Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
piątek, 31 sierpnia 2012

Siedzi sobie ta Maszeńka w Antka pokoju, dobrze się naje, w cieple się wyśpi i nic się nie przejmuje, że cały dom nam zdezorganizowała. Drzwi otwartych zostawić nie można, bo strach, że Maszka gdzie czmychnie i się
zgubi. Albo się nie zgubi i z przychówkiem powróci.

Karolek przed drzwiami Antka na ugiętych łapach się przemyka, a najmniejszy szelest zza drzwi dobiegający o palpitacje serca go przyprawia. Pan Czesio troszkę śmielej sobie poczyna i gdy drzwi uchylone się zostawi, nieśmiało na progu przysiada i do środka zerka, ale progu za nic na świecie nie przekroczy.

Z Zimką to nawet nie wiem, jak jest, a przed Franiem istnienie Maszki dalej trzymamy w najgłębszej tajemnicy.

Wronka dowiedziała się dzisiaj. Zajrzała przez drzwi, poniuchała, co to tak pachnie, na wszelki wypadek nastroszyła swój futrzany kołnierz i skwapliwie posłuchała, gdy powiedziałam – Wronka, nie właź!

Szopek za to pcha się do pokoju drzwiami i oknami, wpada, gdy tylko mu się uda, uwala się na środku pokoju i strajk okupacyjny zakłada. Maszka z daleka sobie na niego zerka i całkowity spokój zachowuje. Ale Szopek długo nie poleży i zaraz z jęzorem się pcha, żeby nowego kota umyć. To już dla kotki za dużo, prycha więc i syczy groźnie, w cienki kabłąk się wygina i musimy Szopka siłą odciągać z obawy o jego nos i oczy.

No i takie to z tą Maszeńką buty. Chciałoby mi się do starego spokoju wrócić i wzięłam się za szukanie jej nowego domu. Ale co z tego, że każdemu się kociczka nadzwyczajnie podoba i – O, jaka śliczna! - na jej widok każdy woła, kiedy jednocześnie  - A gdzie jej będzie lepiej, jak u was? - dodaje.

Dziś dopiero do głowy mi wpadło, że u znajomych jednych mogłoby znaleźć się dla Maszy miejsce. Już jedną taką szylkretową koteczkę, Nutkę, prawie dwadzieścia lat temu od nas dostali. Żyła sobie  szczęśliwie,
otoczona miłością i najlepszą opieką i w ubiegłym roku poszła sobie ze świata tego. Jest wprawdzie jeszcze u tych znajomych  stara, nieduża suczka, ale z Nutką się przyjaźniła, to i z Maszą zaprzyjaźnić by się chyba mogła.

Jutro znajoma ta przyjdzie na Maszy oglądanie. Ona to nawet i bez oglądania gotowa by była kotkę zabrać, ale z mężem naradę zrobić muszą.

I takie to ja mam z tym wszystkim zawracanie głowy, a tymczasem Maszeńka w łóżku się wyleguje, łepek do miziania podstawia i mruczy sobie w najlepsze.



 

 

 

 

21:05, damakier1
Link Komentarze (8) »
wtorek, 28 sierpnia 2012
poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Dzisiaj z samego rana pojechali z Maszą do weterynarza. Choć mój mąż stwierdził, że to nie kot jest, a kociotrupek w futerku, okazało się, że jest Maszka w całkiem niezłej kondycji. Jest jej wprawdzie tylko troszkę ponad dwa i pół  kilo, ale nie gorączkuje, kaszel, który na wsi ją męczył, już prawie minął i jedyne, czego jej trzeba, to dobrego podtuczenia. No to siedzi na razie zamknięta   w pokoju Antka, obstawiona miseczkami i ma przykazane zajadać i tyć. Nie ma z tym problemu wielkiego, bo apetyt ma przedni i wmiata wszystko niczym mały odkurzacz. Uwięzienie też jej chyba zbytnio nie przeszkadza – najwyraźniej polubiła pokój Antka i ani myśli poza bezpieczny teren nosa wyściubiać. 

Stare koty drzwi, za którymi nieznany stwór siedzi, omijają szerokim łukiem. Próbowałam dziś sfotografować u Maszki w gościach Pana Czesia, ale na krok spod drzwi się nie chciał ruszyć. Siedział sztywny, jak kołek i błagalnie patrzył na klamkę.

