Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
wtorek, 28 czerwca 2016

Gdzie jest duża drabina? - spytał Antek i jeden rzut oka na jego minę mi wystarczył by zrozumieć, że nie jest dobrze. Co się stało? - zawołałam, a Antek: Koty na dach uciekły!

 

Mój mąż poszedł wyprowadzić samochód z garażu żeby się dostać do drabiny, a ja poleciałam po aparat. Już, już go miałam w ręce, gdy głos rozsądku huknął mi prosto w ucho - Zgłupiałaś?! Trzeciego zawału chcesz z nerwów dostać? Się tu nie denerwuj, tylko zabieraj dupę w troki! Odłożyłam aparat i obwieściłam, że nie mam sił na to wszystko patrzeć i idę na rynek.

 

Idź, idź...! - zawołali wszyscy, szczęśliwi, że zaoszczędzone im będzie moje bieganie pod drabiną, udzielanie dobrych rad i dodawanie otuchy zawołaniami typu: O, matko boska!, Zaraz spadną!, Zabiją się!, A nie mówiłam...?!

 

No to poszłam. Wchodząc w ulicę tylko raz obejrzałam się za siebie – Dorolka, przewieszona przez parapet, trzymała tuż przy rynnie kotenerek przytroczony do kija od szczotki. Z rynny sterczały dwa szaro bure łebki.

 

Chodziłam między straganami wypatrując ładnej fasolki szparagowej, a przed oczyma miałam, a to jednego tymczaska kurczowo uczepionego do rynny malutkimi łapinkami, bezradnie machającego nóżkami nad przepaścią, a to zwłoki drugiego, nabite na gałęzie rosnącego przed domem ostrokrzewu. Kiedy ujrzałam stojącą na placyku karetkę pogotowia i sanitariuszy wyciągających Antka spod drabiny, w kieszeni zabrzęczała mi komórka. Już po wszystkiem...! - zaświergotała Dorolka. Kupiłam fasolkę i wróciłam do domu.

 

W domu Dorolka siedziała na kanapie. Na kolanach miała Burego, a w kotenerku obok siedział Szary (albo odwrotnie). Odetchnęłam i zażądałam – opowiadaj!

 

xx

 

One to już dawno musiały mieć zaplanowane i przemyślane, bo gdy dostały rano śniadanie, tak się ostentacyjnie zabrały do jedzenia, tak się niczym innym nie interesowały, aż zwiedziona tym Dorolka postanowiła to wykorzystać i na tę chwilę szeroko otworzyć okno i porządnie wywietrzyć bez łapania kotków do kotenerka. Dla pewności ustawiła Antka pod oknem i otworzyła... W tej sekundzie obydwa podniosły łebki znad miski, a w następnej już były za oknem!

 

Szczęściem za tym oknem nie ma przepaści i nieboraki wypadły na dach. Przestraszone  nie na żarty, kręciły się bezradnie  nie zwracając najmniejszej uwagi na błagalne kici kici, którym Dorolka usiłowała zwabić je z powrotem. Na koniec zjechały po dachu i zatrzymały się w rynnie. Tam, coraz bardziej wystraszone, zapłakały cichutko, skryły się pod gałęziami rosnącej tuż przy domu wysokiej jodły i kiedy Antek wspiął się na górę po drabinie, ani myślały wyleźć. Na próżno nawoływał, na próżno wymachiwał saszetką z pysznym jedzonkiem – żaden spod jodły ani noska nie wyściubił, tylko płakały żałośnie...

 

xx

 

I nagle, do tego cieniutkiego, piskliwego pomiaukiwania dołączyło donośne, porządne miauu...! Najpierw jedno, a potem drugie. To Franio z Zimką, którzy z dołu obserwowali całe zajście, włączyli się do akcji. Antek twierdzi, że sprowokowało ich szeleszczenie saszetki z żarciem, ale ja z Dorolką uważamy, że wzruszył ich płacz maluchów i chciały im dodać odwagi. I tej wersji będziemy się trzymać.

