Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
poniedziałek, 29 czerwca 2015

Doprawdy powiadam Wam, że nadzwyczaj mądre się nam te Tymczaski trafiły! Po pierwsze, chociaż zupełnie dzikie, ledwo do nas przyszły – od razu wiedziały, co to jest kuweta i do czego służy. To niby nie jest takie nadzwyczajne, bo podobno wszystkie małe kotki same z siebie to wiedzą, ale rzecz w tym, jakie wielkie postępy uczyniły w sposobie korzystania z kuwety. Z początku, wpadały tam szast, prast! - żwirek byle jak parę razy łapką rozgrzebały, kucnęły, zostawiły co tam do zostawienia miały, tylną łapą coś tam zamiotły i myk! z kuwety po pokoju harcować. A na podłodze zaraz pełno śladów, bo łapy brudnym żwirkiem umaćkane.

Zaledwie dwa dni trwało, jak przemądre te koteczki same zobaczyły, że ani to porządne, ani eleganckie. I najpierw przestały wpadać za potrzebą, jak szalone, a później starannie sprzątać po sobie zaczęły choć im nikt na ścianie napisu zostaw to miejsce w takim stanie, w jakim je zastałeś nie wieszał.

Teraz, gdy któryś koteczek do kuwety wejdzie, najpierw długo i skrupulatnie zgrabny dołek w żwirku umości, a później długo i starannie żwirek zgarnia, wyrównuje, uklepuje tak, aby śladu najmniejszego po swej działalności nie zostawić. A gdy jeden tak się stara, drugi siedzi przed kuwetą i bacznie obserwuje, czy wszystko wykonane zostanie tak, jak należy.

 

xx

 

xx

 

Ale trudniejsze od sztuki korzystania z kuwety było nauczenie się, że Antek i inne istoty ludzkie, które czasami w pokoju się zjawiają, to nie są wrogowie śmiertelni, przed którymi czym prędzej, ile sił w łapach trzeba wiać pod szafę.

Nasze koteczki pewno żadnych doświadczeń, dobrych ani złych, ze spotkania z ludźmi nie miały, ale ich mamę na pewno więcej złego niż dobrego od ludzi spotkało. I mocno Tymczaski miały wdrukowane w głowiny: chcesz przeżyć, to wiej!

 

Trzeba przyznać, że Antek dobrze tu się zasłużył i bardzo szybko kotki zrozumiały, że ludzie żadnej krzywdy nie robią, a przeciwnie, napełniają miseczki i miziają kocie brzuszki, co bardzo jest przyjemne...

 

Jak już się trochę oswoiły, okazało się, że choć to braciszek i siostrzyczka, to zachowują się bardzo różnie. Malinka, owszem, dawnego lęku przed ludźmi nie czuje, nie ucieka w panice, ale woli siąść z daleka i zbytnio się nie spoufalać. Jak już musi, pozwoli się pogłaskać po kocim łebku, ale na ręce brać, to już niekoniecznie - woli oddawać się prawdziwie kocim zajęciom, na przykład polowaniu na pomponik.

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Prattchecik za to nadzwyczaj jest przytulaśny! Bardzo szybko pozwolił się Antkowi brać na ręce, układał się w zagłębieniu dłoni i mruczał bardzo zadowolony. I niedługo trwało, jak zaczął za Antkiem chodzić i głośno wołać: na rączki...! na rączki...!

 

xx

 

A jeśli o mizianie idzie, to im więcej rąk Pracia mizia, tym lepiej.

 

xx

 

Jak widać, nasze Tymczasie to nadzwyczaj piękny, mądry i obdarzony bogatą osobowością komplet kotów i myślę, że gdyby ktoś miał akurat w domu i w sercu trochę miejsca - to taki dwupak byłby dla niego w sam raz.

 

PS. W Kurniku są najświeższe wiadomości o "naszej" Frecie Garbo:

http://dzikakurawpastelowym.blogspot.com/2015/06/freta-fryta-lama-i-reszta.html

 

PS. PS. - 30.06.2015: Rany boskie, Ludzie Kochane, patrzcie, jak mnie napadają u Gosianki w komentarzach:

http://www.zamoimidrzwiami.blogspot.com/2015/06/na-kuwety.html

Słoniocy!!!!!!!!!!!!!

 

Tagi: koty
22:10, damakier1
Link Komentarze (15) »
niedziela, 28 czerwca 2015
czwartek, 25 czerwca 2015

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

Tagi: koty kwiaty
16:49, damakier1
Link Komentarze (19) »
wtorek, 23 czerwca 2015

xx

 

Powoli, bo powoli, ale jakoś się to oswajanie Tymczasków posuwa... Antek opowiada, że wieczorami to już nawet dokazują i po pokoju biegają, a raz to nawet hyc, hyc, hyc - z podłogi na krzesło, z krzesła na biurko, a z biurka na parapet się wdrapały. Aż mnie ciarki przeszły, co by to było, gdyby tak okno było otwarte!

