Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
środa, 26 lutego 2014

Już, już miałam nadzieję, że te kardiologiczne leki Szopkowi posłużą, ale po króciutkim okresie poprawy wszystko się znowu rypło. Chodziłam raz w tygodniu po nową porcję lekarstw, a Szopek znowu coraz mocniej charcholił, a ostatnie noce to już całkiem  koszmarne były. W końcu wątpić zaczęłam, czy słusznie mu te kardiologiczne leki daję i czy przypadkiem więcej szkody niż pożytku z tego wyniknąć nie może. Obtelefonowałam wszystkich kocich i psich znajomych, przeszukałam internet i wynalazłam klinikę z bardzo dobrymi opiniami i z panią doktor ze specjalizacją kardiologiczną na etacie.

Byliśmy dzisiaj. Pani doktor bardzo sympatyczna, badała Szopka dobrą godzinę, przejrzała całą dokumentację, obejrzała na płytce prześwietlone szopciowe płuca, dokładnie go osłuchała, zrobiła USG płuc i serca.

Diagnoza jest taka, że serce ma Szopek, jak dzwon, płuca całkiem w porządku i to jednak przewężenie tchawicy wszystkiemu jest winne. Na koniec wizyty dostał Szopcio zastrzyk, który ma ponoć pomóc na ten kaszel i w piątek mamy przyjść do kontroli.

I najpierw w poczekalni, i później w gabinecie siedział Szopek, jak kupka nieszczęścia – uszka oklapnięte, łepek smętnie zwieszony, w spojrzeniu beznadzieja... Po wizycie podreptał za mną smętnie i gdy przy kasie płaciłam za wizytę, siadł tak jakoś koślawo i pokasływał z cicha.

I wtedy do poczekalni weszła blondyna  - urodziwa nadzwyczaj i nadzwyczaj obfita. Nie, nie weszła  - wkroczyła. Zatrzymała się pośrodku, głowę hardo do góry zarzuciła, potoczyła wzrokiem dookoła i zawachlowała ogonem.

W Szopka jakby piorun strzelił! W okamgnieniu zdusił kaszel, zerwał się na wszystkie cztery łapy, łepek  w górę zadarł, uszka nastroszył, brzuch wciągnął i tak do blondyny sunąć zaczął, że mało smyczy nie urwał. Ledwo go z tej poczekalni wyciągnęłam, zapierał się okrutnie i nawet jakimiś przekleństwami pod nosem powarkiwał. Całą drogę do samochodu, gdzie mój mąż na nas czekał, szedł Szopek żwawym krokiem, ogon niósł chwacko nad grzbietem rozpostarty i prezentował się nadzwyczaj zdrowo i przystojnie.

Opowiedziałam wszystko jak było, a mój mąż twardo w oczy Szopkowi popatrzył i srogo powiedział: zapamiętaj sobie, to już ostatnie pieniądze, jakie na twoje leczenie wydajemy. Następne będą na uśpienie! Ale Szopek nic się tą straszliwą groźbą nie przejął,  obleśny uśmiech z pyska mu nie znikał, gapił się rozanielonym wzrokiem i najwyraźniej dorodną blondynę wciąż miał w głowie.

 

blondyna

 

... i Szopek

 

A kiedy to wszystko opisuję, Szopek spod biurka charcholi, jak najęty...

 

 

 

 

niedziela, 23 lutego 2014

Tak gdzieś trochę po południu z skądś mnie dobiegać zaczęło żałosne miau, miau...  Porozglądałam się, ponasłuchiwałam  –  miauczało z piwnicy.

Procedura jest taka, że zależnie od tego, czy góra czy parter pierwsze spać się kładą, jedni drugim meldunek o stanie zakocenia składają. A wczorajszego wieczora to do mnie Dorolka na dobranoc z góry zawołała - wszystkie pięć!

Toteż kiedy wypuszczony z piwnicy Pan Czesio, zawzięcie powitalne „baranki”  robiąc, narzekać potwornie zaczął, jak to od wczoraj, przez noc całą o głodzie w piwnicy siedział, poszłam  powiedzieć Dorolce, co o tym myślę.  Czemu, podła kobieto, fałszywe meldunki składasz  -  zapytałam -  i biednego Czesiulka na niewolę, głód i chłód narażasz?  Zdumiała się Dorolka niepomiernie  -  Jak to?  Przecież Tatinek rano, jak z pracy wrócił, Cześka z piwnicy wypuścił! 

