Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
czwartek, 31 lipca 2014

Ściągnęłam firankę z okna i zniosłam do pralni, a gdy wróciłam, w pokoju był Pan Czesio. Co tam, Panie Czesiu? - zagadnęłam, ale nie odpowiedział ani nie drgnął nawet. Siedział pod stolikiem i wgapiał się w okno mało mu te agrestowe oczka nie wypadły.

 

Pan Czesio się gapi

 

Spojrzałam i ja, ale niczego ciekawego do oglądania tam nie było. No, może dla mnie nie, bo dla Pana Czesia jak najbardziej. Wpatrywał się w okno w wielkim skupieniu, nieruchomo, tylko uszkiem strzygł od czasu do czasu i wąsy lekko mu drgały. I nagle hyc! - i już był na parapecie. Tam błyskawicznie łapką w coś pacnął, ale nie zobaczyłam w co, bo zaraz z powrotem był na podłodze.

 

na parapecie

 

Najwyraźniej to, na co Pan Czesio polował, fikło i znikło. Nie było go pod kaloryferem, ani za kaloryferem, ani nigdzie.

 

polowanie

 

polowanie dalej

 

atak!

 

Ale Pan Czesio nie ustępował. Tak długo przycupnięty czatował, tak cierpliwie łapkę pod kaloryfer w poszukiwaniu tego czegoś wtykał aż w końcu wystarczył jeden błyskawiczny skok i motyl był jego.

 

ze zdobyczą

 

Tagi: koty
18:12, damakier1
Link Komentarze (10) »
niedziela, 27 lipca 2014

ogród

 

Upał nad moim ogrodem trwa i trwa... Gdzie się nie ruszyć, leży jakiś dogorywający w upale kot albo ledwie dyszy pies. Ptaki się pochowały, nie kręcą się nad przywiędłymi kwiatami pszczoły. Wiadomo – w taki gorąc nikomu nie chce się nic.

Na werandzie spotkałam pająka, któremu nawet pajęczyny nie chciało się zbudować. Usadowił się na tym, co pod pajęcze nogi mu wpadło i czeka na muchy.

 

pająk

 

Tkwi tak niewzruszenie rano, w południe i wieczorem choć wiadomo, że mu żadna mucha nie wpadnie, bo żadnej się w tym upale latać nie chce.

 

pajęczyna?

 

I nie powinno dziwić nikogo, że ja też ten leniwy czas leniwie spędzam.

 

ja też leniuchuję

 

Pająka i mnie chciało się sfotografować mojemu mężowi.


 

17:02, damakier1
Link Komentarze (21) »
czwartek, 24 lipca 2014

Wielka zielona anakonda sunęła przez trawnik i Karolek, czujny jak ważka, wyskoczył spod krzewu piwonii. Stanął z rozpostartym dla postrachu ogonem patrząc, co się dziać będzie. Anakonda nie przejęła się ani nim, ani niczym dookoła. Przemierzała trawnik leniwie lecz konsekwentnie, kawałek po kawałku posuwając się do przodu.

 

czujny Karolek

 

I nagle Karolek ruszył! Dopadł gada, uwalił się na nim całym sobą i trzymał z całych sił. Trwał tak długo i niezłomnie, pilnując by nic się nie stało złego głupim psom, które nieświadome niebezpieczeństwa łaziły po trawie.

 

Karolek i Szopek

 

Szopek i Karolek

 

i jeszcze Wrona

 

Aż poszłam do ogrodu, nawinęłam anakondę na bęben i  znowu zrobiło się spokojnie i bezpiecznie.

 

anakonda zwinięta

Tagi: koty psy
13:52, damakier1
Link Komentarze (17) »
wtorek, 22 lipca 2014

No...! - powiedział mój mąż i jeszcze - No...! No...! - powtórzył dwa razy, bowiem co trzykroć mówione, to święte.*

Szedł z ogrodu i niósł aparat fotograficzny. Zmierzał prosto do komputera, wgrał zdjęcia i - Patrz i podziwiaj - mi powiedział. I zaraz się puszyć zaczął: a kto te lelije kupił, mi przypomniał, a kto nie ma miejsca!, nie ma miejsca!  głośno krzyczał, mi wytknął i na koniec zapytał: może teraz na blogu te lelije pokażesz? - Pewnie, że pokażę - powiedziałam - piękne są! I dodałam - na przyszły rok możesz dokupić jeszcze trzy.