 

Długo nie trwało, a po paru miauknięciach Frania i Zimy, wyjrzał spod jodły Szary, a po chwili Bury (albo odwrotnie). Antek łapał je kolejno, ładował do kotenerka i podawał czekającej w oknie Dorolce.

 

UFFF!!!! I to by było na tyle...

 

PS. 1: Szary i Bury mają nowe imiona. Szary nazywa się teraz Fin, a Bury Pad (albo odwrotnie).

 

PS. 2: Najlepsza wiadomość jest taka, że kotki mają nowy dom. Obydwa weźmie kolega z klasy Antka.

 

*Tytuł do tego wpisu podpowiedział mi Tatinek.

 

 

czwartek, 23 czerwca 2016

Rosną i mądrzeją. Opanowały perfekcyjnie:

 

  1. Przybieganie do pełnych miseczek

  2. Korzystanie z kuwety

  3. Wdrapywanie się na łóżko Antka

  4. Wspinanie się po wszystkim

  5. Galopady po pokoju o 4-tej nad ranem i tupanie, jak stado słoni

  6. I jeszcze sto przeróżnych, a nadzwyczajnych umiejętności

 

Każdej rodzinie taki koteczek przyniesie moc radości i szczęścia. A dwa, dwa razy tyle!

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xxxx

 

niedziela, 19 czerwca 2016

Zadzwonili nasi znajomi – ci od piesulka Kajtusia i od Suni:

 

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/05/Piesulek.html

 

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/09/O-Suni.html

 

Zakwitł tulipanowiec – obwieścili i zaprosili, żebyśmy przyjechali zwiedzić i sfotografować.

 

Tego tulipanowca sadzili kilkanaście lat temu, była to wtedy rzadkość, o której mało kto słyszał. Wiadomo było, że wyrasta na wielkie drzewo i trzeba pilnować, żeby się z rośnięciem za bardzo nie rozhulał. Liście to od razu było widać, że są piękne, a kwiaty miały być podobne do tulipanów właśnie. Tyle, że na zakwitnięcie podobno aż 25 lat trzeba czekać i właśnie to długie czekanie zniechęciło mnie, by i w naszym ogrodzie takiego tulipanowca posadzić.

 

A tu proszę, szast prast, ledwo 13 lat mignęło i zakwitł! No to dziś przed południem pojechaliśmy.

 

Pierwszy przywitał nas piesulek Kajtuś

 

xx

 

Zaraz po nim witała nas Sunia

 

xx

 

a po Suni Kruszynka

 

xx

 

Później cieniutkie dzień dobry... miauknęła spod jałowców Łatka

 

xx

 

i mogliśmy już wejść do domu, gdzie na nasze powitanie wybiegła Lala

 

xx

 

 

Tu musieliśmy zatrzymać się na dłużej, bo Lala ma nową fryzurę i zażyczyła sobie całej sesji zdjęciowej

 

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

Czas na powitaniach i fotografowaniu szybko płynął, wypiliśmy herbatkę, pogadaliśmy o tym i owym i pora była wracać...

 

Aha! A tulipanowiec kwitnie tak:

 

xx

 

xx

 

 

 

 

 

sobota, 18 czerwca 2016

Nadszedł ten czas, kiedy szkoła jeszcze się nie skończyła, a wakacje jeszcze nie zaczęły. Lekcji już nie zadają, czasu dużo i trwa takie ni to, ni owo. No i Antek wymyślił, że to najlepsza pora na tymczaski. Dorolka skwapliwie podchwyciła, zadzwoniła do TOZ-u i zaraz zajechał pod dom czerwony samochód, a w nim małe kotki szarobure obydwa.

 

xx

 

Zapowiadane było, że to bardzo oswojone koteczki - ludzi się nie boją, z kuwety korzystają, do zabawy skore - jednym słowem sama radość pod swój dach je przyjąć.

Tymczasem, gdy Antek kotenerek z zawartością do pokoju zaniósł, siedziały biedactwa wciśnięte głęboko w kąciku, wychodzić za żadne skarby nie chciały aż je w końcu Dorola bezceremonialnie stamtąd powyciągała.