 Poszłam do Tatinka. Rękę na sercu położył, w oczy prosto mi patrzył i potwierdził:  Tak! Trochę po piątej rano z pracy wróciłem i osobiście Pana Czesia z piwnicy wypuściłem! 

Zagadka jest taka: jakim sposobem mogłam Pana Czesia, wypuszczonego z piwnicy o piątej nad ranem, ponownie z tej piwnicy wypuścić tego samego dnia w południe skoro nikt w tym czasie do piwnicy nie schodził i żadnych drzwi nie otwierał?

 

Pan czesio z pudełka

13:40, damakier1
Link Komentarze (16) »
piątek, 21 lutego 2014

Są ferie, pogoda wczoraj była piękna i w ramach odrywania wnuczka od laptopa, wyciągnęłam Antka na poszukiwanie wiosny. Prowadziła Wronka. Najpierw poszliśmy wąską dróżką wzdłuż strumyka gdzie, wydawało nam się, wiosna powinna być najprędzej, ale nie było jej tam ani śladu.

 

strumyk

 

Dotarliśmy tą dróżką aż do samego jeziorka o pięknej nazwie Rusałka. Przywitało nas tam stado kaczek. Wyległy na brzeg w nadziei, że niesiemy jakiś pyszny poczęstunek, ale niczego dla nich nie mieliśmy. Może dlatego nic o wiośnie powiedzieć nam nie chciały, obrażone zlazły do wody i wcale nie chciały z nami gadać.

 

Mostek na "Rusałce"

 

kaczki na brzegu

 

odfrunęły...

 

Antek jeszcze kijem sprawdził, czy wiosna gdzieś w Rusałce ukryta nie siedzi i powędrowaliśmy przez ogromny trawnik w stronę psiej polany.

 

Antek

 

Przez całą drogę Wronka poszukiwała wiosny w mocno już zieleniejącej trawie.

 

Wrona szuka wiosny

 

Ale i w trawie wiosny nie było i Wronka zarządziła koniec poszukiwań. Teraz czas na zabawę -  powiedziała.

 

teraz zabawa

 

dalej zabawa

 

i jeszcze...

 

Wróciliśmy do domu, a wiosna czekała na nas w ogrodzie.

 

wiosna

poniedziałek, 17 lutego 2014

 

Zima

Nie niepokój się ,jeżeli twój kot wydaje się nienormalny. U kotów to normalne. - Stephen Baker

Pies przyjdzie na zawołanie, kot odbierze wiadomość i skontaktuje się z tobą w wolnej chwili.   -    Mary Bly

 

Franio

 

 

Czas spędzony z kotami nigdy nie jest czasem straconym. -
Colette

Nie istnieją koty zwyczajne.  -  Colette

 

Pan Czesio

 

Koty są wybredne w jedzeniu. Jeśli nie lubią tego, czym je karmisz, po prostu odmawiają posiłku. Nie prychnie na ciebie, lecz tylko spojrzy w miskę z miażdżąca pogardą, wzniesie ogon prosto ku górze i z nachmurzoną miną odejdzie przespać się gdzieś w kącie. Koty o zmyśle epikurejskim czynią tak przynajmniej raz w tygodniu, aby zapobiec pogarszaniu się jadła. To utrzymuje każdego w czujności i często postępowanie kota uwieńczone jest takim powodzeniem, że ludzie więcej czasu poświęcają planowaniu jego posiłków niż własnych. Świadczy to o mądrości kota. Eric Gurney

 

Karolek/Baryła

 

 

Posiadanie jednego kota prowadzi do posiadania następnego.
Ernest Hemingway

 

Mój niezapomniany kot Iwan widywał inne światy. Wyczytałem gdzieś kiedyś, że koty słyszą także oczami. Tadeusz Konwicki

Koty są stworzeniami skończonymi, reszta świata jest wadliwa, taki jest obiektywny stan rzeczy.  - Jerzy Pilch

 

Maszka

 

 

Panu Bogu nic się nie udało, z wyjątkiem kotów.  -  

Wisława Szymborska

 

Wszystkiego, co wiem, nauczyłem się od swojego kota: kiedy jesteś głodny, jedz. Kiedy jesteś zmęczony, utnij sobie drzemkę. Kiedy idziesz do weterynarza, nasikaj na właściciela Gary Smith

 

Mieszkałem z wieloma mistrzami Zen. Wszyscy byli kotami.  - 

Eckhart Tolle

 

Najmarniejszy kot jest arcydziełem natury.  -  Leonardo da Vinci

Kot pozwala ci spać na łóżku. Na samym brzeżku.  -

Jenny De Vries

 