 

Do wczoraj ani je widziałam, bo ile razy zajrzałam z pytaniem, gdzie koty? - odpowiedź taka sama była: - pod szafą. Aż tu wczorajszym popołudniem weszłam, a Pracio z Malinką, przytuleni na treningowej ławeczce, leżą, patrzą się na mnie i ani myślą uciekać. Spokojnie pozwoliły się sfotografować, tylko łebkami kręciły śledząc każdy mój ruch, gdy obchodziłam je dookoła. Dopiero, gdy chciałam je pogłaskać i rękę wyciągnęłam, poderwały się spłoszone. Ale zaraz uspokoiły się pod znajomą ręką Antka i zadowolone mruczały cichutko.

 

xx

 

Patrzyłam na nie i pewności nabierałam, jakież to wspaniałe koty z nich wyrosną! A Wy, blogowi Goście moi, nabierajcie ochoty by Malinkę lub Pratchettka, a jeszcze lepiej oboje, mieć w rodzinie. Pośpiechu nie ma, Antkowi z Dorolą jeszcze sporu czasu zajmie przygotowanie ich tak, żeby do nowego domu wyruszyły ufne i oswojone. A Wam przyda się ten czas na rozważenie wszystkich za i przeciw i jeśli komuś „za” przeważy, wystarczy napisać w komentarzach.

 

xx

 

To wielka frajda mieć takie maleńkie koteczki w domu, obserwować ich zwariowane zabawy, przyglądać się, jak wyrastają na dorodne koty. Ale nie każdy ma warunki i siły by znosić te wszystkie szaleństwa i szkody jakie się wiążą z odchowywaniem takich dzieciaków. Kto sercem całym chciałby taką Malinkę lub Pracia przytulić, a rozsądek mu twardo mówi nie, może pomyśli o Kawce?

 

xx

 

Kawka to przemiła, spokojna kotka, znaleziona w jakiejś wrocławskiej fabryce z czwórką kociąt. Kocięta szybko znalazły domy, a Kawka wciąż czeka na swoją rodzinę. Taką na zawsze. Najbardziej jej się marzy spokojny dom, w którym nie ma innych zwierząt (no chyba, że jakiś jeden spokojny kot).

 

Teraz Kawka jest we Wrocławiu u Gosianki Wrocławianki. Wszystkiego na jej temat można się dowiedzieć tutaj:

http://www.zamoimidrzwiami.blogspot.com/2015/06/komu-kawke.html

 

xx

 

Tagi: koty
19:08, damakier1
Link Komentarze (3) »
niedziela, 21 czerwca 2015

Przygotowywaliśmy się solidnie. Uporządkowaliśmy ogród, kosiliśmy trawę, przycinaliśmy krzewy, dosadziłam trochę kwiatów. Przy akompaniamencie ciągłych pytań – Nie wiesz, gdzie może być zegar? A lampę, gdzie schowałeś? A sowy to kładłaś do jakiegoś pudełka? - spod łóżka, z szafy w piwnicy, z pawlacza powyciągaliśmy werandowe ozdoby, wytaszczyliśmy z piwnicy meble i przywróciliśmy do życia werandę.

 

xx

 

 

xx

 

Mój mąż naprawił oparte o murek werandy podpory, popodwiązywałam do nich róże, a one radośnie wspięły się aż pod daszek i rozkwitły jak szalone.

 

xx

 

xx

 

xx

 

Wszystko po to, by z nadejściem lata wyprowadzić się z domu, wieść sielski żywot na ogrodzie i werandzie, siedzieć sobie w letnie popołudnia wśród śpiewu ptasząt i zapachu róż, sączyć drinki, pojadać lody i prowadzić leniwe rozmowy...

 

A prawda jest taka, że na pytanie mego męża: Gdzie jemy? - w popłochu wołam - W domu!!! A na noc do łóżka biorę Kaczorka:

 

xx

 

No ta ja się zapytowuję: Kto ukradł nam lato?

