka. Jeśli będzie dobrze odżywiony i zdrowy, będzie bardziej łowny, niż kiedykolwiek. I nie mów mi, że nie masz pieniędzy na weterynarzy. Masz. I nikt cię nie zmuszał do posiadania psa, czy kota. Przecież widzę, jak strzelasz w niebo fajerwerkami za parę setek, innych dóbr nie będę ci tu wypominać.  Poza tym akurat zbliża się luty, a w lutym "nasi" weterynarze robią akcję sterylizacji/kastracji za pół ceny, albo i za darmo w szczególnych sytuacjach. Wystarczy włączyć komputer i zaklepać sobie termin. 

Mógłbyś z łatwością dowiedzieć się jakim cudem jest kot. Mógłbyś poczuć na kolanach jego ciepło. Mógłbyś słuchać, jak mruczy ci do ucha i aż pogwizduje ze szczęścia. Mógłbyś do woli dotykać jego mięciutkiego, czystego futerka. Mógłbyś nosić go na rękach, a on oplatałby ci łapkami szyję. Mógłbyś poczuć na uchu jego szorstki jęzorek. Mógłbyś w nocy poczuć, jak układa się wzdłuż twoich pleców, albo w zgięciu łokcia. Mógłbyś wtulić twarz w jego ciepłe, pachnące futerko i tak zasypiać. Mógłbyś na dzień dobry poczuć delikatny dotyk jego chłodnego noska na swoim policzku...

Choć przytoczyłam tekst Hany w całości, radzę zajrzeć do Pastelowego Kurnika, przeczytać komentarze. I w ogóle warto tam zajrzeć, bo to jeden z najciekawszych blogów w sieci:

http://dzikakurawpastelowym.blogspot.com/2016/01/sowko-do-sasiada.html

Hano, wybacz, że porwałam Ci wpis nie czekając na Twą zgodę :)

W podzięce, specjalnie dla Ciebie, najnowszy portret Wronki:

 

xx

 

Tagi: koty psy
17:34, damakier1
Link Komentarze (14) »
piątek, 15 stycznia 2016

Zaczęło się jeszcze przed Bożym Narodzeniem - Znowu mi naszczał! - wrzeszczał z pokoju mój mąż, Pan Czesio z zadartym ogonem wyrywał na górę ile sił w łapach, za nim miotając groźne hau, hau pędziła Wronka, a mój mąż wynosił z pokoju stosik płyt do umycia. Tak przynajmniej raz na tydzień.

 

Aż pewnego razu, choć rozpaczliwe Znowu mi... rozległo się na cały dom, Pan Czesio nie pojawił się w przedpokoju. Nie zdążył, za to mój mąż zdążył mu drzwi przed nosem zatrzasnąć. Poszłam zobaczyć, co się dzieje.

 

Nie będę, już nie będę...! - darł się wniebogłosy rozpłaszczony na podłodze Pan Czesio, gdy mój mąż, twardo trzymając go za kark, objaśniał mu szczegółowo, co z nim zrobi jeśli go jeszcze kiedykolwiek w naszym pokoju spotka. Puścił go w końcu i tak szybko, jak tym razem, to się chyba jeszcze Panu Czesiowi z dołu na górę przebiec nie udało.

 

Po tej awanturze Pan Czesio parter omijał z daleka i wyglądało, że się w końcu nauczył moresu. Chociaż mało mi się wydawało do niego podobne, żeby poddał się tak łatwo.

A od kiedy przyuważyłam, co sobie wyguglał w internecie, jestem już pewna, że jeszcze niejedna potyczka z Panem Czesiem mojego męża czeka.

 

xx

 

xx

 

I rzeczywiście...

