Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
środa, 31 grudnia 2014

Już od dawien dawna oboje z mężem spędzamy sylwestry spokojnie w domu, toteż i ostatni dzień roku spokojnie nam upływa. W tym roku pogoda, wyjątkowo ponura i zapyziała, do wyściubienia nosa na dwór skutecznie zniechęcała. Mój mąż zaszył się w piwnicy, gdzie dłubał jakąś stolarkę do kuchennych przeróbek, a ja po domu się snułam - poczytałam coś, ponuciłam, przekąsiłam co i raz.*

 

W końcu do komputera siadłam i przeglądałam tegoroczne zdjęcia. Tych zdjęć bardzo dużo się nazbierało, wszystkie specjalnie na bloga robiłam, ale wiadomo, że wszystkich przecież blog nie pomieści. I uzbierało się trochę takich, które polubiłam szczególnie, ale jakoś się nie załapały. No to teraz, w ramach remanentów-sentymentów, proszę:

 

Pan Czesio.

 

To zdjęcie lubię, bo Pan Czesio bardzo czesiowaty na nim jest. To czujne spojrzenie, ta lekko uniesiona łapka - to cały Pan Czesio, cały on!

 

Pan Czesio

 

Tutaj Pana Czesia sfotografowała Dorolka. Było to podczas wielkiej sesji zdjęciowej, która miała reklamować dorolkowe produkty. Ogród był cały w dekoracjach, przyjechał specjalny fotograf i wszyscy najwięcej energii tracili na przepędzanie Pana Czesia z różnych miejsc, w których absolutnie nie powinien się znaleźć.

 

Pan Czesio

 

To zdjęcie, mego autorstwa, polubiłam bardzo, bo bardziej obraz niż fotografię przypomina. No i udało mi się uchwycić Pana Czesia nostalgicznie zadumanego, co u niego jest rzadkością niebywałą.

 

Pan Czesio

 

Zima

 

To bardzo romantyczne zdjęcie Zimy, robione wczesną wiosną, kiedy listki na brzozie miały jeszcze swą najdelikatniejszą zieloność. Gdy robiłam to zdjęcie, Zimka był bardzo chętny do pozowania, łaził po tych murkach i ustawiał się w przeróżnych pozach. Jest z tego cała seria, ale to chyba najlepsze.

 

Zima

 

Karolek i Wrona

 

Te schody i murki przy wejściu wyjątkowo wszystkim do fotografowania pasują. Gdziekolwiek indziej, żeby zdjęcie zrobić, dobrze namęczyć się muszę, bo towarzystwo albo się kręci, albo kotłuje bez ładu i składu, albo w ogóle ucieka. Przed domem, ledwo aparat wyciągnę, wszystko co żywe przed obiektyw się pcha i zapamiętale pozuje. Tym razem też - każde ze swej strony cierpliwie siedziało i pozowało, dopóki fotografować nie skończyłam.

 

Karol i Wrona


Franio

 

Franio na samochodzie. Nie szkodzi, że dopiero co umytym. Przybrał tu Franio bardzo charakterystyczną dla siebie pozę – troszkę przygarbiony, na lekko ugiętych łapach, wpatruje się w obiektyw tyleż buńczucznie, co tępawo.

 

Franio

 

Karolek

 

Nonszalancja Karolka w pełnej krasie! Leży beztrosko szmajśnięty, serwetkę bezczelnie pościągał i wiadomo, że jak się go z tego stołu zrzuci, zaraz wróci z powrotem.

 

Karolek

 

Wrona

 

To zdjęcie zrobione na jednym z ostatnich jesiennych spacerów przy wejściu do Teatru Letniego. Zwykle trzymam tam już Wronkę na smyczy, ale jakoś się tym razem zagapiłam i ani się obejrzałam, jak Wronka hycnęła i zaczęła się zdjęcia domagać. Myślę, że już dawno miała to miejsce upatrzone.

 

Wrona

 

Szopek, czyli mówisz i masz!

Dopiero mi komentarze przypomniały o Szopku... trochę mi wstyd, ale poprawiam się natychmiast:

 

Szopek

 

Szopek

 

A to już wspominki z prehistorii: Dadunia, Drop, Papsiuczka i mój mąż, kiedy był piękny i młody.

