Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
środa, 27 kwietnia 2016

 

Zaczepiła mnie sąsiadka: - Pani wie, jaki ten Zima dzielny? - zaczęła i bardzo podekscytowana dokończyła: Przegonił lisa!

Teraz to i ja się nadzwyczaj podekscytowałam, co?, jak?, którędy? - pytałam i dla lepszego efektu, niczym w brazylijskim serialu dwakroć powtórzyłam: Zima...??? Lisa...???

Był środek nocy. Lis nadszedł od strony działek i zatrzymał się na skraju placyku. Karolek, który swym zwyczajem siedział pośrodku, natychmiast dał drapaka i czmychnął na murek przy płocie sąsiada. Lis nie zwrócił na niego najmniejszej uwagi, przez chwilę porozglądał się bacznie dookoła, powęszył i ruszył w stronę naszego podjazdu. Już, już miał minąć furtkę, gdy drogę zastąpił mu Zima.

 

Nie, nie, nie rzucił się na niego ani nawet nie podszedł zbyt blisko. Stanął tylko naprzeciwko i patrzył. Lis też - stał i patrzył. A co zrobił krok do przodu, to i Zima krok do przodu. Lis w lewo – Zima też w lewo. W prawo, to w prawo. W końcu lis się odwrócił i ruszył powolutku, kroczek za kroczkiem. A Zima za nim. Lis przyśpieszył i nagle, jak nie da dyla w ulicę! A Zima ogon na sztorc postawił i na karku mu siedzi...

Gonił go przez pół ulicy aż w końcu obaj przepadli gdzieś w ogrodach, gdzie już ich sąsiadka dojrzeć nie mogła.

 

Po tej opowieści co i rusz wieczorami zerkałam w okno, w płonnej nadziei, że może się ten lis znowu na placyku pojawi. I kiedy o czwartej nad ranem Wrona zapłakała pod drzwiami sypialni, że strasznie jej bez nas smutno, wstałam ją wpuścić i nie wróciłam do łóżka tylko dłuższą chwilę stałam przy oknie.

 

Nie na darmo. Najpierw mignęło coś pod płotem naprzeciw. Nie widziałam dokładnie, bo zasłaniała mi rosnąca pod oknem jodła, ale ten szybki ruch zauważyłam dokładnie i czekałam, co się zza jodły pokaże. Pokazała się kuna. Pobiegła kawałek w jedną stronę, zawróciła, znów wybiegła, a za nią druga. Wyskoczyły na placyk, zakręciły kółeczko i dołączyła trzecia!

 

Ludzie! Co ja za piękne, nocne przedstawienie miałam, to się opisać nie da...! Gapiłam się do samego końca, aż kuny smyrgnęły na drzewo, z drzewa na dach i znikły. Wróciłam do łóżka, przytuliłam się do Wronki niczym do cieplutkiego termofora i zasnęłam.

 

No jasne, taka naiwna żeby myśleć, że kuna z lisem pod rękę wyjdą się ze mną przywitać, kiedy w nocy pokażę się na placyku, to nie jestem. Ale wczoraj, krótko po północy, wyprowadzając Szopka na sikanie na wszelki wypadek aparat wzięłam. No i ledwo wyszliśmy, w pierwszym mijanym ogrodzie zobaczyłam przyczajonego Zimę, wpatrującego się w tajemnicze COŚ.

 

xx

 

Nie, nie był to:

 

xx

 

Ani nie była to:

 

xx

 

Był to zaledwie:

 

xx

 

xx

 

Ale powiem Wam, że nawet gdyby za tym krzakiem sam niedźwiedź siedział, pewnie wcale bym większych emocji nie miała...

 

 

 

 

Tagi: koty
22:13, damakier1
Link Komentarze (7) »
piątek, 22 kwietnia 2016

Dzisiaj w ogrodzie było tak:

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

A ja, co robiłam?

 

 

xx

 

xx


 

Sezon ogrodowy uważa się za rozpoczęty.

