Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
wtorek, 28 kwietnia 2015

xx

 

W miarę jak wiosenniało i robiło się coraz cieplej, Maszeńka coraz częściej z góry zbiegała, wybiegała na ganek i siedziała sobie na murku przy schodach. Całymi godzinami tak siedzieć potrafiła i ani na Masiu...! Maszeńko...! Maniusiu...!, ani na wymyślone przez mojego męża Kociu...! - wracać do do domu nie zamierzała. Ale też nie wybierała się nigdzie dalej, co najwyżej doszła na chwilkę do furtki i wyjrzała na placyk.

 

Aż któregoś słonecznego i ciepłego dnia zebraliśmy się w ogrodzie na rodzinnym obiedzie.

 

xx

 

Siedzimy sobie, biesiadujemy, pogadujemy... - patrzę, a tu Maniusia w ogrodzie! Ledwo ją wypatrzyłam tak się w swoim plamistym futerku w słoneczne plamki na trawniku wtopiła.

 

xx

 

Jak już przyszła, całkiem śmiało sobie poczynała - najpierw przywitała się z Tatinkiem i Szopkiem

 

xx

 

później pobawiła się z Panem Czesiem w chowanego

 

xx

 

jeszcze później poopalała się troszkę razem z Karolkiem

 

xx

 

ale tak naprawdę to Maszeńka przyszła do ogrodu po to, żeby poszukać i znaleźć tę jedną, jedyną, najsmaczniejszą w całym ogrodzie kępkę trawy:

 

xx

 

xx

 

xx

 

Tagi: koty
00:09, damakier1
Link Komentarze (9) »
niedziela, 26 kwietnia 2015

Od piątku, gdy usłyszałam tę ponurą wiadomość, myślę o Profesorze Bartoszewskim. Zawsze był dla mnie człowiekiem wielkiego formatu – wzorcem przyzwoitości, mądrości, patriotyzmu. Ale dopiero Jego śmierć uprzytomniła mi, że był mi bliski tak, jak może być bliski ojciec, czy serdeczny przyjaciel.

 

Słucham przez te dni wspomnień o Nim, oglądam filmy z Jego wystąpieniami i czuję ogromną potrzebę jakiegoś szczególnego, osobistego pożegnania Go. Nie mogę być na Jego pogrzebie, więc pomyślałam, że najlepsze miejsce na takie pożegnanie będzie tutaj, na blogu, który jest dla mnie bardzo ważnym i bardzo osobistym miejscem na świecie.

 

Panie Profesorze, dziękuję, że Pan był.

 

[*]

     [Fot. Youtube]

18:46, damakier1
Link Komentarze (10) »
piątek, 17 kwietnia 2015

Siadł Karolek pośrodku trawnika, zapatrzył się w ogród i rozmyślał... Wtem wstał, rozpłaszczył się, wyciągnął i łapa za łapą sunął w stronę oczka z wodą.

 

xx

 

xx

 

Powolutku i ostrożnie szłam za nim i dopiero gdy doszliśmy do starych paproci, zobaczyłam na kamieniu to, co Karolek bystrym kocim oczkiem wypatrzył z daleka:

 

xx

 

Kiedy doszedł tuż, tuż do kamienia, zatrzymał się, wyciągnął szyję i czujnie węszył przez chwilę, ale z daleka, pilnie bacząc by paskudztwa nie dotknąć.

 

xx

 

xx

 

Powęszył, powęszył, po czym się wycofał i przysiadł w pobliżu. Żaba ani drgnęła.

 

xx

 

Trwało to i trwało, Karolek dumał i dumał, a gdy się zmęczył, zakończył polowanie, wstał i udał się na zasłużony odpoczynek.

 

xx

 

xx

 

Żaba też podumała chwilę, zlazła z kamienia i poczłapała do wody, gdzie oddała się beztroskiemu pływaniu żabką.

 

xx

 

xx

 

UWAGA: Ruszyła nowa edycja Skarpety! Tym razem "apaszkowa", ale nie tylko. Proszę, klikajcie w banerek, oglądajcie, przebierajcie i kupujcie. Można też wystawiać na sprzedaż swoje rzeczy.