 

xx

 

Tagi: lato ogród
17:59, damakier1
Link Komentarze (7) »
sobota, 20 czerwca 2015

xx

 

Trafiły nam się te Tymczaski dzikie okropnie! Pierwsze, co zrobiły, to wtryniły się pod wielką na całą ścianę szafę i postanowiły pozostać tam na zawsze. Jak się Antkowi udało je wydobyć, nie mam pojęcia, ale zaraz, gdy znalazły się bezpiecznie w kotenerku, poupychała Dorolka dookoła szafy kłąb szmat tak ciasno, że mysz się nie przeciśnie. No, mysz to może i by się nie przecisnęła, ale kiedy Antek otworzył kotenerek, maluchy ruszyły pod szafę z taką determinacją, że strach było, czy się które w te szmaty nie zaplącze. Ostatecznie Dorolka szmaty powyciągała, a szafę odsunęli na jakiś metr od ściany. Teraz mogły sobie koteczki bezpiecznie pod szafą łazić bez obawy, że się gdzieś w kącie zaklinują. Reszta dnia minęła bez specjalnych emocji i kłopotów tyle, że Antek spał tej nocy na podłodze, bo jakby mi które w nocy do łóżka wlazło, to jeszcze by spaść mogło...

 

Na drugi dzień Antek wziął ze szkoły urlop tacierzyński i zajął się oswajaniem. Ranek zaczął się bardzo dobrze od stwierdzenia, że przez noc w miseczkach z jedzeniem ubyło, a w kuwecie przybyło. Potem było coraz lepiej i co chwilę zbiegał do mnie Antek z komunikatem - a to, że bury dał się pogłaskać, a to, że czarny trochę pojadł, a to, że obydwa gonią się w kółeczko. Ostatni komunikat był, że bury się osrał. Wyciągnął więc Antek Dorolkę z bardzo ważnego spotkania, by w trybie pilnym wykąpać nieszczęsnego osrańca. Kąpiel odbywała się poza moimi plecami, nie zawołali mnie, o co się trochę dąsałam i choć oboje powtarzali dobrotliwie ojtam..., ojtam... nie do końca im wybaczyłam.

 

xx

 

Mają już koteczki swoje imiona, a ja nie mam się bać, że jak nazwane, to już zostaną na zawsze, bo i do oswajania imię jest przecież koniecznie. Antek nazwał je Malina i Pratchett. Bardzo ładnie, nawet mi się bardziej, niż Jaś i Małgosia, podoba. Teraz, kiedy są już nazwane, rzeczywiście oswajać je dużo łatwiej. Tak wygląda oswajanie Pratchetta (Pracia):

 

xx

 

A tak oswajanie Malinki:

 

xx

 

Tymczasem Pana Czesia irytacja nie opuszcza. Powiem więcej - chodzi on w tę i z powrotem, z góry na dół i z dołu do góry. Na górze wściekle od drzwi się odbija, przekleństwa pod nosem mamrocze, i - czego te drzwi ciągle zamknięte??? - ze złością mnie pyta ilekroć na drodze się spotkamy. Nic nie odpowiadam tylko za frak go biorę i za drzwi wystawiam, bo z tego żalu zdarza mu się siknąć a to na ścianę, a to na firankę, więc wolę, żeby mi się na dole nie kręcił. Ale Pan Czesio, za drzwi wyrzucony, natychmiast zjawia się w kuchennym okienku na górze i po chwili melduje się u mnie i jeszcze wścieklej pyta – co, do cholery, jest z tymi drzwiami?!

 

xx

 

Antek, jak może, stara się Pana Czesia udobruchać, ale i jemu nie bardzo się udaje...

 

xx

 

Ciąg dalszy będzie, jak będzie.

 

xx

 

Tagi: koty
19:44, damakier1
Link Komentarze (13) »
czwartek, 18 czerwca 2015

No i czego, Panie Czesiulku, chodzisz taki wkurzony? - pytam, a Pan Czesio nic nie odpowiada, tylko chodzi strasznie wkurzony i oboje wiemy doskonale, czemu Pan Czesio taki wkurzony chodzi. Wszystko przez to, że mnie te moje dzieci tak bardzo kochają.

 

Coś się ostatnio bardzo ociągasz na blogu... zaczął Tatinek i spojrzał na mnie z głupio mądrą miną. A tak jakoś... powiedziałam, a Tatinek na to: - ale żeby tak nic...?, tak długo...? I tak mnie podpuszczał i podprowadzał, aż w końcu ze mnie wydobył: - a bo ile o tych samych psach i kotach pisać można, wszystko już było – i o kotach nasamochodowych, i o przyzlewnej półeczce, i o kąpielach, o bójkach wzajemnych, o spacerach.... Ileż można w kółko to samo...? Nuda!

Zaraz się na te słowa poderwała Dorolka i z miną jeszcze bardziej niż Tatinek głupio mądrą zawołała: I właśnie specjalnie dla ciebie, żebyś pisać na blogu o czym miała, sprowadzamy jutro dwa malutkie kotki! I najwyraźniej w trwodze, żebym trzeciego zawału nie dostała, litościwie dodała: -  na tymczaski.

