Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
poniedziałek, 29 lipca 2013

Już nieżywa.

Mocno sponiewierana.

A wciąż piękna...

 

ważka

 

ważka

Tagi: ważka
23:01, damakier1
Link Komentarze (13) »
niedziela, 28 lipca 2013

Późnym popołudniem, pod wieczór prawie, kiedy upał wcale zelżeć nie zamierzał, wszędzie panowała gnuśna, wygrzana cisza... Nagle zakrakało, zatrzepotało i nad placykiem pojawiły się wrony. Znikąd. Przysiadły na chwilę, NAMÓWIŁY SIĘ, i odleciały.

 

wrony 

 

wrony

 

wrony

 

wrony

Tagi: wrony
08:38, damakier1
Link Komentarze (8) »
piątek, 26 lipca 2013

Co u kotów? A niby co ma być, kiedy żar z nieba się leje, upał i skwar taki, że ledwie dychać można?

 

Zima pozuje

 

Zima z Franiem w te upalne przedpołudnia urzędują przed domem. Zimek, rozpłaszczony jak naleśnik, rozkłada się na nagrzanym murku przy schodach. Niżej, na wycieraczce wyleguje się  się Franio. O tej porze cisza tam jest i spokój, więc drzemią sobie spokojnie. A nawet jeśli ktoś się za furtkę zapędzi, nie obchodzi ich to wcale. Zima co najwyżej jedno oko uchyli, a Franio ziewnie znudzony, kiedy mu ktoś nad głową na schody przechodzi.

 

Zima jak naleśnik

 

Franio

 

Trwają tak do samego południa, aż gorąc się zrobi taki potworny, że już zupełnie  wytrzymać nie sposób. Przenosi się wtedy Franio pod płot koło garażu, gdzie trochę cienia można znaleźć i dalej przysypia zagrzebany w piachu, w którym ciut chłodniej musi być niż na wycieraczce.

Zima znika nie wiadomo gdzie. Chowa się pewnie w jakiejś cienistej kryjówce i do wieczora, gdy upał zelżeje, ani widać go, ani słychać.

 

Karolek

 

Karolek, choć z całej kociarni futro ma najobfitsze, najmniej się upałem przejmuje. Rozkłada się malowniczo to tu, to tam po całym ogrodzie i co chwila do kuchni, na przyzlewną półeczkę wpada. Czeka grzecznie aż mu coś pysznego do miseczki nałożę, skubnie odrobinę, bo w ten upał coś nie mam apetytu... - powiada, pomruczy trochę i znowu do ogrodu idzie.

 

Maszeńka

 

Maniusia z domu w ten upał wcale nie wychodzi. Siedzi sobie spokojnie w domu, to poleży na kanapie, to na fotel się przeniesie, to w kuchni posiedzi. Gdy zajrzy kto do niej, łepek do pogłaskania nastawi, chętnie pogada, czasem do połowy schodów odprowadzi, ale zaraz na górę wraca i na dalszy odpoczynek się udaje. A po południu do fryzjera idzie, by na wieczór pięknie ufryzowana na spacer się wybrać.

 

Mania u fryzjera

 

Nie wychodzi przez drzwi frontowe tylko do mojej kuchni się zakrada, przemyka przez werandę, znika w ogrodzie, obchodzi dom dookoła i po krótkiej  wizytacji, co słychać na placyku, od frontu do domu wraca. Wracają też Franio, Karolek i Zima, bo to już późna noc się robi i pora najwyższa dobrze się najeść i spać iść.

Zasiada całe towarzystwo przy miskach, a wśród nich i Pan Czesio, który jednak nie z dworu przychodzi, a ze strychu lub z piwnicy, gdzie cały dzień spał smacznie, przed upałem schowany. Najedzą się i zaczynają rozłazić się po domu jak najlepszego miejsca do przespania nocy szukając. A kiedy każdy sobie dobre łóżko znajdzie i wygodnie do snu się ułoży, Pan Czesio myk! - i w ciemnej nocy przepadnie.

Rano obudzi mnie Wronka, dam psom śniadanie i czekającym już pod schodami kotom drzwi na dwór otworzę. Wyjdą jeden za drugim, a Pan Czesio, w przeciwnym kierunku, z nocnych hulanek chyłkiem do domu wróci.

 

Pan Czesio 

 

Pan Czesio 

 

No i tyle u kotów...