 

Tagi: koty żaba
22:54, damakier1
Link Komentarze (18) »
wtorek, 14 kwietnia 2015

A czy widział ktoś dziś Frania? - zapytałam wchodząc do domu. Było dobrze po północy i wracałam z cowieczornego spaceru Szopka. Bo tak sobie Szopek wykombinował, że ze dwa razy dziennie, a już przed spaniem to koniecznie, na krótki spacer dookoła placyku i nieraz do połowy ulicy przejść się musimy. A ilekroć przed dom wyjdziemy, koty - Franio, Karolek i Zima - zjawiają się nie wiadomo skąd i spacerują razem z nami.

 

xx

 

No i właśnie - potruchtał Szopek wzdłuż płotu sąsiadów, tu powąchał, tam siknął i zaraz pojawił się Karolek, a za nim Zima. Frania nie było. Kocie... - zawołałam - Kocie... (bo Franio najbardziej na Kocie reaguje), ale nie przyszedł. Zaczęłam sobie przypominać i mi wyszło, że rano też go nie widziałam, ani w ciągu dnia i nawet zwątpiłam, czy wczorajszego wieczoru na noc wrócił. Weszłam do domu i zawołałam: A czy widział ktoś dziś Frania?

 

Na górze Dorola z Tatinkiem i Antkiem ponaradzali się, pogadali i odkrzyknęli, że pewni nie są, ale chyba nie widzieli. Ja nie widziałem - zdecydowanie rzekł mój mąż. Za chwilę wybiegła Dorola na placyk i zaraz przybiegła - Jest u Czareckiego! - Skąd wiesz? - spytałam - Bo miauczy!

 

Czarecki to nasz nowy sąsiad. Kupił niedawno dom przy naszym placyku, rozbebeszył go do imentu i całe dnie uwijają się tam robotnicy. Tylko w soboty i niedziele nie, a to była noc z soboty na niedzielę. Całe szczęście, że ten Czarecki to jednocześnie dobry znajomy Dorolki i Tatinka. Dzięki temu zapasowy komplet kluczy do domu leży u nas na stoliku pod lustrem, na „w razie czego”.

Złapała Dorolka klucze i pobiegła, a ja za nią. Wejście do tego domu osłania wysoki żywopłot, dookoła walają się różne rupiecie, wzdłuż muru rów wykopany do osuszenia fundamentów. Ciemno, choć oko wykol. Jakoś się Dorolce po schodach do drzwi wdrapać udało, przez chwilę kluczami po omacku podziabała, w końcu powiedziała - idź po latarkę.

Latarka, bardzo fajna, z mocnym reflektorkiem, zawsze ma leżeć w wyznaczonym miejscu na regale. Ma, ale nie leży, bo ją oczywiście mój mąż nie wiadomo gdzie porzucił. Wróciłam: Dorolka pod drzwiami nadal bezradnie stoi, Franio za drzwiami zawodzi rozpaczliwie. Latarki nie ma – powiedziałam, a Franio miauknął jeszcze rozpaczliwiej. Musi być! - wrzasnęła Dorola - spytam ojca – powiedziałam.

 

Obudziłam mojego męża i pytam, gdzie latarka, bo Frania ratujemy. Zobacz w pralni - powiedział mój mąż. Była w warsztacie.

 

Wróciłam. Franio zawodził pod niebiosa. Poświeciłam, Dorola drzwi otworzyła, stanęłyśmy w progu, Franio umilkł. Strach było wchodzić dalej, bo podłogi pozrywane, stałyśmy więc w drzwiach i nawoływałyśmy Franiu..., Franiu..., kocinko..., kotku kochany..., a Dorolka omiatała wnętrze domu światłem latarki. W końcu, z wysoka, najpierw cichutkie miauuu..., a po chwili rozpaczliwe ratunku...! się rozległo. Siedział skulony u szczytu schodów. Na próżno go wołałyśmy, ani drgnął, tylko płakał co raz żałośniej. Dorolka poszła po niego na górę, wzięła go na ręce, a on wtulił się w nią i cały drżał z przerażenia. Oddała mi go na dole, by zamknąć drzwi - z początku siedział spokojnie, lecz gdy znaleźliśmy się na placyku, wyrwał mi się z rąk i klucząc pod samochodami, przemknął na nasz ganek i dalej do mieszkania. Pobiegł prosto na górę, do kocich misek, ale tak był zdenerwowany, ze mało co zjadł i zaraz znów chciał biec na dwór. Kręcił się jeszcze długo w noc w tę i z powrotem, a za każdym wejściem i wyjściem z wielkim przejęciem o swej strasznej przygodzie nam miauczał. Dopiero w niedzielę po południu dał się na spacer z Szopkiem namówić.