 

Lilia

 

 

lilia

 

lilia

 

***

 

*Cytat z Wyprawy na Żmirłacza  L. Caroll'a

 

Część pierwsza o lelijach jest tu: 

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/04/Dwie-lelije.html

 

Tagi: kwiaty
20:40, damakier1
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 21 lipca 2014

Oj, niełatwo było Zimę upolować, niełatwo... Tamtego dnia, gdy się w domu powszechne kociopranie odbywało, wcale się nie pokazał. Na próżno Dorola do późnej nocy nawoływała, a ja nawet z Szopkiem cały placyk obeszłam, pod każdy samochód skrupulatnie zaglądając. Nie było Zimki i już. Z tego wszystkiego przepytywać się wszyscy zaczęliśmy, kto kiedy ostatnio go widział, bo strach na nas przyszedł, że się biedakowi jakieś nieszczęście przydarzyło. I kamień mi wielki z serca spadł, kiedy na drugi dzień, z samego rana zobaczyłam Zimkę na murku werandy. Ale jego mój widok nie ucieszył wcale, spojrzał, zawinął się i dał dyla na ulicę. W końcu jednak głód go przypilił, poszedł na górę i tam wpadł w ręce Dorolki i Antka.

 

Zima

 

Zima

 

Zima

 

Zima

 

Wściekał się bardziej niż Pan Czesio z Karolkiem razem wzięci. Antek ledwo go mógł utrzymać, a Dorolka dwoiła się i troiła mydląc go i polewając wodą. Przestał płakać dopiero w ramionach Doroli. Wypuszczony smyrgnął w popłochu, a we mnie i Antka jakiś diabeł wstąpił i po całym domu za nim lataliśmy wołając - Zdjęcie! Zdjęcie mu zrobić trzeba! Dopadliśmy go w końcu na strychu, ukrytego wśród jakichś starych gratów, raz pstryknęłam, ale na więcej Dorola nie pozwoliła. Powiedziała, że chyba nam na mózg padło, ze strychu nas wypędziła i wypuściła nieszczęsnego Zimkę na dwór.

na strychu

 

Na dworze, pod schodami relaksowały się koty. Wpadł między nie Zimek, usiadł i z zapałem zaczął czesać nastroszone futerko. A co to za pokraka?! - zawołał Pan Czesio, ale Zima burknął tylko - Co się gapisz? Dopiero co sam lepiej nie wyglądałeś.... Pan Czesio dał spokój i na chodniczku pod schodami znów było sennie i miło.

 

co to za pokraka?

 

sielanka

 

Może by tak otworzyć myjnię dla kotów?

 

czyściutki Zimka

 

 

Tagi: koty
01:00, damakier1
Link Komentarze (16) »
niedziela, 20 lipca 2014

solenizant

 

Gdy rano wstałam,

W okienko spojrzałam,

Usłyszałam głos ptaszyny,

Że dziś Czesia imieniny.

 

No, a fanka Czesia – Ewa

Od miesiąca o tym śpiewa.

 

 

W imieniu rodziny i narodu, kochanemu Panu Czesiowi najserdeczniejsze życzenia imieninowe składa Karolek.

 

wszystkiego najlepszego!

 

 

A Pan Czesio w oczy mi zagląda i dopytuje niecierpliwie: Są jakieś komentarze? Są komentarze? Składają mi życzenia???

 

 

 

PS. Zima już wykąpany, ale ze względu zrozumiałego, relacja będzie w terminie późniejszym.

 

Tagi: koty
10:39, damakier1
Link Komentarze (17) »
piątek, 18 lipca 2014

Właściwie to kąpany miał być Zima. Nie wiadomo, gdzie ten kot łazi - niby jest sucho i ubrudzić się gdzie nie ma, a Zimek cały utytłany i wcale nie jak zima, ale jak jesienna szaruga wygląda. No i wczoraj wieczorem klamka zapadła – jutro z samego rana kąpiemy Zimę - obwieściła Dorola. Mogliśmy sobie postanawiać i Dorolka obwieszczać. Co z tego, skoro Zimka postanowił co innego? Całe dnie, od kiedy te upały się zaczęły, przychodził Zimek wczesnym rankiem na strych i z krótkimi przerwami na małe co nieco spał aż do samego wieczora, a dzisiaj - kamień w wodę! Ani rano na strych nie przyszedł, ani do miski nie zajrzał, ani go nigdzie na placyku ani w ogrodzie nie widać. Na próżno Antek szukał i Dorola nawoływała, najwyraźniej się Zimka przed kąpielą czujnie schował.

Za to kiedy wróciłam z zakupów, Antek zameldował: Wykąpaliśmy Pana Czesia! Okropnie się zdenerwowałam. Jak to, wykąpaliście beze mnie? A kto robił zdjęcia? - No, jak kąpaliśmy, to nie robiliśmy, ale już po wszystkim mokrego Czesiulka ci sfotografowałam - powiedziała Dorolka i pokazała mi w telefonie parę fotek, na których Pan Czesio owszem, mokry jest, ale kto to wie, czy po kąpieli, czy się na deszczu zmoczył?

