Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
czwartek, 26 listopada 2015

xx

 

 

Oczywiście, musiało to się wydarzyć wczoraj, kiedy Tatinek po południu szedł do pracy, a Dorolka zapowiedziała, że ma w pracowni bardzo dużo roboty i oboje wrócą bardzo późno.

 

I wszystkie koty zostały na mojej głowie. Niby to nie jest nic takiego, koty sobie w domu poleżą, przekąszą coś, zanucą..., wyjdą trochę na dwór, wrócą i tyle - żaden kłopot. Ale właśnie wczoraj Maniusia, która od czasu nastania chłodów owszem, gdy tylko jakiś ruch koło drzwi wyjściowych usłyszała, zaraz tup, tup, tup po schodach biegła, ale przy samym progu niczym disneyowski Pluto hamowała i z prychnięciem - „zimno!” - zawracała na górę, właśnie wczoraj Maniusia smyrgnęła koło mych nóg i wybiegła przed dom.

 

xx

 

A niech się trochę przewietrzy pomyślałam i zajęłam się obiadem. Zeszło mi jakiś kwadrans, wyszłam przed dom i zawołałam Maniusiu...! Nie przyszła. Zjedliśmy obiad, wyszłam znowu, nie było jej. Zrobiło się ciemno i pozimniało jeszcze bardziej, a Maniusi jak nie było, tak nie było. Antek z latarką pod wszystkie zaparkowane na ulicy samochody pozaglądał, posprawdzał sąsiednie ogrody, ja z Szopkiem co chwilę na spacer po placyku chodziłam w nadziei, że Maniusia do towarzystwa dołączy, ale nic z tego... Dorolka z Tatinkiem wydzwaniali, pytali - no i jak tam? - a ja – no i nijak - markotnie im odpowiadałam.

 

Niedużo już do północy brakowało, gdy Wronka szczeknęła i podbiegła do drzwi na znak, że Tatinek z Dorolką wracają. Zachrobotał klucz w zamku i ja też za Wronką wyszłam im na spotkanie. Pierwszy wszedł Tatinek, za nim Dorolka. Z Masią na rękach.

Mańka, ty cholero...! wykrzyknęłam, a zaraz do mnie dołączył mój mąż, Dorola, Tatinek i Antek. Okropny harmider w przedpokoju się zrobił, najbrzydsze wyrazy i zapowiedzi, kto co Mańce z czego powyrywa, przeplatały się z najsłodszymi zachwytami, że nasze kochane biedactwo do domu wróciło.

Tymczasem Maniusia wyswobodziła się zwinnie z objęć Dorolki i pomknęła na górę. W połowie schodów przystanęła, potoczyła po nas niewinnym spojrzeniem i zapytała: Ale o co tyle hałasu? To już nie można zdrzemnąć się chwilkę w domku Barczystego...?

 

xx

 

Tagi: koty
14:58, damakier1
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 23 listopada 2015

Kiedy zaczynałam, już prawie cztery lata temu, pisać tego bloga nie przypuszczałam wcale, że poznam dzięki niemu tylu wspaniałych ludzi – innych blogerów (gwoli ścisłości, to głównie blogierki) piszących też o zwierzętach (ale nie tylko), że będziemy się wzajemnie odwiedzać na swych blogach, komentować, a z czasem przeprowadzać nawet jakieś wspólne akcje w realu. I tak, niespodziewanie, znalazłam ciepłe i przyjazne miejsce wśród serdecznych i sympatycznych osób.

 

Ten sielski obraz zaczął mi się trochę rysować gdzieś tak w ciągu lata, w miarę jak w Europie zaczął narastać problem uchodźców. To tu, to ówdzie, a to w jakimś blogowym wpisie, a to w komentarzu pojawiała się uwaga, która nijak nie pasowała mi do znanej dotąd z empatii autorki. Czytałam to z zaskoczeniem i z niedowierzaniem, ale zaraz pojawiały się nowe wpisy, znów serdeczne, ciepłe, przyjazne światu. Źle zrozumiałaś - tłumaczyłam sama sobie albo strofowałam się, że jestem przewrażliwiona.

 

A wczoraj, na blogu przesympatycznej, mądrej, wrażliwej osoby, bardzo przeze mnie lubianej, znalazłam list czeskiej lekarki...

 

Autorka bloga przekopiowała go z FB, a tam zamieściła go jakaś pani, która dostała go od jakiejś innej pani...