 

Franio w ogóle jeszcze o istnieniu Maszy pojęcia nie ma i boimy się mu ją pokazać, żeby znowu na emigrację się nie udał, jak to przy Karolku było.

 

A wieczorem wpuściliśmy do pokoju Karolka. Wszedł, rozejrzał się i podszedł do stojącego na podłodze kotenerka. Obwąchiwał go i oglądał długo i skrupulatnie, zaglądał do środka, a tymczasem kociczka spała smacznie na Antka łóżku.

 

Niczego Karolek w kotenerku nie znalazł i ruszył wokół pokoju. Obudziło to Maszkę i jak torpeda wyskoczyła z łóżka wprost na niego. Wiał tak, że miski po drodze poprzewracał,  wbił się w kąt przy drzwiach i przyciśnięty pupą do ściany usiłował ocalić swój cenny ogon. Nawymyślała mu kocica przeokropnie, nawygrażała ile wlezie, odwróciła się ze wzgardą i przysiadła na podłodze przed drzwiami. Ale choć już na niego nie patrzyła i nie krzyczała, Karolek dalej bał się spod drzwi  ruszyć i dopiero, gdy Dorola Maszę nogą trochę odsunęła, przez uchylone drzwi pośpiesznie się wymknął.

 

Przyznać muszę, że nas ta wielka bojowość  Maszy zaskoczyła i zwątpiłyśmy z Dorolką, czy się całe towarzystwo tak, jak do tej pory pogodzić uda. Trzeba się chyba poważnie wziąć za poszukiwanie koteczce nowego domu.

 

 

22:16, damakier1
Link Komentarze (7) »
niedziela, 26 sierpnia 2012

W ogóle nie trzeba ich było nigdzie samych puszczać! Wiadomo było, że jak się ten rolnik ekologiczny in spe ze swoją nieodpowiedzialną matką sami na wsi znajdą, nic dobrego z tego wyniknąć nie może. Mieli wracać w niedzielę, a już w piątek mój zięć Tatinek powiedział: Chyba będziemy mieli piątego kota. Zastygłam w charakterze znaku zapytania. Ja tam nie wiem – kontynuował – dzwoniła Dorolka, że mam wziąć kotenerek, jak będę po nich jechał. To twoja córka. Chcesz, to do niej zadzwoń – dodał ostentacyjnie. Myślałby kto, że mnie Dorolka posłucha! Nie będę dzwoniła tylko po to, żeby się niepotrzebnie denerwować – odpowiedziałam i chwyciłam za telefon. O, właśnie mówię Antkowi, że to na pewno babcia dzwoni, co z tym kotem! - zaszczebiotała Dorola. - Co z tym kotem? - zapytałam.

Jest strasznie biedna! Miała kocięta, ledwo je wykarmiła, a sama zagłodzona, prawie wyłysiała, ale jest szylkretowa, już ją odkarmiliśmy, śpi z Antkiem i przecież, jak pojedziemy to ona znowu będzie głodować i nie zostawiłabyś sama takiej biedy na zgubę... … …

Przerwałam zdecydowanie: Nie ma mowy!!! Taki dziki kot ze wsi z psami się nie zgodzi, Wronce na pewno oczy wydrapie, czego ci nigdy nie daruję, Franio znowu się z domu wyprowadzi, inne koty ją przepędzą, a zresztą, jak umrę, to sobie będziesz mogła zrobić kocie schronisko, ale … … …

 

No i jest niedzielne popołudnie. Tatinek rano po nich pojechał. Kiedy wychodził do samochodu, przezornie nie spojrzałam, czy taszczy ze sobą kotenerek.

 

Faktycznie, wygląda jak siedem bied i siedem nieszczęść.

Aha, nazywa się Masza.