 

xx

 

Tagi: koty
23:25, damakier1
Link Komentarze (13) »
sobota, 09 stycznia 2016

xx

 

Pan Czesio wyszedł na dwór. Wyszedł to może nie jest bardzo precyzyjnie powiedziane, bo po prostu złapałam go za kark i pyrgnęłam do ogrodu. Przysiadł pod schodami, odwrócił się i patrzył chwilę na mnie z wyrzutem w oczach.

 

xx

 

W końcu się podniósł, zanurzył łapę w tym, jak to się pięknie mawia, białym puchu, otrzepał ją z obrzydzeniem i powoli, krok za ostrożnym krokiem powędrował przed siebie.

 

xx

 

xx

 

xx

 

Niesporo mu szło. Przystawał, a to dreptał w miejscu, a to zanurzał w śniegu nos i kichał mało mu się łeb nie urwał, a to przykucał, podskakiwał i znów przysiadał.

 

xx

 

xx

 

 

- Co robisz? - zapytał Karolek.

 

xx

 

xx

 

 

- Eee niiic... Tak sobie pląsam na śniegu...

 

xx

 

Tagi: koty
17:04, damakier1
Link Komentarze (12) »
czwartek, 07 stycznia 2016

Cudnie było: bezwietrznie, minusów zaledwie siedem i piękne słońce.

I na dodatek bezpiecznie:

 

xx

 

xx

 

Doszłyśmy aż do psiego wybiegu

 

xx

 

xx

 

Kiedy tylko spełniłam swą powinność, Wronka zeskoczyła zgrabnie z daszku i poświęciła się życiu towarzyskiemu. Witała się z koleżankami i kolegami, jednych mijała z lekkim tylko machnięciem ogona, z innymi wąchała się kurtuazyjnie, a jeszcze z innymi zamieniała parę uprzejmych słów, a nawet bawiła się – nie za dużo, ale trochę...

 

xx

 

xx

 

xx

 

Ale najbardziej przypadł jej do gustu ten kolega:

 

xx

 

No i nic dziwnego. Widzicie jakie ma uszy?

 

xx

 

Tagi: psy
20:42, damakier1
Link Komentarze (6) »
wtorek, 05 stycznia 2016

Przez te okropne mrozy to mi jeszcze jedno zajęcie doszło: przez dzień cały, od rana do nocy, wpuszczam i wypuszczam. Niby całe towarzystwo śpi na okrągło, porozrzucane po różnych kątach i kaloryferach, ale co i raz któreś się ocknie i nie pomne na ziąb przyłazi, do drzwi mnie prowadzi i wypuszczenia na dwór się domaga. No to wypuszczam. A potem jest różnie, zależy kogo wypuściłam:

 

Wronka siedzi na dworze bardzo króciutko, bo jej chodzi głównie o to, żebym z nią na spacer poszła. W ogrodzie zabawi tylko tyle, ile na najpilniejsze potrzeby wystarczy i zaraz wraca. Chwilę postoi na werandzie, a gdy jej natychmiast nie otworzę, staje na tylnych łapach, przednimi opiera się o drzwi i maćka nosem po szybie przez co okno w kuchni mam zawsze brudne.

Szopek też marudzi żebym się z nim po placyku turlała, a jak go stanowczo na werandę wypchnę, złazi po schodach i idzie do ogrodu. Połazi trochę, połazi, a jak wróci, wiadomo - żeby nie wiem co, na swych bylełapkach do okna nie sięgnie i wizualnie o sobie dać znać nie może. No to działa akustycznie, ale jak!

 

Nagle wrzask przeraźliwy rozdarł niebo z dygotem

i pojęli, że sprawy źle stoją:

Bóbr po czubek ogona zbladł i oblał się potem,

Bydłobójca się poczuł nieswojo.

 

Słodką ziemię dzieciństwa, co w przeszłości ukryta,

ujrzał nagle oczyma swej duszy -

tak ten wrzask był podobny do rysika, co zgrzyta

po łupkowej tabliczce, drąc uszy.