 

 

xx

 

 

 

 

Tagi: ogrody
23:19, damakier1
Link Komentarze (10) »
środa, 20 kwietnia 2016

Masia i Wronka - powiedział Tatinek, pokazując mi zdjęcie Masi i Wronki w telefonie. Leżały tak spokojnie i tak wyraźna była ich wzajemna ufność, aż się zdumiałam, że to właśnie o Wronkę byłam najbardziej niespokojna, kiedy już było wiadomo, że tę koteczkę po przejściach Dorola z Antkiem z wakacji na wsi przywiozą.

Nic dziwnego, że się martwiłam. Ta malutka, biedna kocinka nie raz ledwo w ucieczce przed wiejskimi Burkami ledwo z życiem uszła i nie raz własną, zabiedzoną piersią musiała bronić swych  dzieci przed pożarciem przez wygłodzone psy. Toteż moja makabryczna wizja, że przy pierwszym spotkaniu z Wroną przerażona kotka rzuci się na nią w panice i wydrapie jej oczy, wcale nie była tak bardzo nieprawdopodobna...

 

Na szczęście rychło okazało się, że zwierzęta są dużo mądrzejsze niż nam się wydaje i Maszeńka od razu poznała, że ta wielka, czarna suka wcale jej zjadać nie zamierza i nie ma potrzeby oczu jej wydrapywać. Nie panikowała więc, ani nie uciekała w popłochu, ale bez przesady - nigdy nic nie wiadomo, myślała sobie i na wszelki wypadek trzymała bezpieczny dystans. Choć widać było, że ma ochotę bliżej się z Wronką poznać, a może i zaprzyjaźnić. Chciałaby, a boi się...

 

Najśmieszniejsze, że i Wronka taką samą chęć i taki sam strach przejawiała. Jednak powoli, powoli strach malał i zaczęły co raz śmielej podchodzić do siebie. Czas, jak zwykle, robił swoje. Czas i Dorolka.

Bo wzajemne poznawanie i ośmielanie się szło im najlepiej, gdy Dorolka przysiadła na stopniu gdzieś w połowie schodów i posiedziała chwileczkę. Zaraz z góry zbiegała Maniusia, a z dołu podchodziła Wrona. Dorolka jedną ręką głaskała mały łepek, a drugą klepała duży łeb. Mały łepek co raz odważniej wysuwał się jej zza pleców, a duży co raz bardziej wyciągał się do góry. W końcu spotykały się nosami w połowie drogi, Wrona z entuzjazmem wyrywała się do przodu, a Masia w popłochu uciekała za plecy swojej „mamusi”.

A potem jakoś tak się porobiło, że Maniusia zamiast czmychnąć za dorolkowe plecy, pacnęła łapką w nazbyt natarczywy pysk Wronki i Wronka nauczyła się poskramiać swój wybujały entuzjazm. I wszystko dobrze się ułożyło...

No nie, nie jest tak, żeby chodziły koło siebie jak jakieś sztywniary - i Maniusi zdarza się przejechać pazurem po wronim pysku, i Wronie zdarzy się skubnąć kocią dupę. Pogoni wtedy jedna drugą, jedna poprycha, druga poszczeka, a po chwili podchodzą, nosek do nosa przyłożą i jest po awanturze.

A czasami się zdarza, że położą się bliziutko obok siebie. Jedna na drugą spogląda, trochę drzemią, a trochę rozmyślają. I wtedy widać najlepiej, jak bardzo się lubią.

 

xx

 

xx

 

 

 Skąd się Maszeńka u nas wzięła, przeczytać można tu:

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/08/Piaty-Nie.html

A jeśli ktoś wpisze w wyszukiwarkę Maszka, znajdzie sporo historyjek o tym, jak Maniusia mościła swoje kocie życie w naszej rodzinie.

 

 

 

 

Tagi: koty psy
00:49, damakier1
Link Komentarze (5) »
środa, 13 kwietnia 2016

Nie zawsze na naszym placyku jest tak sielsko, jak w to leniwe sobotnie popołudnie z ostatniego wpisu. Już nazajutrz, w południe niedzielne, obserwowałam Karolka siedzącego przed tym domem, w którym właśnie kończą się roboty remontowe. Wszystkie koty lubią przesiadywać w tym miejscu, bo dom jest jeszcze pusty i kiedy nie ma robotników nikt nie kręci się za plecami, a przed sobą ma się doskonały widok na cały placyk i jeszcze kawał w dal ulicy.