 

Tagi: kotka
20:05, damakier1
Link Komentarze (16) »
środa, 22 sierpnia 2012

 

Spojrzałam przez okno, a na podjeździe pod brzozą siedzą Franio z Karolkiem. Łby mają do góry  zadarte i w coś, wysoko w gałęziach ukryte, jak sroki w gnat się wpatrują. Ale będzie fajne zdjęcie pomyślałam i
poleciałam po aparat. Drzwi otwierałam po cichutku, na schodach skradałam się niczym Winnetou – wszystko po to, by kotów nie spłoszyć. Pstryknęłam zza węgła jedno zdjęcie i już śmielej podeszłam bliżej. Całe te moje podchody do niczego nie były potrzebne, bo choć kręciłam się i pstrykałam ile wlezie, koty ani drgnęły i wgapiały się w to coś, co na gałęziach gdzieś siedziało, jak zahipnotyzowane. Nie kręć się tak – syknął
w końcu przez zęby Franek, a wkurzony Karolek dorzucił – I nie hałasuj! Zostawił Franka na czatach, a sam wlazł na płot i stamtąd próbował bliżej tego czegoś się dostać.

 

 

W głowę zaczęłam zachodzić, co też na brzozie siedzieć może? I też łeb do góry zadarłam, w plątaninę gałęzi się wpatrywałam z nadzieją wielką, że
stwora tajemniczego wytropię i jeszcze zdjęcie uda mi się mu zrobić. Nadaremnie! Patrzyłam i patrzyłam i niczego wypatrzeć nie mogłam.

I oczywiście, jak tylko zrezygnowana aparat do futerału zamknęłam, spod gęstwiny liści wyskoczyła wiewióreczka! Myk, myk smyrgnęła po grubym konarze na sąsiednią brzozę, hycnęła na dach sąsiadów, z dachu czmychnęła na działki i tyle ją widzieliśmy.

 

 

Tagi: wiewiórka
17:50, damakier1
Link Komentarze (13) »
wtorek, 21 sierpnia 2012

Jak mówi Dorota Sumińska, świetna lekarz weterynarii, kto chce moczyć zwierzę w wodzie, niech nie kupuje psa, tylko rybkę. Też jestem tego zdania i żadnego z moich psów nadmiernymi kąpielami nie nękałam. Wronka tylko dwa razy kąpana była – raz, zaraz po schronisku i raz, kiedy
wytarzała się na spacerze w jakichś szczurzych zwłokach. A tak,
za całą toaletę wystarcza jej ze dwa razy w tygodniu szczotkowanie
i od czasu do czasu przetarcie sierści mokrą gąbką. Zachodu z tym
bardzo niewiele, a Wronka i tak zawsze wygląda, jakby właśnie z
salonu piękności przed chwilą wróciła.

Dawniej Szopka też wystarczyło tylko wyczesać i jego imponujące futro było zawsze gładkie i lśniące. Ale teraz, gdy Szopek się postarzał, włos mu zmatowiał, kudły zaczęły splątywać się w kołtuny i chciał, nie chciał, trzeba trochę pracy jego urodzie poświęcić. Niestety, nie bardzo się ostatnio do szopkowej toalety przykładałam i włos mu się sfilcował okrutnie, sterczał na wszystkie strony, a w dodatku zaczął śmierdzieć tak obelżywie, że decyzja musiała zapaść – kąpiel!

We wczorajszą upalną niedzielę posadziłam Szopka w ogrodzie na stole, i najpierw porządnie wyczesałam, żeby bez sensu nie kąpać kłaków, które i tak zaraz z Szopka wylezą.

Czesałam, czesałam i czesałam, aż wyczesałam całkiem sporego drugiego pieska.

Potem zaniosłam Szopcia do łazienki, wsadziłam go do brodzika, a z wody natychmiast zrobiła się gęsta, czarna zupa. Chlapałam go tą breją i chlapałam usiłując sztywne kudły namoczyć, a woda przez zbitą warstwę
włosów wcale do skóry dotrzeć nie mogła. W końcu szamponu w to
napuściłam, obfitą pianę na Szopku udało mi się wytworzyć, a
potem długo i cierpliwie spieniony ten brud z niego spłukiwałam.

Czyściutkiego Szopka wypuściłam na rozłożone ręczniki. Powycierał się energicznie i capnęłam go znów na ogrodowy stół do dalszej obróbki.

