Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
niedziela, 29 stycznia 2017



Pan Czesio jest kotem pośpiesznym. Kiedy idę wczesnym rankiem do łazienki, mijam śpiącego na zakręcie schodów Karolka. Karolek otwiera oczy, ziewa, przeciąga się i wtedy na górze pojawia się Franio. Podchodzi do Karolka, witają się i dalej już razem idą na dół. A wtedy – tup, tup, tup - z samej góry pędzi Pan Czesio, wyprzedza ich zanim jeszcze dotrą do ostatniego stopnia i już jest przy drzwiach. Wyciąga łapska do klamki, otwieraj, otwieraj - pogania mnie i depcze po Franiu i Karolku, którzy też już czekają pod drzwiami. Gdzie się tak śpieszysz? - pytam, a Pan Czesio nie zaszczyca mnie ani jednym spojrzeniem, rzuca tylko przez ramię – nie mam czasu! - i wyskakuje na dwór, jak wystrzelony z armaty podczas gdy Karolek z Franiem stoją w progu, zastanawiając się, czy wychodzić na ten ziąb, czy raczej wrócić jeszcze trochę dospać.

 

Gdy wracam z łazienki, przez okno małego pokoiku widzę Pana Czesia krzątającego się po placyku - obchodzi pośpiesznie zaparkowane samochody, sprawdza, czy kto nie siedzi pod spodem, obwąchuje zderzaki, czy jakiś obcy kot nie nasikał.

 

Zachodzę jeszcze do kuchni zerknąć, czy może Escobar pożywia się z wystawionej na werandę miseczki, a tam owszem pożywia się, ale Pan Czesio, jakby przed chwilą nie wychodził z dorolkowej kuchni zastawionej miseczkami pełnymi kociego żarcia.

 

Dostrzegam jeszcze Pana Czesia mijając okno sypialni. Nie sprawdza już samochodów, a czai się przy płocie sąsiadki. Stoi w bezruchu i tylko koniuszek ogona drga mu w zawrotnym tempie. Nie czekam, by zobaczyć na co się Czesiulek tak czai i wracam do łóżka.

 

Wczesny ranek zamienia się w późne rano i kiedy wstaję już na dobre, zaraz za drzwiami natykam się na Pana Czesia. Przemyka się w pośpiechu przez przedpokój i choć nie wiem, co – wiem na pewno, że coś zbroił...

 

I tak już jest do wieczora, gdzie nie spojrzeć widać Pana Czesia. Idę do piwnicy - wyskakuje Pan Czesio. W łazience, w kabinie Pan Czesio gorączkowo bada, gdzie podziewa się woda kapiąca z prysznica. W dużym pokoju przebiega spod kanapy pod kredens, by skryć się przede mną i zostać sam na sam ze stojakiem z płytami wiadomo po co...

A ile razy zjawia się raz pod jednymi, raz pod drugimi drzwiami bym go naprzemiennie wpuszczała i wypuszczała, to już sama nie zliczę.

 

Nie mam czasu..., nie mam czasu... powtarza Pan Czesiulek albo rzuci mi w przelocie westchnienie – taki jestem zabiegany....!

 

Ale nawet najbardziej zabiegany kot, od czasu do czasu musi przysiąść i zadumać się nad tym światem...

 

xxx

 

xxx

 

xxxx

 

xxx

 

 

 

 

Tagi: koty
22:12, damakier1
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 16 stycznia 2017



Zima trudna, zima brudna, zima nudna - żaden bal.
Zima ziębi, zima gnębi, ale zimy, zimy żal.
Zima mrozi, zima grozi, nie dowozi, w zaspach tkwi.
Ale mimo zmartwień z zimą - żal tej zimy, zimy mi. 

 

 

Wielbię pana Przyborę i jego twórczość, ale z jego słowami - żal tej zimy, zimy mi nie zgadzam się i już!

 

 

Już za długo zima trzyma

Tak nie może dalej być.

Nie lubimy my tej zimy

I mówimy – sobie idź!

 

 

Tak zimowy czas spędza Karolek:

 

xxx

 

xxx

 

 

Tak Franio:


 

xxx

 

xxx

 

 

A tak Franio i Karolek:

 

xxx

 

xxx

 


 

 

 

 

 

 

Tagi: koty zima
23:01, damakier1
Link Komentarze (24) »
sobota, 14 stycznia 2017

xxx

 

Pojawił się znowu! Wypuszczałam bladym świtem nasze koty, zbiegały po schodach kolejno: Zima, Pan Czesio, Karolek i Franio, a zza płotu, na przygiętych łapach, gotów w każdej chwili do ucieczki, wyglądał on i z nadzieją zerkał w moją stronę. Nasze koty minęły go obojętnie i powędrowały na placyk. Wyniosłam na murek miseczkę karmy. Kota pod furtką już nie było, ale kiedy sprawdziłam za jakąś godzinę, karmy nie było również. Dobra nasza...! - pomyślałam, a dodatkowo cieszyło mnie to, że kot nadszedł od strony domku Barczystego, więc mam nadzieję, że może w nim zamieszkał.

