Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
sobota, 31 maja 2014

Babciu, przecież możesz sobie przyłączyć swoją klawiaturę do tego laptopa! No, przecież, że mogę, ale skąd miałam wiedzieć...?


                                                              *  *   *

Piliśmy kawę w ogrodzie, jedliśmy lody i grzaliśmy się w słońcu, a Szopek siedział koło nas, w oczy nam nam popatrywał, machał ogonkiem i od czasu do czasu pochrząkiwał niczym gruba świnka. Ty to miałeś dobre życie, Kozubku - powiedziałam - Nigdy lania nie dostałeś, żaden pies cię nigdy nie pogryzł, kot nie podrapał, ani ci nawet nikt złego słowa nie powiedział...  -  No, jak to? A nakładka?!   - zawołał mój mąż. Faktycznie! zapomniałam o nakładce...Gdzieś tak wtedy, kiedy Szopek ze szczeniaczka stał się podrośniętym pieskiem i nauczył się wskakiwać nam na kolana, ulubioną naszą rozrywką było jedną rękę położyć mu na wypukłym czółku i stuknąć w nią ręką drugą. Szopek pozwalał robić ze sobą wszystko  -  można go było dowolnie tarmosić, skubać, łapać za ogonek, stukać w łepetynę. Wszystko mu się podobało i wszystko za świetną zabawę uważał. Ale broń Boże było stuknąć jedną ręką  w drugą na łepetynie szopkowej ułożonej  - wpadał w dziką furię, szczekał, warczał i zagryzał. A taki był w tym pocieszny, że oprzeć się nie mogliśmy - każdy, komu Szopcio na kolana wskoczył, z zapałem w łeb go walił, a cała tortura "nakładką" nazwana została. Z czasem to już na samo hasło "nakładka" Szopek szału dostawał i ruszał do ataku. Z biegiem lat coraz trudniej było Szopkowi na kolana nam się wdrapywać to i na robienie nakładki okazji coraz mniej było. A teraz to już nikt by się go w żaden sposób zdenerwować nie ośmielił, żeby przypadkiem ataku kaszlu nie wywołać.


Ale pierwszym torturowanym psem był Drop. Pisałam o nim gdzieś w początkach bloga i kto czytał, ten wie, że był to pies duży, niezmiernie kudłaty, piękny i okazały. Mąż mój taką sobie wymyślił zabawę, że z zawołaniem "wąsia!"  kudłaty pysk mu tarmosił, a Drop wkurzał się okropnie, zrzędził i zębiskami rękę mojego męża skubał. Ale były to tylko takie przekomarzanki. Prawdziwa tortura była niezwykle wyrafinowana:Jak pisałam, Drop bardzo obfiym futrem był obrośnięty i lubił dla ochłody rozkładać się plackiem na podłodze. Leżal tak rozciągniety niczym niedźwiedzia skóra, łapy miał wystawione na wszystkie świata strony, a my, kiedy go tak rozłożonego przyuważyliśmy, zakradaliśmy się cichutko od tyłu i niespodziewanie dmuchaliśmy mu w wystawione pięty. O, matko! jak się pięknie Drop na wszystkie cztery łapy zrywał! Jakie przekleństwa miotał! Z jakim rykiem przepotwornym rzucał się na śmiałka, który mu takie świństwo straszne zrobił i jak fantastycznie zabijał go i pożerał...!
Papsiuczce JA żadnych świństw nie robiłam. Po pierwsze za bardzo ją kochałam, a po drugie Papsiuczka ode mnie i tak by każdą torturę zniosła. Za to mój mąż sobie nie żałował. Z upodobaniem wielkim, kiedy Papsiunia sobie spała, trącał leciutko palcem  jej przednie łapki. Przezabawnie wtedy podrygiwała, łapkami trzęsła i chowała je pod siebie. Bardzo ją to irytowało, ale wstawać jej się nie chciało i czekała w nadziei, że się mojemu mężowi szybko ta gra w łapki znudzi. Brałam ją wtedy w obronę, krzyczałam na męża, żeby przestał natychmiast i właściwie dotąd nie wiadomo, czy z Papsiuką, czy ze mną bardziej on się wtedy droczył.Jeszcze większym świństwem była gra w "ogonek". Leżała sobie Papsia wygodnie na fotelu lub kanapie, a mąż mój, z radosnym okrzykiem "ogonek!"  chwytał samiuteńki koniuszek papsiuczego ogona i skrobał go leciutko. Oj, tego to Papsiuczka nie lubiła serdecznie, okrutny żabi pysk natychmiast robiła i tylko patrzyła, jak tu mojego męża srogo ukarać i w natrętną rękę uchlać. Ja jej ogonek mogłam łapać, trzymać i skubać do woli, bo mnie Papsiunia pozwalała na wszystko.
Teraz tymi "łapkami"  i "ogonkiem" mój mąż Wronce świństwa robić usiłuje, ale ona, choć łapki też jej podrygują, nie złości się tak bardzo i nie jest w tym taka zabawna, jak Papsiunia. Już bardziej  ogonek do robienia świństw Wronce się nadaje.Tyle, że Wronka  się tak nie awanturuje, raczej wyrozumiałość okazuje i tylko pobłażliwie oj, weź już przestań... powtarza. A taka wyrozumiała postawa całą radość z robienia świństwa psuje...