No i nijak uczesać po kąpieli się Szopka nie dawało. Mokre kudły zbiły się w sztywny filc tak splątany, że ani szczotka, ani grzebień przebić się nie mogły. Położyłam Szopka na stole, obracałam to na boczek, to na plecki i
delikatnie, włos po włosku rozplątywać próbowałam. Szopek posapywał, postękiwał, czasem zapiszczał zdrowo, bo choć się bardzo starałam, mocniej szarpnąć niechcący mi się zdarzało. Raz nawet capnął mnie za rękę, ale na szczęście zębów już ostrych, jak kiedyś nie ma i uszłam cało



Jakoś udało mi się wyczesać włosów na następnego pieska, ale układać już go nie chciałam, bo i tego jednego zaczynałam mieć dosyć. Puściłam Szopcia w ogród i powiedziałam mu: Jutro ciąg dalszy!

Nazajutrz, czyli dziś, przeszła nad Szczecinem wielka burza, zmoczyła ogród doszczętnie, więc  usadziłam Szopka na stole na werandzie. Po wczorajszym czesaniu śladu nie było, skudłacony i sfilcowany był jak nieszczęście, ale suche włosy rozczesywały się o wiele łatwiej niż wczoraj.
Błyskawicznie wyczesałam z niego puchatych kłaków nie na jednego,
ale na pięć nowych piesków.

Szopek otrząsnął się chwacko i proszę, jaki z niego teraz elegancki piesek:

 

 

niedziela, 12 sierpnia 2012

 

Pierwszym robalem bawiła się malutka Dorolka. Była to plastikowa gąsienica przyczepiona do dorolkowego wózka. Mówiliśmy na nią robal, bo wyglądała jak robal. Jak to gąsienica.

Dorola wyrosła, a gąsienica poszła w zapomnienie. Do czasu, gdy nastała Papsiuka.

 

Papsiuce gąsienica bardzo przypadła do gustu. Szybko ją nauczyliśmy, że to robal i na zawołanie - Przynieś robala – przybiegała z  gąsienicą.
A że była Papsiuka prymuską i chwalipiętą, gdy przychodzili
goście to i bez żadnego namawiania z robalem w pysku się
meldowała, a zaraz potem, jak zachwyty nad jej mądrością umilkły,
pędziła po miskę i gościom ją nadstawiała, by należne datki zebrać.

I tak, od czasu Papsiuczki,
wszystkie psie zabawki były i są robalami.

Każdy kolejny pies jakiegoś tam
swego robala miał i się nim podbawiał, ale prawdziwe robalowe
szaleństwo zaczęło się z Wroną. Wrona robale pokochała całą
swą psią duszą, bawiła się nimi całymi dniami, nosiła po domu,
w ręce nam wtykała, by bawić się razem z nią, do snu je układała
i kto wie, czy nie karmiła gdzie w kąciku. Wzruszało nas bardzo,
że biedna ta psina, po schroniskowej niedoli tak bardzo mięciutkich,
pluszowych zabawek jest spragniona, a przy tym z nadzwyczajną
łagodnością je traktuje i nie niszczy wcale. A że w każdym
szmateksie całe kilogramy robali  za grosze można kupić, często
gęsto Wronce przeróżne pluszowe stwory kupowałam. Oprócz misiów
oczywiście, bo miś to miś, a robale to robale.

Tak tej Wronce  dogodzić
chciałam, że chyba bym robalami dom zasypała, gdyby nie Szopek,
który tylko patrzy, jak  zabawkę podebrać, sprytnie dziurkę w
niej wygryźć i wszystko, co ma w środku na wierzch powyciągać.
Dzięki temu robali nie tylko przybywa, ale i ubywa.

Z czasem  Wrona z zabawą, a  ja z zakupami trochę się ustatkowałyśmy , ale dalej kupuję od czasu do czasu, a Wronka bardzo się cieszy, gdy z nowym robalem w torebce z miasta wrócę. Natychmiast wie, że prezent w torbie jest – O, robal! Robal! - woła – Dawaj go, dawaj! - a gdy pluszaka jej rzucę, w lot go w powietrzu zgrabnie pochwyci i wszystkim po kolei pokazuje, żeby podziwiali i razem z nią się cieszyli.

Ostatnio właśnie ślicznego czerwonego smoka Telesfora jej kupiłam i Wronka, jak dzieciak nową zabawką zachwycona, z wszystkimi bawić się nowym robalem chciała, aż w końcu Antka do ogrodu wyciągnęła.