Koty są o wiele inteligentniejsze od psów… Nie da się zaprzęgnąć ośmiu kotów do ciągnięcia sań po śniegu. -  Jeff Valdez

 

Zima

 

Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los.  -  Oscar Wilde

Koty wyczuwają, że nie lubisz śladów ich łap na maśle, ale będą wchodziły na nie za każdym razem, kiedy nikt nie patrzy.  -

Kathy Young

 

 

Maszka, Karolek, Pan Czesio

 

 

Koty nie mogą być niegrzeczne, bo kotom wszystko wolno.  -
Dorola

 

poniedziałek, 10 lutego 2014

 

Takie piękne słońce zaświeciło mi w okno sypialni i dzień za oknem tak bardzo zachęcał, że powiedziałam mojej grypie do widzenia, wzięłam Wronkę i poszłyśmy na działki. Było ciepło i bardzo miło. Wiosna jeszcze śpi i nie wychyliła się z najmniejszego choćby zielonego pączka, ale w konarach drzew ruch i gwar  -   to harcują sikorki. Pełno ich było na wszystkich prawie drzewach, świergoliły, krzątały się wśród gałęzi, przepychały między sobą, podlatywały w górę, za chwilę znów przysiadały i niezwykle optymistyczny i radosny był to widok. Przystawałam przy każdym prawie płocie, głowę do góry zadzierałam i gapiłam się na uwijające się sikoreczki trochę z lubością, a trochę ze złością, bo bardzo by mi one pasowały do bloga, a nijak sfotografować się nie dawały. Siedziały na drzewach tak wysoko, że biedny mój aparacik za nic nie mógł tak daleko obiektywu wyciągnąć, a w dodatku tak skakały i tak się okropnie kręciły, że jak nawet jakaś zechciała  troszkę niżej sfrunąć, to zanim  dofrunęła, już  jeszcze wyżej była.

Mimo to uparcie próbowałam. Stałam z aparatem przy oku, zaczajałam się, wodziłam obiektywem po gałęziach  -  wszystko na nic.  Aż się Wronka zdenerwowała, skakać na mnie zaczęła, za rękę mnie szarpać, smycz mi wyrywać i w końcu tak się rozszczekała, że sikoreczki całą chmurą z drzewa się podniosły. 

No cóż, jak nie można sfotografować sikorek, to zawsze można sfotografować gawruki.

 

na stadionie Pogoni

 

gawruk 1.

 

gawruk 2.

 

A na deser piesek w sweterku.

 

piesek

 

...........................................................................................................................

 

Szopek samopoczucie ma dość dobre, ale kaszel nie mija. Na jutro jesteśmy umówieni do weta zbadać Szopka pod kątem sprawności układu krążenia (Aniumaniu, dzięki za link!).

czwartek, 06 lutego 2014

No i ciągle ten Szopek się morduje, wykańcza siebie i nas przy okazji... Już niby była poprawa  -  po tych zastrzykach u naszego starego weta trochę się z tym kaszlem uspokoił, kudły sobie przestał wygryzać i  nawet pupa mu całkiem obrosła. Minęło trochę czasu i kaszel powrócił jeszcze gorszy. Żadne syropy, nowe tabletki i nic w ogóle nie pomagają. A ten kaszel wcale do kaszlu niepodobny. Miota Szopkiem we wszystkie strony, głośny tak, że słychać go od piwnic po strych i trzyma go na okrągło poza przerwami na jedzenie i sen. Może to wcale nie kaszel, a jakaś nerwowa czkawka?

Bo coraz bardziej mi się zdaje, że to pod dekielkiem coś Szopkowi się potentegowało. Na przykład: siedzę sobie z książką w fotelu, a u mych stóp drzemie sobie Szopek  -  i nic. Może to tak trwać godzinami i ani się  nie zakaszlnie. Ale wystarczy bym się z fotela ruszyła, natychmiast się Szopek zrywa i takim kaszlem się zanosi, że mało mu się łeb nie urwie. Klękam przy nim, uspokajająco po główce go głaszczę, przemawiam czule, proszę by przestał, a jemu brzuch upiornie podskakuje, z gardzieli przeraźliwe świsty i charkoty się wydobywają i przestać nie może. W końcu mój mąż nad nim staje, pochyla się, palec groźnie w górę wyciąga i grubym głosem mówi: Szooop!  Natychmiast przestań!  I Szopcio główkę zadziera, w oczy mojemu mężowi spogląda, ogonkiem niepewnie w podłogę stukać zaczyna i.... rzeczywiście przestaje! Z początku bardzo na mojego męża krzyczałam, że biednego Szopka dodatkowo straszy i stresuje, ale  potem pomyślałam, że może to i lepiej, jak się Szopek trochę poboi niżby miał tym kaszlem tak się mordować.