Mam nadzieję, że po tych szczerych  wyznaniach Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami nie zapuka rano do naszych drzwi.



Tagi: psy
01:40, damakier1
Link Komentarze (12) »
piątek, 16 maja 2014

Łaziłyśmy sobie z Wronką po psiej polanie w Parku Kasprowicza i zaczepiła nas nieznajoma pani z piękną owczarką na smyczy - Czy to Wrona? - zapytała i dodała - Czytam bloga i komentuję pod nickiem Orka. Nie mogłyśmy podejść zbyt blisko, bo owczarka nie toleruje innych suczek, ale przystanęłyśmy i porozmawiałyśmy chwilę.

 

Wieczorem pyrgnęła mnie Wrona nochem: Ty??? A skąd ta pani wiedziała, że ja jestem Wrona? - Zna cię, bo czyta bloga - odparłam. Kiwnęła głową i poszła zwinąć się w obwarzanek na fotelu. Ale zaraz usiadła, wyprostowała się, rozstawiła malowniczo uszy i zapytała: Czy to znaczy, że jestem SŁAWNA?

Orko, bardzo miło było Cię poznać. Pozdrowienia dla Pandy.

 

Wrona

 

Tagi: psy
23:45, damakier1
Link Komentarze (53) »
wtorek, 13 maja 2014

Coś się z tym majem porobiło... Nie wiedzieć czemu zamienił się w ohydny listopad. Z każdym dniem zimniało i ponurzało coraz bardziej i ja z każdym dniem ponurzałam i coraz bardziej zła byłam. I co ja z tego ogrodu mam? - pytałam rozżalona - tyle tylko, żeby wypaść trawę skosić, by było czym Ustawę Śmieciową nakarmić i nic więcej!

Tymczasem ogród nic się tym nie przejmował, tylko robił swoje: powyciągał na wierzch schowane w ziemi kwiaty, porozwijał liście na drzewach i pozieleniał bujną trawą. Jednym słowem piękniał.

tulipany

 

a to nie wiem, co

 

kalina

 

widok ogrodu

 

Aż tu któregoś dnia przypomniał sobie maj, że jest majem, dzień wstał słoneczny i śliczna, wiosenna pogoda się zrobiła. Stanął mój mąż na werandzie, popatrzył w ogród i powiedział - najwyższy czas za oczko się zabrać. I wziął się do roboty. Zaraz pobiegł Karolek mu asystować, ale trzymał się z daleka, bo głupi nie jest i nie ryzykował, że się mojemu mężowi, gdy będzie wodę wiaderkiem z oczka wylewał, pod rękę napatoczy.