 

 

 

00:36, damakier1
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 22 lipca 2013

Nie możesz wziąć zwierza na stałe? - Weź na tymczas!

 

Tymczaski w komplecie

 

No i już dwa dni, jak nie ma Tymczasków...  W pokoju Antka nie trzeba już  przemykać się między kałużami; Dorolka oddała mi mopa, bo dwa już jej niepotrzebne; nie słychać już  co trzy godziny rozpaczliwego skomlenia z góry. Troszkę mi tęskno za tymi Tymczaskami, ale nie za bardzo, bo króciutko u nas były. No i wiemy, że dobre domy znalazły (Dorolka ma wieści).

 

Wiem doskonale, że Wronka to już ostatni pies, którego jeszcze jako smarkacza wzięłam. Wiem ile psy żyją, ile sama mam lat i jasno mi wychodzi, że już po Wronce (oby żyła jak najdłużej!) żadnego psiaka od małego wychować nie zdążę. I wcale się nie spodziewałam, że mi się taka niespodzianka jeszcze trafi, żeby malutkie szczeniątko na kolanach sobie posadzić, przytulić i jego szczeniakowaty zapach poczuć.

 

Wielu jest ludzi, którzy chętnie by mieli za towarzysza psa lub kota, ale pozwolić sobie na to nie mogą, bo praca, bo brak warunków... A przecież co innego wziąć zwierza na stałe, a co innego, na przykład w czasie urlopu, na tydzień czy dwa dać mu opiekę, a i samemu nim się nacieszyć. Kto sam w sobie takiej potrzeby by do serca przytulić psa, wziąć na kolana kota nie ma, tego nie namawiam.  Ale komu za psem lub kotem w sercu tęskno, tego zapewniam:  tymczas to jest to!

 

Telesforek

 

Czekoladka

 

Czarnuszka

 

I znowu komplet...

 

 

00:57, damakier1
Link Komentarze (9) »
sobota, 20 lipca 2013

Dobrze po północy spać się kładliśmy i wyjrzałam jeszcze przed dom, bo mi się zdawało, że nie ma Karolka. Karolek się nie pokazał, pojawili się za to Zima z Franiem, ale powiedzieli, że noc piękna i spać na dworze będą. I znikli. Przez placyk przebiegła kuna więc postałam jeszcze chwilę w nadziei, że pokaże się znowu i wtedy właśnie usłyszałam TO. Ni to sapanie, ni to ziajanie, ni to dyszenie. Głośne bardzo, raz powolne, jakby resztką sił wydawane, a raz szybkie bardzo i energiczne. W tym ogrodzie, z którego dochodzić TO się wydawało, mieszka Kiper – duży pies, najstarszy na naszej ulicy, już na ostatnich łapach łażący. O nim to właśnie sobie pomyślałam, czy przypadkiem ostatniego tchnienia tak nie wydaje. Poszłam do męża i mówię: Coś na placyku okropnie dyszy, czy to przypadkiem nie biedny Kiper kona w ciemności? Poszedł mąż na schody posłuchać, a tam  dyszy i sapie, jak jasna cholera. Nie wygląda mi to na agonalne sapanie powiedział, ze schodów zszedł, furtkę otworzył i na placyk wyszedł, a ja za nim. Podeszliśmy pod płot Kipera, a to wcale nie z tego ogrodu sapie, tylko z drogi obok, za wysokim żywopłotem ukrytej. No, tam to już światło latarni ani odrobinę nie sięga, ciemności egipskie i nic nie widać. Stanęliśmy i słuchamy. A to sapanie coraz głośniejsze, groźniejsze i tajemnicze nam się wydaje. Idę! zdecydowanie rzekł mój mąż i ruszył za żywopłot. Poczekaj! zawołałam, bo puścić go w tę nieznaną sapiącą ciemność się bałam i pobiegłam po latarkę.

Poświeciliśmy, a tam... regularna walka sumo się toczy. Dwaj potężni zapaśnicy, głowami do siebie ściśle przyparci, nogami w ziemię mocno zaryci, kręcą się w kółko usiłując jeden drugiego ze ścieżki zepchnąć. A sapią przy tym i stękają, jakby faktycznie ducha za chwilę wyzionąć mieli. Kręcą się tak i kręcą, ale żaden od drugiego silniejszy nie jest i ze ścieżki go zepchnąć nie może. No to odskakują od siebie i jeden przed drugim pokaz siły daje: paraduje dumnie przed przeciwnikiem, stroszy się, by jeszcze większym się wydać no i sapie niczym parowóz. Puszy się tak chwilę, a kiedy na moment przystanie, drugi paradę rozpoczyna i pierwszego swą potęgą i dyszeniem przerazić próbuje. A kiedy już wielkość i moc swą nawzajem przed sobą zademonstrują, a i odpoczną chwilę, znów rzucają się na siebie i w ścisłym zwarciu po ścieżce toczą.