 

Zaraz w pierwszych zdaniach czeska lekarka pisze:

 

Wielu imigrantów ma AIDS, syfilis, gruźlicę otwartą i inne egzotyczne choroby […]

 

i dalej:

 

Nikt, kto nie miał z nimi [imigrantami] do czynienia, nie zdaje sobie sprawy, jakimi są zwierzętami, zwłaszcza ci z Afryki. [pogrubienie moje] Póki co personel lokalnego szpitala nie zaraził się chorobami przyniesionymi przez imigrantów, ale […] pozostaje to tylko kwestią czasu.

 

Autorka bloga umieszcza ten list u siebie w całości i jedną ma tylko uwagę krytyczną - otóż oburza ją nazwanie imigrantów zwierzętami. Nie, nie dlatego, że uczyniła to lekarka w stosunku do chorych ludzi, ale dlatego, że uznała to za obrazę zwierząt.

 

Pod wpisem ukazało się sporo komentarzy. Trochę krytycznych, trochę w stylu – nie mam nic przeciwko imigrantom, ale..., a najwięcej gratulujących autorce i dziękujących za odważne napisanie prawdy. Mój komentarz, który brzmiał: Jest mi bardzo przykro, że przeczytałam to właśnie u Ciebie. Szkoda, bo lubiłam tu zaglądać - został skasowany.

 

Piszę o tym, bo sama nie umiem tego zrozumieć ani sobie poradzić.

 

PS. 24.11.2015.

Po uważnym przeczytaniu komentarzy widzę, że potrzebne jest wyjaśnienie: ten wpis nie jest o uchodźcach. Ten wpis jest o nas samych - miłych, serdecznych, kochających zwierzęta ludziach.

Jeśli ktoś ma potrzebę dyskutować o uchodźcach, proszę aby to robił gdzie indziej.

 

19:43, damakier1
Link Komentarze (28) »
środa, 18 listopada 2015

 

xx

 

 

Śpij Karolku już,

 

 

xx

 

 

 

Złote ślepia zmruż.

 

 

xx

 

 

Rano wcześnie trzeba wstać,

 

 

xx

 

 

Teraz pora spać.

 

xx

 

 

Cicho..., cicho..., ci...

 

 

xx

 

 

Już Karolek śpi...

 

 

xx

 

Tagi: koty
02:04, damakier1
Link Komentarze (12) »
czwartek, 12 listopada 2015

Tym, którzy nie czytali opowiem, a tym, którzy czytali przypomnę, że ten domek ustawiony na werandzie wybudowałam dla Karolka.

 

xx

 

I Karolek zadowolony był bardzo, ale krótko, bo zaraz mu się do domku wprowadził Franio, co opisałam niedawno w notce Franio vs Karolek.

 

xx

 

Aż tu któregoś ranka zerkam w okno, a tam z domku łeb wystawia wcale nie Franio, a:

 

xx

 

I wyszło na to, że teraz do domku wprowadził się Zimka, a Franiowi pozostała mała, przy domku ustawiona werandka. No i cóż, zamieszkał na tej werandce, ale wkurzony był bardzo i minę miał tak wściekłą, że bez kija nie podchodź.

 

xx

 

xx

 

 

Przyznać muszę, że swoją Schadenfreude z tego miałam, bo wciąż pamiętałam jaki Karolek był nieszczęśliwy, gdy go Franio z domku wygonił. I nawet złośliwie powiedziałam: widzisz, taki byłeś ważny, a teraz Karolek u Dorolki na złotym tronie śpi, a tobie marna werandka pozostała...!

 

xx

 

 

Ale kiedy wybrałam się na górę, opowiedzieć Karolkowi jaką Franio dostał nauczkę, Karolka wcale tam nie było, a na tronie wylegiwał się:

 

xx

 

 

Opowiedziałam więc całą historię Dorolce i dziwowałyśmy się wielce, jak to też te koty po domkach wędrują. A wtedy Maniusia, która na stoliku przy kanapie czytała właśnie Sentencje greckie,

 

xx

 

uniosła znad książki swą przemądrą główkę i wytłumaczyła nam z powagą:

To dlatego, że panta rhei, co po kociemu znaczy, że do jednego domku nie może wejść dwa razy ten sam kot.