 

Pan Czesio na mokro

 

Zła byłam bardzo, że mi taka gratka koło nosa przeszła, aż Antek powiedział - No dobra, to ci wykąpiemy Baryłę. Jego też nigdzie widać nie było, ale wyszłam na werandę i wystarczyło, że dwa razy głośno zawołałam Baryła! Baryła!, a spod kępy floksów wyjrzał Karolek, przeciągnął się, spojrzał pytająco i zaczął zmierzać w kierunku domu. Wyszedł mu Antek naprzeciw, złapał go w połowie drogi i na górę taszczył. Jeszcze tylko przy zlewie zdołałam ich zatrzymać i na półeczce kawałek pieczeni a'la kaczka szybko położyłam, żeby Karolek żalu do mnie nie miał, że go nie na coś pysznego, a na tortury z kryjówki wywabiłam. Poczekaliśmy aż zje, po czym Antek złapał Karolka, a ja aparat i poszliśmy na górę. Tam już czekała Dorola.

 

zaraz się zacznie...

 

zaczęło się...

 

ale mnie męczą...!

 

długo jeszcze?

 

... nareszcie!

 

 

W kąpieli Karolek był bardzo spokojny, nie wyrywał się ani nie drapał, w przeciwieństwie do Pana Czesia, który ponoć grandę urządził straszliwą i malownicze ślady pazurów Antkowi na rękach zostawił. Pod koniec tylko popłakiwał żałośnie, a wypuszczony na wolność smyrgnął po schodach, przysiadł na chwilę w przedpokoju na dole, uczesał się po swojemu i beztroski, jak zwykle powędrował do ogrodu.

 

trzeba się uczesać...

 

 

A tak elegancko prezentują się Pan Czesio z Karolkiem po kąpieli:

 

Pan Czesio

 

Karolek

 

 

Jutro łapiemy Zimę.

 

 

Tagi: koty
20:13, damakier1
Link Komentarze (18) »
wtorek, 15 lipca 2014

Wyszłem ...

 

wychodzę

 

wychodzę

 

wyszłem

 

siedzę

 

 

... i  przyszłem.

 

przyszłem

 

i jestem.

Tagi: koty
17:23, damakier1
Link Komentarze (26) »
niedziela, 13 lipca 2014

budleja Dawida

 

Miałam kiedyś w końcu ogrodu Budleję Dawida. Kupiłam w Rajskim Ogrodzie maleńką sadzoneczkę, nie bardzo wiedząc, co z tego ma wyrosnąć i niespodziankę miałam wspaniałą. Nie dość, że błyskawicznie się z tej sadzonki zrobił krzew ogromny, to jeszcze zakwitł przepięknie i zapachem swych kwiatów tłumy motyli do ogrodu przywabiał. Pojedynczy motyl, sam w sobie, w moim odczuciu dość obrzydliwy jest, ale rój motyli tańczący w letni dzień nad przepysznie kwitnącym krzewem – to widowisko bajecznie kolorowe i piękne. Wszyscy byliśmy naszą budlejką zafascynowani i z przejęciem fruwające nad nią motyle podziwialiśmy, a potem to się nawet dowiedziałam, że ta budleja z przyciągania motyli słynie i od tego swą drugą nazwę - motyli krzew - dostała.

Aż tu któregoś roku przyszła nadzwyczaj sroga zima i moja budleja przemarzła. Jeszcze się wiosną na paru rachitycznych gałązkach zielone listki pokazały, ale choć chuchałam i dmuchałam nie wyrosły wcale ani się żaden kwiatek nie pokazał. Miałam nadzieję, że może w przyszłym roku jaki zdrowy pęd od korzenia odbije, ale następnej wiosny pęd się żaden nie pokazał, za to mała paprotka, która dawniej obok budlei rosła, rozpanoszyła się okropnie i dorodną paprocią się stała. Tak, że już nawet miejsca nie miałam, żeby nową budlejkę posadzić.

 

paproć

 

 

No i bardzo się ucieszyłam, kiedy w tym roku na imieniny Dorolka z Tatinkiem podarowali mi piękną wiszącą budlejkę w doniczce.

 

budlejka

 

Czego też ci ogrodnicy nie wymyślą! W życiu bym nie przypuszczała, że z ogromnego krzewu, drzewa prawie, można zrobić roślinę doniczkową do ozdoby balkonów. A najważniejsze , że od rana do wieczora:

 

od rana

 

do wieczora

 

Tagi: ogród
19:51, damakier1
Link Komentarze (11) »
czwartek, 10 lipca 2014

Co u nas? Upał. Upał nad upał... Choć co chwila burze nad nami przelatują i ulewy rzęsiste na nas spuszczają, ogród i tak w słońcu się gotuje. Trawa porudziała, hortensje swe wielkie głowy smętnie opuściły. Tylko begonie na werandzie stoją dziarskie i najwyraźniej upalne lato sobie chwalą.