 

Pokibicowaliśmy chwilę, a zapaśnicy tak byli zacietrzewieni, że nawet nas nie zauważyli. Jeszcze długo przez okno sypialni, zanim zasnęłam, to straszne sapanie słyszałam.

 

pierwsze zwarcie

 

próba sił

 

chwila odpoczynku

Tagi: jeże
08:46, damakier1
Link Komentarze (25) »
piątek, 19 lipca 2013

Poszedł Telesforek...

 

 Telesforek

 

Martwiliśmy się, że Telesforek coś nie może znaleźć swojego człowieka, a dzisiaj pojawili się  ludzie po Telesforka właśnie. Małżeństwo z małą, ośmiomiesięczną córeczką. Ucieszyliśmy się, że to dziecko takie małe, bo to najlepszy moment na wzięcie małego pieska. Będą sobie razem rosły nie krzywdząc się wzajemnie i za czas jakiś dziewczynka  będzie miała kumpla do zabawy, a Telesforek kumpelkę.

Kiedy Dorola wypełniała papiery adopcyjne, nowa pani zaprzyjaźniała się z Telesforkiem i obserwowałam, jak serdecznie tuli go do siebie i jak Telesforek dziarsko zdobywa jej serce.

Przekazała Dorolka wszystkie instrukcje jak z pieskiem postępować należy, dała na drogę słoik z kurczakową paćką i starą skarpetkę Antka, którą sobie ostatnio Telesforek umiłował  –  i poszli...

Mam nadzieję, że dobrze Telesforkowi w nowym domu będzie, bo bardzo sympatyczni ludzie to byli.

 

Telesforek w ogrodzie

 

14:18, damakier1
Link Komentarze (7) »
środa, 17 lipca 2013

W ogrodzie

 

w ogrodzie

 

Przyszedł  do Antka kolega, to Dorolka od razu pomyślała, że jest okazja żeby Tymczaski do ogrodu wyprowadzić. Antek będzie pilnował jednego, kolega drugiego, ja będę sprawowała ogólny nadzór, a Dorolka spokojnie porządnie  umyje zasikaną podłogę. I tak zrobiliśmy.

Myślałam, że może przestraszą się te kruszynki tej wielkiej, nieznanej przestrzeni i płakać będą, albo tulić się gdzieś w kąciku... Ale gdzie tam! Z takim impetem ruszyły na podbój świata, że Antek z kolegą dobrze nagimnastykować się musieli, żeby je złapać zanim do Zrybek do oczka wodnego wpadną. Zasuwał Telesforek z Tymczasią niczym małe samochodziki w tempie zawrotnym i we wszystkich kierunkach naraz. A wszystko, co żywe, wiało przed nimi w szalonym popłochu. Koty wymiotło w sekundę, jak tylko się te diabelce w ogrodzie pokazały. Wronka też początkowo przed szarżą Tymczasiów uciekała, ale na ich popiskiwanie serce jej zmiękło, zatrzymała się i poczekała aż maluchy podejdą. Stała z miną bardzo niepewną, z ogonem podkulonym, wzrokiem u mnie wsparcia szukając, a Tymczaski kłębiły jej się pod brzuchem. Wronka z łapy na łapę ostrożnie przestępowała byle tylko szczeniaczka żadnego nie nadepnąć aż w końcu jej się spod brzucha wygramoliły i ruszyły buszować po ogrodzie. Ale już się Wronka odpowiedzialna za dzieciaki poczuła i miały chłopaki dobrą pomocnicę w zbieraniu Tymczasków do kupy. Szopek za dobrego wujka ochoczo robił – pyrgał maluchy siwym ryjkiem, ogonkiem ośmielająco  machał i nawet parę razy na swych bylełapkach podskoczył.