 

A jak się cała trójka wybawiła
i wymęczyła, poszła Wronka z robalem małą drzemkę sobie uciąć.

 

 

Ale minęło dni parę i już
Wronę  różne inne sprawy zaczęły zajmować, a o robalu
zapominała.



  

Na to właśnie czekał Szopek

 

 

Jak się Wrona szybko nie
połapie, co Szopek wyczynia, to zaraz będzie po robalu.

 

 

 

Zdjęcie 1. jest autorstwa
Olgi_w_ogrodzie.

Bardzo dziękuję za pozwolenie
na jego wykorzystanie.

 

 

 

sobota, 11 sierpnia 2012


Ostatnio przewija się przez internetowe fora link do filmiku pokazywanego w tvn24:

www.tvn24.pl/usypia-psa-w-jeziorze-on-zyje-dla-tego-zwierzecia,270216,s.html

Na filmie widać, jak przystojny młody pan pławi w wodzie swojego schorowanego psa, a pod filmikiem są komentarze pełne wzruszeń i  zachwytów nad wielką dobrocią młodego tego człowieka.

A mnie żal okropnie tego starego, bezradnego psa, którego pan tak bardzo musi sobie i światu udowodnić swą wielką dobroć. Jest tam w filmie powiedziane, że w ten sposób pan spłaca swemu psu dług wdzięczności, jaki przed laty zaciągnął. A ja uważam, że jedyna powinność, jaką pan ten ma wobec psa swego, to uznać, że czas jego przyjaciela nadszedł i pozwolić mu umrzeć godnie i spokojnie. Pozwolić, a może i nawet pomóc...

To trudne. Bardzo trudne i dobrze sfotografować ani wrzucić do internetu się nie da.

 

Życzę wszystkim psom, aby na swej drodze spotykały samych dobrych panów. Ale przed za dobrymi – chroń Panie Boże.

piątek, 10 sierpnia 2012

 

Kiedy w oddali przejedzie ostatni wieczorny tramwaj, w ogrodzie zapada
cisza. Przez moment jest tak absolutna, jakby ogród zamarł w całkowitym bezruchu. Ale już po chwili na czereśni poruszy się moszczący się do snu ptak, na gruszy zaskrzeczy sroka, a po dachu werandy tupiąc przebiegną kuny. Fajnie się siedzi wtedy i obserwuje nocne życie ogrodu. Obok leżą Szopek i Wronka. Na przemian przekrzywiają głowy i strzygą uszami czujnie nasłuchując.
Ale nic się nie dzieje nadzwyczajnego, więc psy leżą spokojnie
patrząc, jak koty buszują po trawniku. W koty jakby po męczącym,
upalnym dniu nowe życie wstąpiło! Gonią się po całym ogrodzie
bezlitośnie tratując mi floksy i skalniak przy wodnym oczku. Gdy im
się znudzą te gonitwy, wypadają na trawnik i podskakując wysoko,
pacają łapami tylko dla nich widoczne muszki. Psów nic a nic to
nie obchodzi. Dopiero gdy przez trawnik ni stąd, ni zowąd przetoczy
się dziwna szara piłka, Wrona poderwie się sprawdzić, co to za
intruz.

 

 

Jeż wcale się nią nie przejmuje, nawet nie zwinie się w porządny kłębek   podczas gdy najpierw Wronka, a potem Szopek skrupulatnie, igiełka po igiełce, ale i ostrożnie obwąchiwać go będą. Ot, przycupnie tylko w trawie i czeka, aż się to wąchanie psom znudzi.
Później potoczy się nieśpiesznie na kamienie przy wodzie. Tam już czekają Karolek z Panem Czesiem, ale najwyraźniej respekt przed jeżem duży czują, bo żaden leciutko nawet tknąć go nie śmie. Siedzą tylko i się gapią.

 

Ja też się gapię i czekam, co dalej dziać się będzie, ale koty nad jeżem siedzą i siedzą i nie dzieje się nic. No to zbieram się powoli, wołam psy, po chwili przychodzą też  koty i wszyscy chowamy się do domu na jutro.

 

 

 

 

 
1 , 2