 

xx

 

No, nie były zachwycone... Ale też, co dobrą wróżbą było, nie dały drapaka tylko przycupnęły - szary u Dorolki na podołku, bury na kolanach Antka - i trwały tak, starając się jak najmniej miejsca zajmować i jak najmniej być widoczne.

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

Tak było wczoraj wieczorem, a dziś, kiedy poszłam na górę, były tam całkiem inne kotki. Dziarskie i wesołe biegały po całym pokoju, zawzięcie polując na piórko, którym im Antek smyrgał po podłodze przed noskami. Gdyby nie to, że jak wczoraj, tak i dzisiaj szarobure były, pomyślałabym, że ktoś nam w nocy tymczaski podmienił...

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

Zajrzałam dziś rano na fejsa buka, a tam napisane, że mam wspomnienie. I co jest do wspominania? Jaś i Małgosia - tymczaski, które były u nas dokładnie rok temu:

http://wwwtrembil.blox.pl/2015/06/Jas-i-Malgosia.html

Zważywszy, że Jaś z Małgosią prędko znalazły swe szczęśliwe domy, myślę, że to szczęśliwa wróżba dla szarego i burego.

 

A kto weźmie szarobure obydwa, tego do snu będą bawiły...

 

xx

 

 

 

Tagi: koty
18:11, damakier1
Link Komentarze (4) »
piątek, 17 czerwca 2016

Wytęż wzrok i znajdź, gdzie jest kotek:

 

xx

 

Tagi: koty
00:34, damakier1
Link Komentarze (9) »
środa, 15 czerwca 2016

 

Zapraszam

 

 

xx

 

 

na wystawę

 

 

xx

 

 

fotograficzną

 

 

xx

 

 

zatytułowaną

 

 

xx

 

 

Pan Czesio...

 

 

xx

 

 

z kwiatem w tle"

 

 

xx

Tagi: koty
21:20, damakier1
Link Komentarze (7) »
piątek, 10 czerwca 2016

 

xx

 

Poderwała się Wronka ze swego miejsca, gdzie właśnie zażywała kąpieli słonecznej, chwilę nasłuchiwała uważnie i nieśpiesznie powędrowała pod wielką ścianę bluszczu, porastającego garaż sąsiadów. Tam położyła się i zamarła bez ruchu z wzorkiem utkwionym w bluszcz. Uszy miała czujnie postawione, czółko zmarszczone z przejęcia i z daleka widać było, że sprawa jest poważna.

 

 

xx

 

 

Co tam, suczku? - zapytałam ciekawie, podchodząc bliżej i usiłując dostrzec coś wśród liści. - Ćśśś...!  - warknęła Wronka, a ucho stanęło jej na baczność jeszcze bardziej i mocniej zmarszczyło jej się czółko.

 

 

xx

 

 

Poszłam po aparat. Gdy wróciłam, Wrona leżała, jak dawniej i dalej wpatrywała się w bluszcz. Przykucnęłam obok niej i też się wpatrzyłam. Nie działo się nic. Gapiłyśmy się niczym dwie sroki w gnat i wtem uschłe liście poruszyły się gwałtownie, a w gęstwinie zaszeleściło i zaszurało. Cofnęłam się przezornie na wypadek, gdyby to była mysz, bo nigdy nie wiadomo, co takiej myszy do łba wpadnie. Wrona ani drgnęła. Odczekałam chwilkę, znów przykucnęłam przy Wronce, a obiektyw aparatu wycelowałam wprost w ruszające się liście.

 

xx

 

Akcja pod liśćmi nabierała rozpędu. To nie mogła być mysz, najwyraźniej pod spodem buszował ktoś znacznie większy od myszy. Liście poruszały się na coraz dłuższym odcinku, a hałas był taki, jakby stado słoni wędrowało w tę i z powrotem. Znów cofnęłam się o krok, a Wronka leciutko oblizała się z emocji i trwała nieruchomo przed bluszczem.