Kiedy oczko już było uporządkowane, woda zmieniona i mąż mój z groźnym wiaderkiem sobie poszedł, przyszedł Karolek na pierwszą inspekcję. Popatrzył, sprawdził, czy woda mokra, postał chwilę i już miał odejść, kiedy w górnym zbiorniku coś strasznie zabulgotało - to mój mąż, który zły był trochę, że mu się Karolka oblać nie udało, choć takiego psikusa wywinął, że znienacka pompę włączył i myślał, że się okropnie Karol przestraszy. A nieustraszony ten kot tylko na chwilę zmienił się w rozpłaszczony ryży placek i zaraz poderwał się sprawdzić, co się dzieje. Szedł najpierw wolniutko, ostrożnie, na ugiętych łapach, bo nie wiadomo wszak, co to za potwór takie okropne bulgotanie z siebie wydaje. Jak zobaczył, że to tylko woda, przepyszną zabawę sobie urządził. Łaził dookoła zbiornika, wodę raz pyszczkiem, raz łapką łapał i uciechy miał co niemiara.

 

inspekcja

 

pierwsze podejście

 

najpierw łapką

 

i buzią...

 

A gdy się już nabawił, w ogrodzie zjawił się Pan Czesio. Chodź! - zawołał Karol - mam tu świetnego bulgotka do zabawy! Ale na próżno zaglądał Pan Czesio do zbiornika, bo mój mąż pompę wyłączył i żadnego bulgotka już tam nie było.

 

i Pan Czesio

 

Z wielkim zapałem zaczęli bulgotka szukać, zaglądali we wszystkie zakamarki, a skoro go nigdzie nie było, kombinować zaczęli, co by tu jeszcze można zgrandzić. Nie podobało mi się to wcale, bo nie po to śliczne kwiatki dookoła posadziłam, żeby mi koty swe kocie tyłki na nich sadzały. A psik! - krzyknęłam - Jazda stąd! Czego tu szukacie...?! - Jak to, czego??? - zawołali chórem - A gdzie zrybki???!!!

 

I rzeczywiście - najwyższa już pora, by zrybki z emigracji sprowadzić.

 

 

O tym, jak się zrybki na emigrację wyprawiały, jest tu:

http://wwwtrembil.blox.pl/html/1310721,262146,14,15.html?8,2013

 

 

sobota, 10 maja 2014

A to Antek nie w szkole? - zapytał mój mąż - W szkole - odpowiedziałam i zaraz zwątpiłam, bo w pokoju Antka zatupało coś tak, że sufit nad głowami nam się zatrząsł. Pójdę sprawdzić - powiedziałam. Gdy szłam po schodach, już było cicho. Drzwi do pokoju Antka były uchylone. Nie działo się nic. Weszłam - bałagan był zwyczajny, jak to u Antka, ale w pokoju nie było nikogo. Weszłam jednak dalej i rozejrzałam się dokładniej. I słusznie: na łóżku Antka, oczywiście niepościelonym (Czemu nie ścielesz łóżka? - pytam - Oj, babciu! - odpowiada Antek), stał z zadartym łbem Pan Czesio i rozglądał się dookoła:

 

Pan Czesio

 

Rozejrzałam się i ja i zobaczyłam, kogo Pan Czesio szuka:

 

Karolek

 

 

Bardzo się Karolek ucieszył na mój widok. On pierwszy zaczął - powiedział i gracko zeskoczył z regału. Pan Czesio tylko ramionami wzruszył, też zeskoczył z łóżka i obaj zaczęli krążyć wokół mnie po podłodze, jeden na drugiego nie patrząc wcale.

 

obydwaj

 

Żeby mi tu spokój był! - zapowiedziałam i poszłam na dół. Jeszcze do końca schodów nie doszłam, jak na górze zatupało, załomotało, coś z hukiem spadło i straszne miauki i wrzaski się rozległy. Wróciłam. Wzięłam jednego z drugim za frak i wywaliłam na dwór.