 

Po paru dniach, gdy otwierałam rankiem drzwi, kot siedział na murku przy schodach. Zeskoczył i zwiał błyskawicznie, ale później jedzenie z pozostawionej miseczki znikło bez śladu. Wiem na pewno do czyjego brzucha trafiło, bo to było bardzo wcześnie i nasze koty siedziały jeszcze w domu.

 

Jak tak, to już teraz miseczkę na murku napełniam systematycznie.

No i Dorolka nadała temu kotu imię. Nazywa się Escobar.

 

 

O domku Barczystego jest tutaj:

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/11/Domek-dla-Barczystego.html

 

 

PS. To już jutro!

 

xxx

 

12:49, damakier1
Link Komentarze (10) »
czwartek, 12 stycznia 2017

xxx

 

Od razu go poznałam. Takim pięknym czarnym futrem, pręgowanym w misterny wzór, obleczony mógł być tylko ten kot:

 

http://wwwtrembil.blox.pl/2016/04/Obcy.html

 

Był na werandzie i patrzył mi w oczy, gdy ja, z drugiej strony drzwi, przyglądałam się jemu. Bez większej nadziei, że jeszcze tam będzie poszłam po aparat. Był nadal. Nie tylko nie uciekł, ale wskoczył na stolik i zwyczajem naszych kotów zaglądał przez okno do kuchni. Pozwolił się sfotografować po czym zeskoczył ze stolika, zatrzymał się na środku werandy, jeszcze raz spojrzał mi w oczy i ruszył ku schodom. Tam jeszcze raz obejrzał się na pożegnanie i poszedł.

 

xxx

 

Odczekałam chwilkę i wypuściłam Karolka, który przez cały ten czas awanturował się w kuchni, że koniecznie musi wyjść do ogrodu. Wypadł jak ruda strzała, ledwo wyrobił na zakręcie przy schodach i jak szybko wypadł, tak szybko wrócił ze zwisającymi przy uchu wyrwanymi kłakami i całkiem sporą szramą za uchem.

 

To wszystko działo się jeszcze w grudniu tuż po świętach i wtedy też zamierzałam opowiedzieć o tym na blogu. Ale kiedy wrzuciłam do komputera zdjęcia i zaczęłam je przygotowywać, zauważyłam przycięte ucho naszego gościa. Takie przycięte ucho to znak, że to wolno żyjący kot, który został odłowiony i wykastrowany w ramach działalności TOZ.

 

xxx

 

Strasznie głupio mi się zrobiło. Takie ten kot miał piękne futro, taki był dorodny, że do głowy mi nie przyszło, że mógłby potrzebować pomocy. Pewna byłam, że odbywa po prostu wycieczkę krajoznawczą, jakie z pewnością odbywają również nasze koty, a Pan Czesio to już na pewno.

 

Jeszcze raz, już w tym roku, zobaczył go mój mąż przez moment na werandzie. I ja widziałam go raz przy furtce na placyku. Zostawiłam otwarte drzwi i poszłam po trochę kociej karmy, ale gdy wróciłam śladu już po nim nie było.

 

xxx

 

I tak zwlekałam z tym wpisem w nadziei, że może przyjdzie i uda mi się go nakarmić i powiedzieć, że zawsze może wpaść i liczyć na solidny posiłek. Ale choć wyglądam i od strony ogrodu, i od ulicy nie widziałam go już więcej.

Sama siebie usiłując pocieszyć, mówiłam Dorolce – może on rzeczywiście nie jest bezdomny i przychodzi tu tylko na spacer? - a ona, podła, mi na to, że na pewno przeze mnie zamarzł na mrozie. Tak wiem, wiem, że to żartem, ale...

 

xxx

 

 

 

Tagi: koty
12:50, damakier1
Link Komentarze (8) »
piątek, 06 stycznia 2017



xxx

 

xxx

 

Xxx

 

Xxx

 

xxx

 

xxx

 

 

Jak to pięknie napisał mistrz Konstanty? -

 

A za oknami śnieg. Wron[a] na śniegu.”

 

xx

 

xxx

 

xxx

 

xxx

 

xxx

 

xxx

 

xxx

 

xxx

 

 

 

Tagi: psy wrona zima
21:06, damakier1
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 stycznia 2017

Odkąd nie ma z nami Daduni sylwestry nie są już takim ciężkim czasem do przetrwania. Wronka petard się nie boi. Jak która za głośno huknie, to na nią naszczeka, ale nie ze strachu tylko żeby nam pokazać, że nas pilnuje i możemy być spokojni. Koty drzemią po kątach i całą tą strzelaniną niespecjalnie się przejmują. Pod warunkiem, że są w domu. Bo co przeżywa nieszczęśnik, którego oślepiający blask i potworny hałas wybuchających fajerwerków dopadną na dworze, nie wiemy nic. Dlatego Dorolka z Tatinkiem bardzo pilnują, żeby ostatniego dnia w roku najdalej w południe wszystkie koty były pod kluczem.