 

Dada

 

Drop, Papsiuka i mój mąż

 

No i jak już Dadunię wspomniałam, to nie oprę się, by nie wspomnieć naszych sylwestrów z Dadunią. Wiem, przypominałam je w zeszłym roku. Ale każdego roku o tej porze Dadunia mi się przypomina i Wam też, póki piszę tego bloga, przypominać ją będę:

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/02/Sylwestry-z-Dadunia-Sylweter-2009.html

 

A to dzieło Dorolki - Tort Noworoczny. Częstujcie się!

 

Tort noworoczny

 

Do Siego Roku!!!

 

*Poczytam coś, ponucę, przekąszę co i raz - to wzięte z tej pięknej piosenki:

https://www.youtube.com/watch?v=4k0-KDfdKSs

 

 

 

 

 

 

 

 

Tagi: sylwester
18:09, damakier1
Link Komentarze (17) »
niedziela, 28 grudnia 2014

Tuż przed Świętami ugotowałam mój słynny bigos i wystawiłam go w Specjalnym Dużym Garze do Gotowania Bigosu (SDGdGB) na werandę. Ta weranda, jak wiadomo, za spiżarnię mnie i Dorolce służy i najlepsze specjały na werandowy stół wystawiamy zupełnie o nie spokojne, bo koty pilnują.*

 

No więc wystawiłam ten bigos i co i raz z kuchni na werandę zerkałam, a tu dzień mija, a żaden kot do pilnowania się nie zjawił. Dopiero pod wieczór zjawił się Karolek, SDGdGB starannie obwąchał, O, bigos.... powiedział i stanął na warcie. A kiedy przed samą nocą koty do domu zwoływaliśmy, Karolek nie przyszedł i z pełnym poświęceniem dalej pilnował bigosu.

 

Karolek

 

Minęła noc i ranek zastał Karolka dalej samotnie i bez żadnej pomocy tkwiącego na posterunku.

 

Karolek

 

Im bliżej Świąt, tym więcej garnków na werandzie stawało i tym więcej pracy z pilnowaniem tego wszystkiego było, a nikt do pomocy Karolkowi się nie kwapił. Pan Czesio w najlepsze po drzewach sobie pląsał w poszukiwaniu dawno odfruniętych ptaszków i już nawet nie przytoczę, co na Karolka powiedział, gdy go smętnie tkwiącego przy bigosie z wysokiej gałęzi zobaczył.

 

Pan Czesio

 

Mania powiedziała, że na dworze jest zimno i na spacer wychodziła tylko do połowy schodów skąd mogła wygodnie obserwować, czy kto do piwnicy, do pracowni Dorolki się nie zapuszcza.

 

Mania

 

Zima całe dnie po fryzjerach i salonach kosmetycznych biegał, usiłując swe nieszczęsne futro do dawnej śnieżnej bieli doprowadzić. A gdy w końcu mu się udało, odsypiał swój trud i żadne pilnowanie w głowie mu nie było.

 

Zima

 

Franio w przedświątecznym rozgardiaszu starał się nikomu na oczy nie pokazywać, a w Święta uwalił się w pościeli i razem z Tatinkiem książki czytał.

 

Franio

 

A biedny Karolek nic, tylko garów na werandzie pilnował, ale widać było, że już ma dosyć i zły jest okropnie.

 

Karolek

 

Drugi dzień Świąt ucieszył nas piękną słoneczną pogodą i powiedziałam Karolkowi, że już ja tu sama wszystkiego dopilnuję, a on niech idzie, chociaż troszkę się przejdzie i kości rozprostuje. Przeciągnął się, wyprostował, zarzucił ogon nad plecy, wskoczył na murek i za chwilę dumnie przechadzał się po placyku.

 

Karolek

 

Karolek

 

Na długo mu tej dumy nie starczyło, bo nagle, nie wiedzieć skąd, wyskoczył Zima i z wielkim wrzaskiem - A ty tu czego???? Zmiataj garów pilnować! - przepędził go do ogrodu.