 

hortensja

 

begonie

 

Psa ni kota nie widać. Maniusia z Panem Czesiem na placyk się wyprowadzili, a reszta po kątach tak się skitrała, że nikogo nie uświadczysz...

 

na placyku: Pan Czesio

 

i z Maniusią

 

a tu trzeba poszukać...

 

Wronka na spacery chodzić nie chce wcale, czym cieszę się bardzo, bo i ja na spacerowanie najmniejszej nie mam ochoty. Chleb i coś do chleba kupić by trzeba - mówi mój mąż i - jedziesz ze mną? - pyta, a ja - jedź sam – na to odpowiadam. Tak samo Wronka, kiedy wieczorem, jak już niby chłodniej się zrobiło, po smycz sięgnęłam - popatrzyła na mnie i - a po co mamy gdzieś łazić? - zapytała - kiedy po ogrodzie też sobie pospacerować można...

 

Wrona w ogrodzie

 

Z tego wszystkiego wykąpałam Szopka. Śmierdział już tak potwornie, że gdyby jaka karmiąca matka obok przeszła, z pewnością by jej mleko w piersiach ścięło i powiedziałam sobie – chory nie chory, kąpiemy. Albo my, albo on!

Nalałam ciepłej wody do brodzika, na dnie położyłam duży ręcznik, żeby się Szopciowi bylełapki nie rozjeżdżały i nawet aparat w zasięgu ręki naszykowałam. Ale gdy Szopek w kabinie stanął, trząść się zaczął, łepek do góry zadarł i spojrzał na mnie tak żałośnie, że zaraz mu powiedziałam - nic się nie martw, żadnych zdjęć robić nie będę, uwiniemy się szybciutko i wszystko dobrze będzie. Jak kto zechce relację z kąpieli zobaczyć to tu sobie zerknie:

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/08/Szopek-w-kapieli.html

 

Niepotrzebnie się jednak nad Szopciem użalałam, bo gdy się tylko z brodzika wydostał, hulał po ogrodzie niczym młodzieniaszek i ani by kto pomyślał, że przed chwilą taką biedną starowinkę w kąpieli moczyłam.

 

Szopek z Wronką

 

Dziś na obiad zrobiłam chłodnik z młodej botwinki, z ogórkami świeżymi i małosolnymi, z posiekanymi ząbkami czosnku świeżymi i takimi podkiszonymi, ze słoja z ogórkami wyciągniętymi, a wszystko to obficie koprem obsypane. Jedliśmy żwawo choć nie milczkiem, a kiedy skończyliśmy, na werandzie zjawili się w komplecie: Wrona, Szopek i Karolek. Tak zawsze jest – choćby pusto wokół nas było i głucho, gdy tylko ostatni kęs przełkniemy i talerze na bok odsuniemy, cała trójka zjawia się przede mną i na swoje miski wymownie spogląda. A jak tylko od stołu się podniosę, Wronka na schodkach przy kuchennym blacie  się ustawia, Szopek podskakuje jak piłeczka i - Prędzej! Prędzej! - mnie pogania, a Karolek, wiadomo, czeka na przyzlewnej półeczce.

W ten upał jeden Szopek błyskawicznie swoją porcję pożarł i jeszcze w misce Wrony resztek poszedł szukać. Wronka tylko okrasę zlizała, parę chrupek przegryzła i tylko pilnowała, żeby jej coś Szopek na później zostawił.

 

Karolek

 

Karolek do swojej miseczki zajrzał, powiedział phiii... whiskas..., usiadł do miski tyłem i patrzył na mnie wyczekująco. Wyjęłam z lodówki plaster szynki wędzonej, tej, co to mój mąż specjalnie dla ciebie kupiłem powiedział, podrobiłam i włożyłam do miseczki. Myślałam, że się Karolek rozje i wszystko z miski opędzluje, ale gdzie tam! Szyneczkę skrupulatnie od reszty oddzielił, znowu się na półeczce rozsiadł i wymownie na mnie się gapił. Tym razem nadaremno, bo co za dużo to niezdrowo!

 

No i tak nam letnie, upalne dni mijają, z czego relację jak umiałam, tak zdałam.

 

i hortensja na koniec

 

 

Tagi: koty ogród psy
23:13, damakier1
Link Komentarze (24) »
 
1 , 2