 

xx

 

 

Tymczasem pod liśćmi się uspokoiło, ktoś, kto tam był, zaprzestał spacerowania i tylko dobiegające nas zrzędliwe posapywanie - phfff...!, phfff...! - świadczyło o jego obecności.

Ile można tkwić z wycelowanym aparatem przed kupą liści? Zostawiłam Wronę na straży i poszłam zająć się swoimi sprawami.

 

xx

 

 

A gdy za jakiś czas wyjrzałam na dwór, Wronka opalała się w najlepsze, a w bluszczu było cicho i spokojnie.

 

xx

 

 

Pytanie brzmi: KTO zamieszkał pod bluszczem w moim ogrodzie?

 

xx

 

 

Tagi: ogród psy
14:53, damakier1
Link Komentarze (17) »
wtorek, 07 czerwca 2016
sobota, 04 czerwca 2016
piątek, 03 czerwca 2016

Dobrze już było po północy i wybierałam się do spania, ale Szopek domagał się jeszcze spaceru przed snem. Noc była piękna i chętnie posłuchałam.

 

Na placyku czekały koty, otworzyłam furtkę i powędrowaliśmy w dal uliczki. Przodem, przy płocie, toczył się Szopek. Krok za nim szłam ja, a za mną tyralierą wędrowali - Karolek, Franio i Zima. Szopek buszował w porastającym płot bluszczu, ja rozmyślałam o rzeczach błahych i przyjemnych, a koty miały oko na wszystko.

 

Dochodziliśmy właśnie do końca jednego ogrodu, gdy nad bramą następnego wspaniałym susem śmignął lis. Tak, jak my się go nie spodziewaliśmy, tak i on nie spodziewał się nas. W jednej chwili wszystko zatrzymało się niczym w stop klatce.

 

Ile to czasu trwało, nie mam pojęcia. Pewnie nawet nie sekundę, ale zdążyłam zauważyć, że lis wcale nie jest rudy, a raczej beżowy, że jest zadziwiająco wysokołapy, ogon ma puchaty i bardzo długi i w ogóle cały jest bardzo duży. No i zdążyło mi się dość nieswojo zrobić pod wpływem jego przenikliwego spojrzenia...

Koty, z wesołych, nonszalanckich kawalerów na nocnej wycieczce zdążyły przeistoczyć się w przyczajone drapieżniki, skupione na polowaniu.

Tylko Szopek, nieświadom niczego, beztrosko parł przed siebie. I nie wiem, czy to Szopek za mocno zahałasował, czy po prostu lis uznał, że pora wiać – dość, że zrobił w tył zwrot i susem równie pięknym, jak poprzedni, hycnął nad bramą z powrotem do ogrodu.

Natychmiast Zima wyrwał do przodu i pognał za nim, a pozostałe koty mocno przyśpieszyły i ruszyły za Zimą. I ja też - jakbym się spodziewała, że lis przeskoczywszy bramę usiądzie i będzie na nas czekał – nie mogłam się powstrzymać, by nie pójść za kotami i zajrzeć do ogrodu...

Nawet najdziksze, największe, najegzotyczniejsze zwierzę oglądane w ogrodzie zoologicznym nie robi tak ekscytującego wrażenia, jak nagle napotkany, stojący naprzeciw zwykły lis. W tej jednej chwili znikła moja dobrze znana, spokojna uliczka i zatopiona w naturze stałam na ścieżce oko w oko z dzikim zwierzęciem. Aż lis odwrócił się i skoczył...

Oczywiście nie miałam przy sobie aparatu, ale nie żałowałam. Choćbym miała nie wiedzieć jak czuły i szybkostrzelny, lis i tak najmniejszej szansy na zrobienie zdjęcia by mi nie dał. A żeby w tej notce było choć trochę kolorowo, wstawię trochę dzisiejszych fotek z ogrodu.

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Tagi: lisy ogrody
00:36, damakier1
Link Komentarze (10) »