 

Zima i Karolek

 

Wrócił Karolek do roboty - smutny, aż żal mi na niego patrzeć było...

Ale widać i Zimkę sumienie ruszyło, bo po chwili zjawił się na werandzie, przysiadł na murku i razem z Karolkiem garnków pilnował.

 

Karolek i Zima

 

Teraz już dużo łatwiej było, bo raz, że we dwóch z Zimą pilnowali, a dwa, że garnków do pilnowania szybko ubywało.

 

Karolek i Zima

 

Napracowałeś się, Karolku, w te Święta... powiedziałam stawiając mu miseczkę na przyzlewnej półeczce. A on spojrzał na mnie i nie odpowiedział nic, tylko westchnął...

 

...

 

 

*A myślałam, że w te Święta też tak będzie:

 

http://wwwtrembil.blox.pl/2013/12/Swieta-swieta-i-juz-po.html#ListaKomentarzy

 

 

Tagi: koty
21:26, damakier1
Link Komentarze (11) »
sobota, 27 grudnia 2014

Po nieustających deszczach, słotach, szarugach, mżawkach i dżdżach, w drugi dzień Świąt niespodziewanie zjawiła się zima. I ogród od razu wypiękniał.

 

ogród

 

ogród

 

ogród

 

ogród

 

ogród

 

 

Uwaga!!!

 

U Dzikiej Kury (mamy Lamy) są najnowsze wieści od Pana Wieczystego i Fretki (Łatki):

http://dzikakurawpastelowym.blogspot.com/2014/12/garbo-powraca-w-wielkim-stylu.html

 

Tagi: ogród
16:34, damakier1
Link Komentarze (3) »
środa, 24 grudnia 2014

Wesołych Świąt!

 

 

K.I. Gałczyński: Przed zapaleniem choinki

/fragment/

 

VII


Powrót


A podobno jest gdzieś ulica
(lecz jak tam dojść? którędy?)
ulica zdradzonego dzieciństwa,
ulica Wielkiej Kolędy.
Na ulicy tej taki znajomy,
w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
stoi dom jak inne domy,
dom, w którym żeś się urodził.
Ten sam stróż stoi przy bramie.
Przed bramą ten sam kamień.
Pyta stróż: "Gdzieś pan był tyle lat?"
"Wędrowałem przez głupi świat."
Więc na górę szybko po schodach.
Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
I brat, co miał okarynę.
Potem umarł na szkarlatynę.
Właśnie ojciec kiwa na matkę,
że już wzeszła Gwiazdka na niebie,
że czas się dzielić opłatkiem,
więc wszyscy podchodzą do siebie
i serca drżą uroczyście,
jak na drzewie przy liściach liście.
Jest cicho. Choinka płonie.
Na szczycie cherubin fruwa.
Na oknach pelargonie
blask świeczek złotem zasnuwa,
a z kąta, z ust brata płynie
kolęda na okarynie:


LULAJŻE, JEZUNIU
MOJA PEREŁKO,
LULAJŻE, JEZUNIU,
ME PIEŚCIDEŁKO.

 

 

Wesołych Świąt!

 

 

 

Wszystkim Gościom bloga - zasiedziałym i przelotnym -

 

życzę zdrowych, pięknych i radosnych Świąt

 

 

damakier1

 

 

Wesołych Świąt

00:00, damakier1
Link Komentarze (17) »
wtorek, 16 grudnia 2014

Przy wczorajszym wieczornym liczeniu kotów okazało się, że są wszystkie oprócz Zimy. Nie ma u was Zimki? - zawołała Dorolka, potem jeszcze do piwnicy zajrzała i w końcu wyszła przed dom, na schody. Za chwilę dobiegło mnie stamtąd jej słodkie - Zima...!, koteczku...!, Zimek....!, które raptownie w soczyste - O, kurrrrrrrr...! - przeszło. Wybiegłam. Co się stał.... zaczęłam i - O, matko święta! - zakończyłam.

 

Zima nie mówił nic.

 

Zima

 

Stałyśmy, jak wmurowane, a Zimek ominął nas wdzięcznie, wbiegł na schody i pomaszerował do kuchni Dorolki. Tam przedefilował przed osłupiałym Franiem i przysiadł się do Karolka do kolacji.