 

xx

Tagi: koty
11:25, damakier1
Link Komentarze (10) »
piątek, 06 listopada 2015

Na działkach towarzyszyły nam dzisiaj ptaki:

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Na zakończenie – Wrona:

 

xx

 

Tagi: ptaki
22:47, damakier1
Link Komentarze (11) »
poniedziałek, 02 listopada 2015

Pomyślałam, że pora już wyszykować na zimę domek Barczystego i w piękny, jesienny dzień zabrałam się do roboty. Wyciągnęłam domek spod ściany domu, otworzyłam dach i zajrzałam do środka. W domku było nawet czysto, żadnych śmieci, tylko leżący na podłodze materacyk okazał się mocno podniszczony - tu i ówdzie porozrywany pazurami i mocno zapadnięty pośrodku, najwyraźniej pod ciężarem jakiegoś lokatora. Ucieszyłam się bardzo, bo Barczysty dawno gdzieś przepadł i wydawało nam się, że w tym wspaniałym domku nikt nie zamieszkał. Teraz miałam widoczny dowód, że jednak domek komuś się przydaje i trud mojego męża nie poszedł na marne.

(Tu można przeczytać o tym, jak mój mąż domek dla Barczystego budował:

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/11/Domek-dla-Barczystego.html)

 

Wyścieliłam domek nowym materacykiem i ustawiłam go nie, jak dawniej pod ścianą, a pod choinką naprzeciw okna tak, żeby mieć dobry widok na wejście do środka. Teraz to już nie ma siły, żebym kiedyś lokatora domku nie przyuważyła.

 

xx

 

Jak już domek stał przed domem na zimę wyrychtowany, przypomniało mi się, że przecież Franio zeszłej jesieni i zimy lubił na werandzie w swoim domku się chować:

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/10/Kazdy-kotek-ma-swoj-domek.html

 

Wyciągnęłam z szafy starą kotarę i raz, raz Franiowi domek zrobiłam – identyczny, jak w ubiegłym roku.

 

xx

 

Franio bardzo się ucieszył i zaraz na progu się rozsiadł, żeby każdy wiedział, kto jest tego domku gospodarzem.

 

xx

 

Niby dużo roboty z tymi domkami nie miałam, ale pół dnia mi zeszło i najwyższa pora była, żeby za jaki obiad się zabrać. Wyciągnęłam garnek, jakieś zapasy z lodówki wyjęłam i myśl mnie nagła poraziła: no jak mogłam o Karolku nie pomyśleć?! Może by i mnie ona tak mocno nie poraziła, gdyby nie to, że znienacka ujrzałam za oknem Karolka z bardzo żałosną miną...

 

xx

 

Porzuciłam garnki i poleciałam do piwnicy szukać jakiego budulca. Znalazłam dwa bardzo fajne kartony, jakąś deseczkę na daszek, wyściółek przeróżnych to zawsze mam pełno i proszę - wyszedł domek Karolka, jak ta lala – nie dość, że mieszkano, to jeszcze i werandka.

 

xx

 

 

Obadał wszystko Karolek bardzo dokładnie, obwąchał skrupulatnie i bardzo zadowolony w nowym domku się ułożył.

 

xx

 

No i tym sposobem mogłam uznać, że akcja pod tytułem kocie domki na zimę zakończona.

 

Aż tu któregoś dnia przychodzi do mnie Karolek zapłakany, na los swój koci się użala i pomocy woła. Co ci, Baryłko kochany? - pytam, a on na werandę mnie prowadzi i zobacz sama mówi. Patrzę, a tam, w domku Karolka, rozparty niczym basza, Franio siedzi.

 

Myślicie, że się nam go udało wyprosić? Nic z tego! Karolek beczy, ja Franiu, wyłaź! wołam i w daszek domku stukam, a Franio ani drgnie.

 

xx

 

No trudno - powiedziałam - musisz się z utratą domku pogodzić i wróciłam do domu, a Karolek powlókł się smętnie gdzieś do ogrodu.

 

Dopiero wieczorem przypomniałam sobie o zajętym domku i wyszłam na werandę sprawdzić, jak sprawy się mają. Karolka nigdzie nie było ani śladu, a Franio w jego domku urzędował w najlepsze.

 

xx

 

Głupio mi się zrobiło, że żadnej pomocy ode mnie Karolek nie miał i zaczęłam nawoływać, by go choć pocieszyć jakim kawałkiem szyneczki. Nie przyszedł i już wyobrażałam sobie, jak biedak siedzi w jakimś zakątku wilgotnym i smutnym...

 

Ale kiedy wybrałam się do Dorolki na górę, pierwsze, co zobaczyłam, to słodko śpiący Karolek

 

xx

 

Na moje przyjście łeb leciutko uniósł do góry, okiem łypnął i wymruczał z satysfakcją: o takim tronie to Franek nawet pomarzyć nie może. Wygrałem! I zasnął.

 

xx

 

Tymczasem, kiedy na górze Karolek na królewskim tronie śnił o swym triumfie, na dole, na przyzlewnej półeczce...

 

xx

 

 

Tagi: koty
17:14, damakier1
Link Komentarze (15) »