 

Karolek siedział dość nonszalancko, żeby nie powiedzieć pokracznie i bardziej niż kota, przypominał porzucony stary worek. Siedział i gapił się na placyk, a ja gapiłam się na niego.

 

Nagle, nie wiadomo skąd, tuż przed nim pojawił się Obcy.

 

xx

 

 

Karol w mgnieniu oka z worka zmienił się w przyczajonego kota. Przycupnął, łeb wysunął daleko do przodu, naprężył się i krok za krokiem sunął ku Obcemu.

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

Obcy ani drgnął. Stał tak, jak się pojawił, czujnie sprężony i wpatrywał się w nadciągającego Karolka. Dopiero gdy Karolek przywarował i wbił ślepia w intruza - Obcy wysunął przed siebie lewą łapkę.

 

xx

 

 

Teraz z kolei Karolek trwał w bezruchu i nieruchomym spojrzeniem świdrował Obcego, który przygnieciony niezłomnością Karolka powoli zaczął tracić fason. Najpierw cofnął wysuniętą złowieszczo łapę, potem odwrócił głowę w jedną stronę, później w drugą, cały czas unikając starannie wzroku Karolka. Karolek, wciąż nieruchomy, wpatrywał się, wpatrywał i wpatrywał...

 

xx

 

xx

 

 

Oczyma wyobraźni widziałam już ten skok, którym za chwilę rzuci się na Obcego, gdy Karolek nagle zwiotczał, z nieruchomego posążku zmienił się w mięciutkiego pluszaka, łepkiem przywarł do ziemi i dalejże przewalać się z boku na bok, łapami majtać, brzuch wystawiać do góry i wymachiwać napuszonym ogonem. Obcy przysiadł i obserwował to w skupieniu.

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

Każdym fajtnięciem Karolek zdawał się mówić - ach, ach, ach, jak mi dobrze, jaki jestem zadowolony, jaki beztroski, jestem u siebie, nikogo się nie boję...!

 

A w miarę, jak Karolek nabierał coraz większego animuszu, Obcy stawał się coraz bardziej niepewny, nerwowo rozglądał się na boki, w końcu rozpoczął manewr wycofywania.

 

xx

 

xx

 

 

Początkowo szedł spięty, napuszony, w każdej chwili gotów do obrony przed atakiem, a gdy zostawił już Karolka daleko w tyle nastroszone futro mu się wygładziło, krok z czujnego stał się nonszalancki i Obcy, niczym niedzielny spacerowicz, pomaszerował naszą ulicą.

 

xx

 

xx

 

 

Coś mi się wydaje, że to jest ten sam kot, któremu niedawno potworny łomot sprawił Franek, gdy późną nocą wypuszczaliśmy naszych brydżowych gości. Siedziały obydwa przed furtką, a gdy tylko mój mąż otworzył drzwi i Franek poczuł za sobą siłę domowników, rzucił się na obcego kota i turlał go po całym podjeździe, siedząc na nim i co sił tłukąc go po grzbiecie. Chryja była potworna, pirze fruwało i wrzask się niósł na całe Pogodno. W końcu udało mi się złapać Franka. Trząsł się cały z wściekłości, klął ile wlezie i pluł zawzięcie czarnym futrem nieszczęśnika, który czmychnął przez płot i przepadł w ciemnościach.

Głowy nie dam, ale prawie pewna jestem, że to właśnie był Obcy. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś pojawi. Przyjrzyjcie się, jaki jest piękny.

 

xx

 

Tagi: koty
00:39, damakier1
Link Komentarze (11) »
sobota, 09 kwietnia 2016

 

W leniwe sobotnie popołudnie na placyku nie działo się nic. Tylko na samym środku leżał Karolek i spod zmrużonych powiek czujnie obserwował wszystko dookoła, co można było poznać po leciutkich drganiach koniuszka jego ogona.

 

xx

 

 

W furtce naszego ogrodu pokazał się Pan Czesio i wyruszył na placyk. Jak zwykle elegancki, szedł lekkim krokiem z właściwą sobie gracją i brak mu było tylko laseczki, melonika i goździka w butonierce.