 

Zima i Franio

 

Zima i Franio

 

przy kolacji

 

Zima, Karolek, Franio

 

Cały czas, jak się tylko Zimka w progu ukazał, dokumentowałam zawzięcie, ale dopiero teraz, gdy zdrowo sobie podjadł, spojrzał na mnie łaskawym okiem i powiedział - Proszę bardzo, możemy zrobić sesję. Wskoczył z gracją na wiodące na strych schody i zaczął pozowanie. A to główkę kokieteryjnie przechylał, a to profilem, a to en face się ustawiał - no, pomyślałby kto, że mi jaki Rudolf Valentino na schody sfrunął.

 

Zima

 

Zima

 

Zima

 

 

Franio temu wszystkiemu przyglądał się z daleka i widać też mu ochota poamantować przyszła, bo przycupnął najpierw nieśmiało u szczytu schodów, a później, ośmielony, na stopniu się rozsiadł i przed obiektyw mi się wepchnął.

 

Franio i Zima

 

Franio

 

Zima

 

 

Dziś rano, gdy ujrzałam Dorolkę, zaszczebiotałam radośnie: 

I jak? Wlazł ci w nocy Zimka do łóżka?

Wlazł...    -   odpowiedziała.

 

Zima

 

 

 

Tagi: koty
20:06, damakier1
Link Komentarze (20) »
niedziela, 14 grudnia 2014

Wlazła mi dziś Wronka późnym rankiem do łóżka, polizała mnie w ucho i Mmmm, mmmm... powiedziała. Sikać? - zapytałam - Sikać! Sikać! - rozdarła się na cały dom, a Szopek zaniósł się chrapliwym kaszlem i dla zwiększenia efektu dziarsko podskakiwał na bylełapkach. Otworzyłam drzwi werandy - Wrona śmignęła do ogrodu, ale Szopek przysiadł na progu kuchni, spoglądał na mnie spode łba i prędziutko ogonkiem machał, że sikać to tak, pójdzie, ale schody od werandy strome, trawa w ogrodzie mokra, to proszę go od frontu wyprowadzić... Włożyłam najcieplejszy gruby szlafrok, na to roboczą kurtkę mego męża, bose nogi wsunęłam w ogrodowe chodaki i w nadziei, że w niedzielne przedpołudnie sąsiedzi w domu siedzą i nikt mnie w tym ekscentrycznym stroju nie ujrzy, otworzyłam drzwi frontowe. Szopek pomknął świńskim truchtem przez przedpokój, zsunął się ze schodów, przy słupku furtki zadarł nogę na pierwszy sik i potoczył się przez placyk. Szedł wzdłuż płotu, na przemian zanosząc się kaszlem i obsikując, co mu tam na drodze stało.

 

strzałka pokazuje domek Barczystego

 

 

Po to za nim wyszłam i w bose nogi marzłam, żeby przypilnować by za długo nie łaził i za daleko się nie zapędził. A tu naglę słyszę, że szopkowego charcholenia nie słyszę, i widzę, że Szopka na placyku nie widzę! Wołam, szukam i w końcu patrzę, a Szopek już kawał drogi w ulicę pomaszerował i dalej przed siebie idzie. Ale jak idzie! Nie jak starutki, kaszlący i słaby psinek, tylko jak dziarski, przystojny mały piesek! Uszka na sztorc postawił, ogonek wywinął i myk, myk chwacko pomyka. I ani kaszlnie!

 

...w długą!

 

 

Stój, poczekaj, gdzie pędzisz, Kozacze?! - zakrzyknęłam i pędem puściłam się by drogę mu zastąpić i do domu go zawrócić. Prawie do połowy ulicy dobiegłam i zobaczyłam, do kogo Szopek tak popyla: nasza śliczna sąsiadka, Bellunia*, siedziała pod schodami swego domu, co raz to wdzięczniejsze pozy przybierając i strojąc słodkie miny.