 

No i dlatego Pan Czesio dziś od rana chodzi strasznie wkurzony, bo dwa tymczaski wylądowały oczywiście w jego pokoju, którego tylko Antkowi grzecznościowo użyczał.

 

xx

 

Przyjechały rano, kotek i koteczka. Zajrzałam w przedpokoju do kotenerka i ledwo dojrzałam najpierw szarą kuleczką, a potem, wciśniętą w sam koniec klateczki, drugą – czarną. Jaś i Małgosia pomyślało mi się od razu, ale po cichu i nie powiedziałam słowa, bo wiadomo - co nazwane, to już do rodziny należy i bardzo by to było nierozważne, by z imionami wyskakiwać...

 

Przez całe przedpołudnie, co zawołałam z dołu - no i jak tam? - Dorolka z góry odkrzykiwała - siedzą pod szafą! A kiedy wrócił ze szkoły Antek, odczekałam chwilę i poszłam na górę. Zapukałam, a Antek zawołał: - leżę pod łóżkiem i miziam burego. Wchodź ostrożnie!

 

Weszłam ostrożnie, Antek leżał pod łóżkiem i miział burego:

 

xx

 

Nie zapowiada się, żeby do końca dnia akcja miała się znacząco posunąć do przodu. Ciąg dalszy nastąpi w swoim czasie.

 

A to zdjęcia koteczków ze strony szczecińskiego TOZ-u. Kiedy mnie się uda którego sfotografować – nie wie nikt ...

 

xx

xx

 

Tagi: koty
18:24, damakier1
Link Komentarze (23) »
środa, 17 czerwca 2015

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

Tagi: kwiaty ogrody
17:44, damakier1
Link Komentarze (11) »
niedziela, 14 czerwca 2015

xx

 

Otworzył Pan Czesio jedno zielone oko, otworzył drugie, ziewnął, przeciągnął się i zeskoczył z łóżka. Znów się przeciągnął, przysiadł i wystawił nad głowę tylną łapę. Rozcapierzył pazury, przyjrzał im się bacznie po czym podrapał się za uchem. Pomyślał chwilę, poderwał się, włos zaczesał i kazał Antkowi otwierać drzwi.

 

xx

 

Na dole zahaczył mimochodem o przyzlewną półeczkę - w miseczce Karolka nie znalazł niczego ciekawego. Wyjrzał na werandę, wskoczył na murek, przysiadł i potoczył wzrokiem po ogrodzie: wszystko było w porządku - kwiaty pachniały, ptaki śpiewały, trawa rosła. Można było zbiec po schodach i przepaść w gęstwinie.

Pan Czesio rozpoczął nowy dzień!

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Tagi: koty
19:15, damakier1
Link Komentarze (8) »
piątek, 05 czerwca 2015

Nalepił mój mąż półmich ruskich pierogów z solonym koprem, mnie wysłał na róg do sklepiku po maślankę i tym sposobem zrobiliśmy dzisiaj pyszny obiad. Nakryłam na werandzie. Ledwo siedliśmy do stołu, zjawiły się dwa szpaki - wyfraczone, pod muchą, jeden niósł skrzypce, drugi klarnet. Pofrunęły: ten z klarnetem na gruszę, ten ze skrzypcami na magnolię.

Jeszcze pierwszego pieroga ugryźć nie zdążyłam, gdy z gruszy rozbrzmiały Cztery pory roku Vivaldiego (Wiosna, oczywiście). A zanim ostatnie nuty na dobre brzmieć przestały, już na magnolii drugi grajek brawurowo Sonaty Mozarta wygrywać zaczął. Następnie w duecie wykonali Bolero Ravela i wtedy, nie wiadomo skąd zjawił się czarny kos, skłonił się i odśpiewał calutką arię Cavaradossiego z I aktu Toski Giacomo Pucciniego.

 

Głupio się nam trochę nad tym półmichem pierogów ruskich zrobiło, bo zważywszy na te przepiękne okoliczności przyrody, to raczej jakiego homara albo przepiórki w płatkach róży na talerzach mieć powinniśmy. Ale bo ja wiem, czyby nam te frykasy bardziej smakowały...?

 

Grusza pośrodku, magnolia z lewej, koncertmistrze w gęstwinie ukryci:

 

xx

 

Śpiewaka – kosa udało mi się w trawie wypatrzyć:

 

xx

 

Na koniec - pierogi:

 

xx

 

22:52, damakier1
Link Komentarze (11) »
 
1 , 2