 

Wronka z Tymczasią

 

Wronka z Telesforkiem

 

pieski z Szopkiem

 

Szopek z Telesforkiem

 

Zachwycone Tymczasie fikały, biegały i brykały i nagle, jak to u nich w zwyczaju, myk  i w płacz wielki uderzyły: źle, oj źle, bardzo źleeee.... ! No to usadziła je sobie  Dorola na podołku, wymiziała, utuliła i po chwili oczka im się zaczęły przymykać, łebki opadać i dzieciaki zasnęły. Zabrała je Dorolka na górę i już ich dzisiaj więcej nie widziałam i nie słyszałam.

 

u Doroli na podołku

 

PS. Przypominam, że mały Telesforek wciąż czeka na swojego człowieka.

02:10, damakier1
Link Komentarze (10) »
niedziela, 14 lipca 2013

Okropnie się zaczął Tymczaskom pobyt w naszym domu

 

pierwsza kąpiel

 

ale potem było już tylko lepiej...

 

trochę lepiej...

 

Nie bardzo się takie malutkie szczeniaczki do kąpieli nadają, ale Tymczaski lepiły się od brudu i śmierdziały tak przepotwornie, że Dorola zdecydowała twardo: kąpiemy! Kąpiel odbywała się taśmowo: Dorolka myła niebożę pod prysznicem, jej koleżanka opatulała i suszyła, a ja niosłam do kosza. A kiedy się już cała trójka w koszu znalazła, okazało się, jak naiwnie to sobie Dorolka planowała – mam na strychu dwa duże kosze – mówiła – to jeden im wygodnie wymoszczę i będą sobie siedziały...

 

zwiewamy...!

 

Kiedy czyściutkie i suchutkie pieski obejrzałyśmy, okazało się, że to jeden Tymczaś jest i dwie Tymczasie. Tymczaś czekoladowy, a Tymczasia jedna czarna, a druga czekoladowa i na dodatek kudłata.

Porozłaziły się  po pokoju Antka, wszystkie kąty pozwiedzały, całą michę paciałygi z kurczaka, ryżu i marchewki opędzlowały i tak zaczęło się tymczasiowe życie w nowym miejscu.

Okazało się, że żyją rytmem trzygodzinnym: kiedy obudzą się i ślepka otworzą, zaraz potem otwierają mordki i na całe gardło jeść! jeeść!!  jeeeść!!! wołają.

 

ale dobre!

 

Potem zaczynają się dwie godziny szaleństwa. Gonitwy, walki francuskie, groźne warczenia i poszczekiwania, wszędzie włażenie i wszystkiego atakowanie.

 

zmasowany atak

 

A jeśli któreś z Tymczasków akurat nie bije się z resztą, nie rozpruwa poduszki ani nie odgryza nikomu palca u nogi, to z pewnością właśnie robi siku albo i co więcej... I kiedy Dorolka, w pocie czoła nieustająco na dwa mopy myjąca podłogę i wyciągająca z psich pyszczków przedziwne psie zdobycze, ma już tych potworów po same uszy i po dziurki w nosie – mijają właśnie dwie godziny i Tymczasiom jakby kto prąd wyłączył – w sekundę padają tam, gdzie stoją, zasypiają i jest godzina spokoju...

 

nareszcie spokój...!

 

16:58, damakier1
Link Komentarze (19) »
sobota, 13 lipca 2013

Właśnie pojechała Dorola po Tymczaski. Aż trzy. Jak tylko  powiedziała, że w domu trzy małe szczeniaczki się znajdą, zaraz pomyślałam o Papsiuce. O, Papsiuczka zaraz by im matkować zaczęła, zaopiekowała się ofiarnie i fachowo i kłopotu żadnego by nie było. I zaraz mi się przypomniało, jak Papsiuka małego Ogóreczka usynowiła tak bardzo, że aż mleka w cycuszkach dostała, a potem jak synka własnego wychowywała Szopka i jeszcze później, wspólnie z Kubusiem, małego Zimkę. 

 Papsiuka z Ogórkiem

 

Ale nie ma już Papsiuczki i podmartwiam się trochę. Te Tymczaski zaledwie cztery tygodnie mają i nie wiadomo, jak to z jedzeniem będzie ani co Wronka na nie powie.

I tak sobie na przemian Papsiuczkę wspominam i o tym, jak sobie z tymi pieskami poradzimy myślę, a tymczasem Tymczaski już w drodze i zaraz będą...

Są!

Tagi: tymczasy
16:36, damakier1
Link Komentarze (8) »
czwartek, 11 lipca 2013
 
1 , 2