 

piękna Bellunia

 

 

Co to, to nie! Dopadłam Szopka, obróciłam go o 180 stopni i nadawszy mu właściwy kierunek, pchnęłam go ku domowi. Chyba niczego nie zauważył, bo bez sprzeciwu potoczył się dalej. Z daleka, rozmarzonym wzrokiem spoglądała za nim Bellunia.

 

Bella

 

 

Dopiero przy naszej furtce do szopkowego łebka dotarło, że coś nie tak, jak zamierzał, się jego wyprawa skończyła. Ogon opuścił, łeb zwiesił i łapa za łapą dowlókł się do schodów. Pod schodami usiadł, skulił się w sobie i spojrzał na mnie błagalnie. Oj tam, oj tam... dasz radę... powiedziałam okrutnie, więc ostatkiem sił wdrapał się po schodach, przetoczył przez korytarz i nękany potwornym kaszlem padł na bok. Ekhm.. ekhm... rzęził chrapliwie, brzuch mu podskakiwał, a bylełapki podrygiwały żałośnie.

 

I po co ci to było? - zagderałam.

Lepiej mi zrób inhalacje - odcharczał.

 

Szopek

 

 

** Czerwona strzałka na pierwszym zdjęciu wskazuje, gdzie stoi domek Barczystego.

 

*Pierwszy raz Bellunia pojawiła się na blogu tutaj:

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/04/Najnowsza-sasiadka.html

 

Tagi: psy
21:00, damakier1
Link Komentarze (7) »
czwartek, 11 grudnia 2014

najnowszy robal Wronki

 

To najnowszy robal Wronki. Jak mu dupę ścisnąć, wydaje z siebie donośne UUUUAAAAUUUUHHH....!!!! Za pierwszym razem Wronka bardzo się zdziwiła, a nawet wystraszyła troszkę, ale później jej się spodobało. Szybko nauczyła się ryk słoniowy włączać i teraz, kiedy się nudzi, łazi po domu z robalem w pysku, pośladki mu ściska i bardzo zadowolona potwornego UUUUAAAAUUUUHHH....!!!! słucha.

 

z robalem

 

Mój mąż, którego upodobania rozrywkowe są do wronkowych bardzo podobne, też z wielką frajdą słonia-robala miętoli i jego UUUUAAAAUUUUHHH – em się zachwyca. Dziś też, jak zwykle w fotelu się rozsiadł, pochylił się po porzuconego na podłodze robala, kuper mu ścisnął i.... NIC! No, to się mój mąż zawziął! Ściskał, dusił i tłamsił nieszczęśnika na wszystkie strony, a on ani be, ani me, ani kukuryku. Zniechęcił się więc w końcu i zrezygnowany cisnął robalem o podłogę. Wronka tylko na to czekała, hycnęła, chwyciła robala, pomemłała go chwilę w pysku i przepiękne UUUUAAAAUUUUHHH....!!!! rozległo się na dom cały. Zaraz jej mój mąż robala zabrał. Znowu go dusić i obracać na wszystkie strony zaczął i znowu robal najcichszego nawet pisku z siebie nie wydawał. No cóż... w końcu zrezygnował.

A Wronka z uśmiechem robala chwyciła i  przepiękne UUUUAAAAUUUUHHH....!!!! w całym domu zabrzmiało...

 

- Oooo... a ona umie...  powiedział z podziwem mój mąż. I troszkę był zawstydzony.

 

Wronka

Tagi: psy
17:44, damakier1
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 08 grudnia 2014

Franio

 

Franio i Szopek

 



Niech orzeł w swój podniebny lot

Wyruszy ponad knieje.

Pies nie śpi, żeby spać mógł kot,

To są zwyczajne dzieje.

 

/damakier1 & William Szekspir/

 

 

Franio i Szopek

 

Franio i Wrona

 

Tagi: koty psy
18:55, damakier1
Link Komentarze (22) »
sobota, 06 grudnia 2014

Była szósta nad ranem. Kroiłam drobniutko parówkę żeby dosmaczyć śniadanie Szopkowi i Wronce, gdy nagle jak mi coś za plecami nie huknie! Mało sobie palca z wrażenia nie ucięłam. Odwróciłam się, a na zlewozmywaku stoi Karolek - zasmarkany, z oczu łzy mu lecą i kicha raz po razie donośną serią niczym karabin maszynowy. Oj, Karolku, źle z tobą - powiedziałam - na dworze wiatr i ziąb, nigdzie ty dzisiaj z domu nie pójdziesz... i napisałam obwieszczenie:

 

obwieszczenie

 

Karolek owszem, obwieszczenie przeczytał, ale nie przejął się wcale, usiadł pod drzwiami, spojrzał mi w oczy i zachęcająco powiedział miauu...