No właśnie - powiedział Antek, gdy opowiadałam to wieczorem - zawsze mówisz, że ja taki bałagan w pokoju zostawiam, a to koty mi bałaganią, kiedy mnie nie ma.

 

 

 

 

 

Tagi: koty
14:44, damakier1
Link Komentarze (15) »
piątek, 09 maja 2014

 

UFFF!!!! W życiu bym tego cudu techniki nie opanowała i ani słowa napisać bym tu nie zdołała, gdyby nie koleżanka moja jedna, bardzo mądra, a na dodatek uczynna i cierpliwa nadzwyczaj. Onaż to, na pomoc wezwana, zaraz kurc-galopkiem przybiegła, kable poplątane rozplątała i powpinała, gdzie trzeba, programów różnych, które komputerom do szczęścia są niezbędne, w sieci poszukała i w nasz nabytek powsadzała. A jak już w komputerze coś zamruczało, ekran się rozjaśnił i ZADZIAŁAŁO - posadziła mnie przy biurku i się zaczęło: Tu naciśnij, tam kliknij, tu kopiuj, tam wklej, tam siak, a siam tak - a mnie się wszystko w głowie kręciło, ale naciskałam, klikałam, tam tak, a siam tak robiłam i jakoś szło.

W tym czasie mój mąż, który zna się na wszystkim, ale na komputerach to akurat, jak kura na pieprzu, żeby się jednak okazać potrzebnym i przydatnym, poszedł do piwnicy specjalną półeczkę pod ekran zmajstrować, bo się nieco za niski okazał. I teraz biurko w naszym małym pokoiku prezentuje się niczym w jakim ministerstwie od spraw bardzo ważnych:

 

biurko

 

Teraz już tylko ochłonę, popytam Wronkę i zwierzaki, co się działo, gdy się w trudzie i znoju technicznie doskonaliłam - i pojedziemy...!

 

 

Tagi: komputery
21:16, damakier1
Link Komentarze (6) »
wtorek, 06 maja 2014

Mam nowy komputer. Podobno od starego dużo lepszy, ale nic na nim nie umiem. Póki się nie nauczę  -  przerwa!

20:59, damakier1
Link Komentarze (10) »
sobota, 03 maja 2014

Niby się na te świąteczne dni tak bardzo zimno zrobiło, ale kiedy zaczęłam się kręcić przy porządkowaniu grządek  wokół oczka wodnego, słońce przygrzało tak mocno, że poszłam do mojego męża, który walczył z remontem przedpokoju i powiedziałam  - chodź do ogrodu na kawę!  No i siedzieliśmy sobie przy kawce, jak na dwoje emerytów przystało, słoneczko grzało nam plecy, woda w oczku szemrała cichutko i pogadywaliśmy sobie o tym i owym...

Wiesz, powiedziałam,  dziś w nocy, spałeś już, a ja wyszłam jeszcze z Szopkiem na placyk  i na naszym dachu ptak jakiś, ale nie słowik,  wyśpiewywał tak przepięknie, że aż mi do domu żal wracać było.... -  To musiał być słowik, bo tylko słowiki śpiewają w nocy  -  odpowiedział mój mąż  i dodał po chwili  -  no i jeszcze żaby drą ryja...  -  Coś ty, żaba na dachu?!  -  zawołałam, a mój mąż na to:  Czemu nie? Teraz przy tym GMO?   -   GMO albo dżender... -  zastanowiłam się  - tak, to na pewno była żaba dżender....
I tak pletliśmy sobie trzy po trzy, para piętnaście, aż drzemiący w zaciszu rabaty Karolek zastrzygł uchem, otworzył jedno oko i popatrzył z politowaniem. Po czym westchnął przeciągle, a głęboko,  ale zaraz zasnął z powrotem.

 

Karolek

 

Karolek

 


 

 


14:14, damakier1
Link Komentarze (9) »