 

Tak potworny okrzyk Dziubdziuba opisał Lewis Carroll w Wyprawie na żmirłacza i bez wątpienia jest to najprzeraźliwszy odgłos w przyrodzie jeśli nie brać pod uwagę Szopka, drącego się z werandy, by go wpuścić do domu. Nie ma siły by nie podskoczyć nerwowo, poderwać się i biec drzwi otwierać, kiedy rozlegnie się ze dworu zgrzytliwe i chrapliwe jednocześnie, szopkowe zawołanie: coś pośredniego między auuuć!, a kurrr... mać!

 

Karolek się nie wydziera. Wie, że nie musi. Siada dostojnie wyprostowany na stole przed drzwiami werandy i czeka. Niedługo. Już ja dobrze sprawdzam, czy aby Karolek za oknem nie siedzi i nie marznie...

 

Pan Czesio dobija się do okienka w kuchni na górze, a Zima czyha przy drzwiach frontowych, by się przemknąć gdy ktoś wchodzić lub wychodzić z domu będzie. Franio początkowo stosował strategię Zimy, ale kiedy przymroziło na dobre, przerzucił się na metodę Karolka i czeka na stole na werandzie.

 

A dziś po południu przyszedł mój mąż z kuchni do pokoju bardzo wzburzony i nerwowo powtarzał: No tego jeszcze nie grali...! Tego jeszcze nie grali....!

Wyobraź sobie - opowiadał - spokojnie sobie kroję chleb, a tu ktoś w okno puka. I to jak! - nie puka, a wali! Myślałem, że Antek przez ogród do domu wraca i nawet go zezwać miałem, czemu wali tak mocno, a tu patrzę....: - Franio na stole siedzi, jedną ręką o okno się oparł, a drugą w kułak zwinął i z całych sił pięścią w szybę wali! No tego jeszcze nie grali..., żeby kot ręką w okno stukał... tego jeszcze nie grali... Tak mój mąż, cały zdumiony powtarzał i byłabym mu nie uwierzyła, gdybym nie widziała, że jemu samemu uwierzyć w to trudno. I już przez całe popołudnie aż do teraz, a zaraz północ będzie, rozprawialiśmy o nadzwyczajnej mądrości Frania i zastanawialiśmy się, jak to on sobie w swej głowie wykombinował, żeby tak w okno zapukać...?

 

xx

 

xx

 

xx

 

PS. Czemu nie było ani słowa o Maniusi? Bo Maniusia wszystkie swe wędrówki odbywa wyłącznie na trasie między miskami w kuchni a kaloryferem w łazience.

 

Tagi: koty
23:56, damakier1
Link Komentarze (14) »
sobota, 02 stycznia 2016

Tak nas straszyli wielkimi mrozami, a tu, owszem, w sylwestrowy wieczór trochę przymroziło, ale pierwszy noworoczny dzień był ciepły, wcale nie zimowy, a typowo jesienny - z pluchą, mżawką i błotem w ogrodzie. Cała nasza psia i kocia trzoda zamiast odsypiać sylwestra kursowała z domu do ogrodu i z ogrodu do domu, na przemian – raz od frontu, raz przez werandę i jeśli prawdą jest, że jak się Nowy Rok zacznie, tak już do końca będzie – to ten dwa tysiące szesnasty najpewniej cały na myciu podłóg spędzę...

Noc po ciepłym dniu była równie ciepła i kiedy nad ranem obudziła mnie Wronka na siku, otworzyłam szeroko drzwi werandy i wyturlałam z posłania Szopka w nadziei, że tym sposobem nie dam mu szansy na poranne zasikanie połowy kuchni, co ostatnio z upodobaniem czyni.

Odczekałam chwilę - Wronka pokazała się za szybką okna, Szopek zawrzasnął swe przeraźliwe „Auć...!” i otworzyłam im drzwi. Kiedy zasuwałam ostatnią zasuwkę, do kuchni wszedł Karolek. Ostentacyjnie wsparł się na drzwiach przednimi łapami, wyciągnął się na całą swą kocią długość i popatrzył wymownie. A co tam... pomyślałam, tak ciepło na dworze, niech idzie...