 

pod drzwiami

 

Nie powiedziałam nic tylko wyciągniętym palcem obwieszczenie mu pokazałam. Miauuu... powtórzył mocno już zirytowany, a gdy nadal drzwi nie otwierałam, wstał i przeniósł się pod drzwi werandy.

 

pod werandą

 

Pod werandą miauczał, prychał i kichał dobry kwadrans, po czym znowu poszedł próbować od frontu.

 

znów od frontu

 

Wzięłam go stamtąd pod pachę, przyniosłam do małego pokoiku na biurko i sięgnęłam na regał po leżące zawsze pod ręką Sto bajek Jana Brzechwy:

 


Spotkał katar Katarzynę -
A - psik!
Katarzyna pod pierzynę -
A - psik!

Sprowadzono wnet doktora -
A - psik!
"Pani jest na katar chora" -
A – psik!

 

Karolek wstał i przeszedł na parapet. Spoglądał tęsknie na placyk za oknem, ale widać było, że słucha uważnie.


Terpentyną grzbiet jej natarł -
A - psik!
A po chwili sam miał katar -
A - psik!

Poszedł doktor do rejenta -
A - psik!
A to właśnie były święta -
A - psik!

Stoi flaków pełna micha -
A - psik!
A już rejent w michę kicha -
A - psik!

Łeb mu się trochę zwiesił, oczy zaczęły się przymykać i wyciągnął się na parapecie.

 

Od rejenta poszło dalej -
A - psik!
Bo się goście pokichali -
A - psik!

Od tych gości ich znów goście -
A - psik!
Że dudniło jak na moście -
A - psik!

Złożył łepetynę na wyciągniętych łapach i cichutko pochrapywał przez zapchany nosek.

 

Przed godziną jedenastą -
A - psik!
Już kichało całe miasto -
A - psik!

Aż zabrakło terpentyny -
A - psik!
Z winy jednej Katarzyny -
A - psik!

 

Karolek śpi

 

Tagi: koty
19:19, damakier1
Link Komentarze (11) »
czwartek, 04 grudnia 2014

Czego tu szukacie? Uciekać mi stąd! - powtarzam po raz sto dwudziesty siódmy i przepędzam Maszkę z Panem Czesiem spod drzwi piwnicy. Prychają na mnie z oburzeniem, odskakują na schody by za chwilę znowu na progu czatować. A gdy się jednemu lub drugiemu albo obojgu naraz przez uchylone drzwi na dół smyrgnąć uda, zaraz stamtąd Dorolki rozpaczliwe wołania dochodzą: Masia, nie wolno! Czesiek, nie ruszaj! Apsik!!! Mamooo, zabierz ich!!!

 

przy pracy

 

w pracowni

 

Idą Święta! Dorolka od świtu do zmierzchu i od zmierzchu do świtu w pracowni siedzi i swoje cuda wianki wywija. Bo to już w najbliższą sobotę i niedzielę wielki kiermasz świąteczny na Zamku szczecińskim się szykuje i potem będą jeszcze kiermasze na Pogodnie i w „Słowianinie” we współpracy z TOZ-em. No to roboty jest huk, cała piwnica cudnościami zawalona, a pracownia pełna różnorakich atrakcji – a to szyszek do wąchania, a to bombek do kulania, a to gałązek do buszowania i co tam jeszcze w kocie łby do rozrabiania wpadnie.

 

pomocnicy

 

o, szyszki...

 

ale ciekawe...

 

Pan Czesio i Masia

 

Dzieła Dorolki rąk własnych oglądać i zamawiać można tutaj:

 

http://www.drukuj-dekoracje.pl/

 

 

pod choinką

 

 

16:27, damakier1
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2