Albo z wychodzeniem na dwór dziwna rzecz jest taka: leży sobie Szopek w domu spokojniutko i ani nie zakaszle, a jak tylko drzwiami werandy kto ruszy, zrywa się i pędzi kaszląc tak potwornie, że prawie po drodze się przewraca. Jeszcze na schodach  chrry, chry... upiorne z siebie wydaje, ale już w ogrodzie, kiedy od krzaczka do krzaczka wędruje, podsikuje co trzeba i w trawie węszy, o kaszlu zapomina. Dopiero kiedy wraca, znowu na schodach od nowa swoje chrry, chrry... zaczyna.

A w nocy to już wszyscy porządnie w kość dostajemy. Zwyczajowo Szopek pod drzwiami łazienki na mnie czeka, potem prowadzi mnie dziarsko do sypialni, swym stałym zwyczajem co parę kroków na stopach mi przysiadając  - ja kładę się do łóżka, on obok na materacyku i się zaczyna! Świsty, gwizdy, rzężenie, charcholenie i co tam jeszcze. Zwieszam rękę z łóżka, gładzę podskakujący brzuszek, miętolę uszka, ściskam łapki, gmeram w futerku, przemawiam prośba i groźbą  -  a Szopek od kaszlu aż się zanosi. Tak z pół godziny. Potem powoli cichnie, jeszcze parę razy ciche  ekhm, ekhm  usłyszę i zasypiamy. Tak na jakiejś dwie, trzy godziny. Potem się wszystko powtarza i znowu śpimy do szóstej rano, kiedy Wrona budzi na sikanie i śniadanie. Przy śniadaniu Szopek ani nie kaszlnie, bo gdy je, to nie kaszle póki choć jeden okruszek jest w misce. Potem idziemy dospać i znowu dobre pół godziny Szopka usypiam i pocieszam, no i potem już nowy dzień zaczynamy.

 

Tak tu to wszystko dokładnie opisałam i pewnie trochę marudzę, ale to w nadziei, że może kto o czymś takim słyszał i jaką radę nam da? Bo po weterynarzach latamy i widzę, że wszyscy bezradni są i po omacku błądzą.

I wszyscy już zmartwieni, ale i zmęczeni tym szopkowym chorowaniem jesteśmy i już sami nie wiemy, czy nad Szopkiem, czy nad sobą mamy się bardziej użalać. Szczęście, że Wronka niestrudzenie i cierpliwie biednemu Szopciowi współczucie i troskę w niedoli okazuje.

 

Wrona i Szopek

 

Wrona i Szopek

 

Wrona i Szopek

 

............................................................................................................................

 

Najpierw grypę miał Antek, potem Tatinek, później Dorola i mój mąż, a teraz dopadło mnie. Więc przerwa.

 

16:55, damakier1
Link Komentarze (22) »
sobota, 01 lutego 2014

Zima złapała i puścić nie zamierza.  Mróz  pyski mrozi, śnieg łapy oblepia  -  nie ma czego na dworze szukać  - myślą koty i gdy tylko drzwi frontowe za nimi zamknę, już pod werandowymi siedzą. Ale gdy tylko w domu się znajdą, powylizują, co tam w miskach się uchowało, wygrzeją futra przy kaloryferze  -    nudzić się strasznie zaczynają i kombinują, że już pewnie ta zima sobie poszła i znowu drą się pod drzwiami frontowymi. A gdy się tylko drzwi frontowe za którym zamkną....

No, a Maszka to już się nudzi przeokropnie. Bo ona, biedaczka, nawet nosa za próg domu nie wyściubia. Też, jak inne siedzi na schodach i marudzi, że na spacer iść by chciała.  Ale tylko do otwartych drzwi podchodzi, na świat zaśnieżony popatrzy i zniechęcona mówi, że nie, że jednak w domu sobie posiedzi. Wraca na górę i z tych nudów to aż sobie futerko na pupie wygryzać zaczęła.

 

W tej sytuacji Dorolka załatwiła kotom kocią telewizję.

 

Pan Czesio

 

Pan Czesio i Maszka

 

Nie zasłaniaj!

 

O co chodzi?

 

Maszka

 

znowu Maszka