Kiedy po raz wtóry zasuwałam ostatnią zasuwkę, pojawił się Franio. Ale nie, nie musiałam znów odsuwać wszystkich zasuwek, bo Franio zatrzymał się w progu, powiedział krótkie miau i kiwnął na mnie głową. Wypuściłam go od frontu.

Obudziłam się późno, że ho, ho..., a może nawet po trzykroć – ho, ho, ho...! Nie żaden poranek to był, a piękny słoneczny dzień w rozkwicie. Zerknęłam na przyokienny termometr, a na nim 9 stopni. Wszystkie poniżej zera! Rany boskie, pomyślałam, ja tu sobie śpię, a tam kotom dupy marzną!

Pobiegłam do przedpokoju, na dwór wyjrzałam, a do drzwi wejściowych przymarznięte dwa nieszczęścia - jedno rude, drugie bure. Ani na mnie nie spojrzały, otrzepały się tylko i pognały prosto do kuchni, na przyzlewną półeczkę.

Zaraz im coś ciepłego w miski nakładłam i wyobraźcie sobie, że bez jednego prychnięcia przysiadły i zajadały, zupełnie nie pamiętając, że przecież o tę półeczkę ustawiczną, nieprzejednaną walkę toczą...

 

xx

 

xx

 

Pojadły, oblizały się, powyciągały i nie zaszczyciwszy mnie ani jednym spojrzeniem, przepadły na schodach. I najwyraźniej na mnie pogniewane, nie pojawiły się przez cały dzień. Aż do wieczora. Pod wieczór zobaczyłam Frania śpiącego w swym ulubionym miejscu na szufladzie przy regale.

 

xx

 

Ledwie zrobiłam mu zdjęcie, pojawił się Karolek. Popatrzył, wykonał pracę myślową i doszedł do wniosku, że skoro rano tak serdecznie gościł Frania na przyzlewnej półce, to go teraz Franio równie serdecznie na szufladzie przyjmie. Podchodził najpierw ostrożnie, potem co raz śmielej, w końcu zatrzymał się tuż przed regałem, wyciągnął szyję, chwilę węszył po czym hycnął i miękko wylądował obok śpiącego. Przysiadł, na wszelki wypadek odwrócił się w drugą stronę, że niby żadnych zamiarów nie ma i czekał, co będzie. Franio ani drgnął. No to się Karolek odwrócił, łeb nad Franiem zwiesił i czekał dalej. I dalej nic się nie działo. Teraz zaczął grubym tyłkiem na Frania napierać, by trochę miejsca do uwalenia się na szufladzie zdobyć, ale Franio był, jak skała. Na próżno Karolek się natężał, łapami zapierał, ryżym dupskiem wiercił - ani o milimetr Frania przesunąć mu się nie udało.

 

xx

 

xx

 

xx

 

Chciał, nie chciał - musiał zadowolić się swym starym koszem na śmieci.

 

xx

 

xx

 

xx

 

No i tak... Zrobił się już późny wieczór, za oknem mróz, a ja sobie siedzę w moim ulubionym małym pokoiku, z radia lecą stare piosenki, koty przez sen posapują, Szopek chrapie, uśmiechnięta Wrona zwisa z fotela, a w przedpokoju, w strategicznym miejscu pod zegarem siedzi Pan Czesio i na wszystko ma baczenie.

 

xx

 

Xx

 

xx

 

No i tak myślę sobie, że przecież jakoś przetrzymać musimy. A może nie trzeba będzie czekać aż cztery lata? Może nawet nie cały rok? Może aby do wiosny...?

 

 

Tagi: koty
22:52, damakier1
Link Komentarze (11) »