 

xx

 

xx

 

xx

 

Tagi: koty
20:05, damakier1
Link Komentarze (11) »
niedziela, 12 kwietnia 2015

Zaraz po świętach przyjechała Ustawa* i zabrała pozostałe z jesieni badyle i suche liście, które zgromadzone za garażem i w paru miejscach pod płotem, dawały zimowe schronienie jeżom, żabom i kto tam wie, komu jeszcze. Skoro już jeździ Ustawa, to zima się skończyła – uznał Ogród i wpuścił wiosnę.

 

Krzak forsycji obsypał się złotym deszczem, a jakby tego było mało, pod krzewem, wśród fiołków, rozścielił się dywan drobnych, żółtych kwiatuszków, co nie wiem, jak się nazywają. W donicach pęcznieć zaczęły pąki hiacyntów, zaniebieściły się szafirki, a ciemiernik, w pełni rozwinięty, pyszni się swoimi pięknymi kwiatami tak, aż spurpurowiał.

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Dzień w dzień, za każdym wyjściem do ogrodu jakieś nowe zwiastuny wiosny - a to rozkwitły kwiatek, a to ropuchę obudzoną, a to ślimaka poważnie przez ścieżkę pełznącego, a to świeżo wyrychtowany (ku mojemu utrapieniu!) kopczyk kreta - znajdowałam. A kiedy głowę do góry zadarłam i na rosnącej za starą czereśnią wierzbie zobaczyłam piękne baziowe kotki, to już pewna byłam, że wiosna, wiosna jest nareszcie... !

 

xx

 

Przyszłam do domu i powiedziałam mojemu mężowi, że już bazie są na wierzbie, a on na to: sezon letni czas zacząć, robimy grilla!

 

xx

 

Grillowaliśmy sobie nieśpiesznie, my przy stole, a Szopek z Wronką pod stołem, całe sobotnie popołudnie, aż do późnego wieczora.

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Wieczorem nadciągnęły ciężkie chmury, lunęły obfitym letnim deszczem, ale my byliśmy już bezpiecznie w domu schowani i nawet przyjemnie było słuchać jednostajnego szumu deszczu za oknem.

 

W ogóle pełna wrażeń była ta sobota, bo nie dość, że sezon letni rozpoczęła, to jeszcze Karolek wyruszył na wielkie polowanie, a Franio miał straszną przygodę. Ale o tym będzie w następnych odcinkach.

 

xx

 

*O Ustawie można przeczytać tu:

 

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/04/Kochana-Ustawa-smieciowa.html

 

 

Tagi: ogród wiosna
13:24, damakier1
Link Komentarze (12) »
sobota, 04 kwietnia 2015

xx

 

 

Najmilszym mym Czytelnikom życzę zdrowych, szczęśliwych i pogodnych Świąt - damakier

 

 

xx

 

 

Wrona i inne zwierzaki mają zaszczyt przedstawić Śpiewogrę Świąteczną:

 

Wiosną radosną,

raźnie kicając,

machając uszami,

ogonkiem kiwając -

 

najlepsze życzenia

śle Wesoły Zając! 

 

 

ww

 

 W roli Wesołego Zająca wystąpił Karolek.

 

A oto, tradycyjnie, już po raz czwarty - nasz tradycyjny baranek wielkanocny:

 

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/04/Baranek-wielkanocny.html

 

xx

 

 

01:01, damakier1
Link Komentarze (11) »
środa, 01 kwietnia 2015