 

xx

 

 

Zmierzał w kierunku Karolka, a w miarę, jak zbliżał się do niego zwalniał, a jego beztroski, lekki krok stał się ostrożny i czujny. Z oddali obserwowali to Franio i Zima.

 

 

xx

 

 

Gdy podszedł już całkiem blisko, postawił ogon na sztorc, nastroszył sierść, jeszcze bardziej usztywnił łapy i wolno, wolniuteńko mijał Karolka, a na jego ramieniu wyraźnie było widać siedzącą wystraszoną duszę...

 

 

xx

 

 

Jakoś przeszedł. Doszedł do przeciwległej strony placu i obejrzał się za siebie. Karolek nadal leżał pośrodku i z lekko uniesionym łbem spoglądał w ślad za nim.

 

 

xx

 

 

Ale zaraz mu się znudziło, łeb opuścił, uwalił się na boku i cały placyk interesować go przestał.

 

xx

 

 

To i ja się położę - pomyślał Pan Czesio. I się położył.

 

xx

 

Tagi: koty
19:00, damakier1
Link Komentarze (10) »
środa, 06 kwietnia 2016

Wczoraj wieczorem było tak:

 

wracałam z Szopkiem z obchodu placyku, przed nami szedł Zima i Pan Czesio. Drzwi do sieni (westybulu) zostawiłam otwarte i Zimek z Cześkiem wbiegli do środka, a Szopek oparł przednie łapki o pierwszy stopień i spojrzał na mnie. Podsadziłam mu tyłek, oparł łapki o następny schodek, znów podsadziłam mu tyłek i tak jeszcze razy cztery. Gdy Szopek pokonał ostatni stopień i wchodziłam za nim do domu, z wycieraczki - nie wiem, czy spod zimkowych łap, czy z jego pyska - wyskoczyła mała myszka i zygzakowatym sprintem smyrgnęła pod szafę. Błyskawicznie otworzyłam drzwi, kopniakiem wepchnęłam Szopcia i koty do środka, sama wpadłam za nimi i zatrzasnęłam drzwi. - Mysz jest w sieni pod szafą! - krzyknęłam na górę i przystanęłam bacznie obserwując, czy przez szparę między drzwiami a progiem nie przeciska się do nas coś małego, szarego.

 

Oj, otwórz jej drzwi na dwór, to sobie pójdzie - odkrzyknęła z góry Dorolka, a ja jej na to - Jeszcze czego, żeby mi się między nogami miotała! Twoje koty, twoja mysz! Sama ją ratuj!

 

Nie, nie boję się myszy. Już kiedyś pisałam - panicznie boję się takiego chaotycznego miotania się bez ładu i składu - trzepotania się ćmy, gdy wpadnie w nocy do oświetlonego pokoju, oszalałego fruwania przerażonego ptaka, gdy zdarzy się, że któryś z kotów przyniesie do domu swą niedomordowaną ofiarę, no i tego mysiego smyrgania...

 

Dlatego nie miejcie mi za złe mojego niezrównoważonego zachowania tym bardziej, że z tym kopnięciem kotów i Szopka to trochę podkoloryzowałam – w rzeczywistości tylko trochę pomogłam im nogą.

 

Dorolka zeszła na dół, śmiało wkroczyła do sieni (westybulu) i po chwili słychać było jej szczebiotanie - mysiu, mysieńko, nie bój się, chodź mysiu...

 

Poszczebiotała, poszczebiotała i wróciła bardzo zadowolona: Wcale się nie miotała, spacerowała sobie spokojnie i powolutku, schodek po schodku, zeszła do ogrodu. Cała i zdrowa, nic jej nie będzie!

 

Po przeczytaniu tej relacji nikt się chyba nie spodziewa, że mogłabym się odważyć wziąć aparat i pójść fotografować spacerującą po sieni (westybulu) myszkę. Ale obejrzyjcie sobie zdjęcia pięknej ropuchy, którą, również wczoraj, napotkałam ładując do Ustawy zeszłoroczne liście.

 

Uwielbiam ropuchy! Są takie powolne...