A oto krótka relacja, jak nasze koty spędziły sylwestra:

Maniusia sylwestra spędzała tak, jak spędza wszystkie dni począwszy od pierwszych jesiennych chłodów, jak spędziła pierwszy dzień nowego roku i najwyraźniej tak samo zamierza spędzić dni następne:

 

xx

 

xxx

 

 

Franio z Karolkiem zeszli na dół gdy szykowałam śniadanie dla Wronki. Ustawili się w kolejce do przyzlewnej półeczki, poczekali aż wrzucę im coś w miseczki, pojedli i stanęli pod drzwiami. Wybiegli na dwór, ale wrócili jeszcze szybciej, jak wybiegli. Wystrzałów jeszcze o tej porze żadnych nie było i myślę, że po prostu kocie dupy im zmarzły...

 

Franio ułożył się na biurku pod lampą i najwidoczniej bardzo dobrze mu się tam leżało, bo pomrukując i pochrapując, ani razu ani jednego oka nie otworzywszy, przeleżał do późnego popołudnia.

 

xxx

 

 

Dopiero kiedy zza okna zaczęły dochodzić coraz głośniejsze huki petard doszedł do wniosku, że ciepełko ciepełkiem, wygoda wygodą, ale sytuacja staje się niepewna i lepiej zająć miejsce w pobliżu miseczki.

 

xxx

 

Wkrótce zniknął i z tego miejsca i poszedł zaszyć się w jakimś bezpieczniejszym kątku, ale nie martwiliśmy się o niego, bo wiedzieliśmy, że jest w domu i żadna krzywda mu się nie stanie.

Karolek spał na piecu. Nie wiem skąd mu się wzięło, że już kolejną zimę z upodobaniem na piecu przesypia choć ani tam miękko, ani ciepło. Być może to jego pradziadowie, z pokolenia na pokolenie przekazali mu w genach informację, że w zimowe dni koty najbardziej ze wszystkiego lubią wylegiwać się na piecu. A może po prostu przeczytał o tym w internecie.

 

xxx

 

 

Dopiero tuż przed północą, kiedy waliło, błyskało i huczało już na dobre, otworzył Karolek oczy i nastawił uszy. Nie jest bezpiecznie stwierdził i usiłował się ukryć za ciężką rzeźbioną głową ustawioną na piecu. Z niezbyt dobrym skutkiem, bo jakby nie próbował, zawsze jakiś jego kawałek zza głowy wystawał.

 

xxx

 

xxx

 

 

Zimy i Pana Czesia nie było. Od samego południa Dorolka i Tatinek na zmiany zbiegali po schodach i naprzemiennie Zimek! Zimka! / Panie Czesiu! darli się na całe Pogodno i nic. Nie pojawił się żaden.

 

Dotrwaliśmy do północy, z ulgą pożegnaliśmy stary rok, z nadzieją powitaliśmy nowy. Poszłam spać, a nim zasnęłam słyszałam co jakiś czas, jak schodzi ktoś z góry po schodach i Panie Czesiulku...! Zimka...! w czarną noc woła.

Obudziłam się w chwili, gdy zegar wybił godzinę drugą. Omotałam się szczelnie kołdrą i już, już miałam zasnąć, gdy przed oczyma mi stanęli zmarznięci i przerażeni Zimek z Panem Czesiem. Wstałam.

W przedpokoju był Zima! Nie wyglądał na zmarzniętego ani przerażonego. Siedział na dywaniku pod schodami, spoglądając w górę z miną trochę kpiącą, a trochę rozbawioną. Gdy weszłam odwrócił łeb, uśmiechnął się najszczerszym i najszerszym z uśmiechów i w radosnych pląsach wbiegł na schody.

 

xxx

 

xxx

 

 

Na Pana Czesia natknęłam się zupełnym ranem, kiedy wszystko co żywe odsypiało już sylwestrową noc. Ależ ten biedak wyglądał...! Cylinder na łebku miał przekrzywiony, poły fraczka podarte i uszargane w błocie, szalik zmięty. Spoglądał na mnie spod półprzymkniętych powiek i ledwo słaniał się na łapach... Och, jaka to straszna noc dla tego biedaka być musiała... - pomyślałam i schyliłam się, by podnieść go i pocieszyć. I w tym momencie doleciał do mnie chuch tak straszny, że gdybym miała na głowie cylinder, na pewno przekrzywiłby mi się bardziej niż na panaczesiowym łbie. Upuściłam go czym prędzej i wróciłam do łóżka nie troszcząc się, jak na tych chwiejnych, poplątanych łapach zdoła pokonać schody.

Zdjęcia poniżej są z mego archiwum. Taka okrutna, żeby w pierwszym noworocznym wpisie pokazać Pana Czesia w tak opłakanym stanie, to już nie jestem.

 

xxx

 

xxx

 

 

 

 

 

 

 

20:57, damakier1
Link Komentarze (11) »