 

 

xx

 

xx

17:43, damakier1
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 04 kwietnia 2016

 

xx

 

 

W marcu wiadomo – koty marcują. Ale nasze koty, zgnuśniałe po zimie, cały marzec po kanapach się poniewierały, ledwo im się chciało oko otworzyć, zwlec się do miski, potem do kuwety i z powrotem na kanapę wrócić. No tak, myślałam, marcowanie im nie w głowie, bo wiadomo – kot bezjajeczny jest mniej skuteczny...

 

Ale skończył się paskudny, zimny marzec, kwiecień zrobił się od razu słoneczny i ciepły i koty rzuciły się marcowanie odrabiać. Biegają z błędnym wzrokiem z domu na dwór i z dworu do domu, uśmiech rozanielony na pyskach im się błąka i kocą się zapamiętale w pełnym słońcu, pod płotem na placyku: wywalone na plecy przeciągają się lubieżnie na wszystkie strony, ogonami się wachlują, rozkładają tylne łapy pokazując to, czego nie mają, a przednimi skromnie zasłaniają pyszczki. Na pierwszy rzut oka widać, że strasznie są zakochane.

 

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

Zima kocha się w Szopku. Ledwo otworzę drzwi i Szopek pokaże się na progu, już Zima przy furtce czeka.

 

 

xx

 

 

A kiedy Szopek ze schodów się zgrajda, Zima prawie tańczy wokół niego. To do przodu podbiegnie, to zawróci, to o jeden szopkowy bok się otrze, to do drugiego się przytuli i znów do przodu podbiegnie, by pył spod psich bylełapek uprzątnąć.

 

xx

 

 

Szopek toczy się wzdłuż płotów z nosem przy ziemi, bardziej niż Zimą zainteresowany tym, czy nie natknie się na drodze na jaki kawałek kości, kiełbasy, czy choćby skórkę od chleba.

 

 

xx

 

 

Ale choć Zima pod łapami mu się plącze i bez przerwy się o niego potyka, zadowolony jest, bo przecież każdemu jest miło, gdy ktoś mu takie gorące uczucie okazuje.

 

xx

 

 

No więc toczy się i toczy Szopek po placyku aż w którymś momencie zatrzymuje się przy płocie. Stoi chwilę, po czym wysoko, jak najwyżej nogę podnosi by wysoko, jak najwyżej płot obsikać. Bardzo się stara i wytęża, żeby każdy obcy pies, który na placyk się zaplącze, powąchawszy pomyślał - ho, ho, ho... tak wysoko nasikane, widać strasznie wielki pies musi tu mieszkać...

 

 

xx

 

 

A kiedy wyciągnięta w górę łapa już prawie połowy płotu sięga, a trzy pozostałe na koniuszkach pazurów stoją , obserwujący to z oddali Zima uznaje, że to specjalnie dla niego Szopek przyjął tę posągową postawę z wyprostowanymi łapami, lekko skręconym grzbietem, hardo trzymanym łbem i powiewającym dumnie ogonem. Przyczaja się wtedy, chwilę trwa w bezruchu i wystrzeliwszy niczym strzała, z pełnym impetem robi „baranka” w sam środek szopkowego kadłubka. Szopek, tak niespodziewanie walnięty kocim łbem, zanim jeszcze siknąć zdąży, robi fajt i jak gruby żuczek pada na plecki, majtając bezradnie bylełapkami.

Zbiera się z ziemi i zbiera, ciężko i długo mu to idzie, a zbierając się cały czas miota najokropniejsze przekleństwa. Czemu dziwić się trudno, bo każdy by miotał, gdyby mu ktoś przy sikaniu „baranka” zrobił...

Zima w ogóle nie rozumie, o co tyle hałasu, wcale tych obelg do siebie nie bierze i gdy tylko Szopkowi udaje się na nogi stanąć, z powrotem do „barankowania” się zabiera...

 

xx

 

 

Szopek, już twardo na ziemi stojąc, cierpliwie te pieszczoty znosi i pozwala Zimce znów pod nogami się kręcić, o boki ocierać i miłosne wyznania do ucha sobie wymiaukiwać.

 

xx

 

 

I w największej zgodzie wędrują obaj po placyku aż do czasu, gdy Szopek zatrzyma się przy płocie i nogę do góry podniesie...

 

xx

 

 

 

 

 

 

Tagi: koty
16:33, damakier1
Link Komentarze (10) »