Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
sobota, 29 sierpnia 2015

Dziś nad ranem zdrowo popadało, później się wypogodziło, ale upał nie powrócił i po południu zrobiła się wspaniała pogoda na długi spacer. Wybrałyśmy się pod wieczór. Poszłyśmy w stronę psiego wybiegu i okazał się to bardzo dobry wybór, bo zrobiło się tam naprawdę pięknie. Najpierw droga prowadziła przez ukwieconą łąkę i fotografowałam z zapałem, a w głowie miałam już nawet świetny tytuł do blogowego wpisu: Kolory późnego lata...

 

xx

 

xx

 

xx

 

Minęłyśmy łąkę i leśną drogą doszłyśmy do wybiegu. Ale nie weszłyśmy - celowo prędko przeszłam obok, bo jak sobie pomyślałam, że znowu Wronka każe mi robić sto zdjęć pod tytułem Suczek na daszku, to mi zaraz chęć na wchodzenie przeszła.

 

Skręciłyśmy w drogę między ulicą Arkońską i działkami, doszłyśmy do Kociej Wenecji (http://wwwtrembil.blox.pl/2013/04/Kocia-Wenecja.html) i znalazłyśmy się na wielkiej polanie po przeciwnej stronie tej ukwieconej łąki. Wronka, która uwielbia wielkie przestrzenie, spojrzała na mnie błagalnie odpięłam więc smycz i wystrzeliła wielkim pędem w wysoką trawę. Uszy jej powiewały na wietrze, wywalony jęzor radośnie zwisał z roześmianego pyska i takiego doznała pierdolca, że ledwo ją mogłam złapać w kadrze:

 

xx

 

xx

 

xx

 

Nagle zastygła w bezruchu, a potem z postawionym na sztorc kołnierzem, z wyciągniętym jak struna ogonem, zaczęła sunąć powoli w stronę niezbyt odległych zarośli. Wronka wracaj! Zostań! Nie wolno! - krzyczałam za nią cała w nerwach, ale gdzie tam! Ani myślała mnie słuchać. Zamiast zawrócić, uparcie parła do przodu tyle, że co raz niżej do ziemi przypadała aż w końcu brzuchem po trawie szorować zaczęła. Wtedy przystanęła i przywarowała.

Teraz ja ruszyłam w jej stronę. Szłam krok za krokiem, najwolniej jak umiałam, z wielkim strachem, że gdy Wronka za plecami moje wsparcie poczuje, nabierze odwagi i ruszy do ataku. Na szczęście tak się nie stało. Kiedy do niej podeszłam, podniosła się tylko i siadła wyprostowana. Przypięłam jej smycz, a ręce mi się tak trzęsły, że ledwie trafiłam karabińczykiem w kółko obroży.

 

A kiedy już trzymałam Wronkę bezpiecznie na smyczy, wreszcie miałam głowę na to, by chwycić za aparat i fotografować:

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

00:27, damakier1
Link Komentarze (22) »
środa, 26 sierpnia 2015

Pierwszego wytropił Pan Czesio. Siedzieliśmy długo w noc na werandzie, gdy z ogrodu rozległo się jakieś ni to zawodzenie, ni to warczenie - wziął mój mąż latarkę i poszliśmy sprawdzić. Pan Czesio stał koło ogrodowego węża, trząsł się z emocji niczym osika i wydając przedziwne te dźwięki wpatrywał się w najeżoną kulę, toczącą się po trawniku:

 

xx

 

xx

 

Parę dni później wracałyśmy z późnego, wieczornego spaceru. Poszłam przodem, a Wronka przystanęła czekając na Karolka, który nie wiadomo skąd pojawił się na środku ulicy.

 

xx

 

Ja czekałam na Wronę, Wrona na Karolka, nie działo się nic i nagle Karolek jednym susem wskoczył na murek przy płocie. Wskoczył i zamarł. Nie drgnął mu nawet koniuszek wyprężonego jak struna ogona.

 

xx

 

Trwał tak długą chwilę, a za płotem - szur, szur, szur... - coraz głośniejsze rozlegało się szuranie. Nasłuchiwał Karolek i nasłuchiwał, w końcu zeskoczył, by z bliska sprawdzić, co to tak szura.

 

xx

 

Jeż, jeż, jeż...! - zawołał - Wrona, zobacz, mam jeża! Ale Wrona nie słuchała, bo już dawno stała pod drzwiami i czekała, aż dam jej pospacerną chrupkę.

 

xx

 

Następnego wieczoru na spacer po placyku wzięłam Szopka. Dookoła było było pusto tylko kot sąsiadów, jak zwykle wisiał na płocie. Cicho nie było, bo z naszego ogrodu dobiegało zajadłe ujadanie Wrony. Jeż...! Jeż...! Jeż...! - wydzierała się straszliwie, podczas gdy Szopek sprawdzał, czy na placu przy „budowie” nie znajdzie się czego do zjedzenia.

 

xx

 

Jeż...! Jeż...! Jeż...! - darła się dalej, gdy już wróciliśmy do domu. Aż w końcu z zarośli wyleźli obudzeni tym wrzaskiem Pan Czesio z Karolkiem i zawołali zgodnym chórem: No i czego się tak drze po nocy? Jeża nie widziała...?

 

xx

 

Tagi: jeże
15:15, damakier1
Link Komentarze (17) »
czwartek, 20 sierpnia 2015

Idę karmić koty! - zawołał Antek. Bo Antek od jakiegoś tygodnia jeździ aż za Odrę do Dąbia, karmić koty wyjechanych na urlop znajomych Doroli.

Idę karmić koty! - zawołał, ale zanim poszedł, zaszedł do kuchni sprawdzić, czy nie mam w lodówce czegoś, czym przed wyjściem mógłby nakarmić się sam.

Idę karmić koty! - to antkowe zawołanie wpadło w uszy, zakręciło się w mózgu i postawiło na nogi drzemiącego w krzakach pod werandą Pana Czesia.

Sekundę trwało, jak się Pan Czesiulek poderwał, wpadł na schody, przemknął jak strzała za plecami grzebiącego w lodówce Antka i zatrzymał dopiero przed leżącą torbą, którą Antek w drodze do lodówki beztrosko porzucił na podłodze.

 

Idzie karmić koty..., Idzie karmić koty... powtarzał Pan Czesio gorączkowo, z każdym powtórzeniem większej nabierając pewności, że mądry kot zawsze powinien być tam, gdzie karmią koty. I gdy Antek przed wyjściem zarzucił sobie torbę na ramię, Pan Czesiulek był już gotów do drogi.

 

xx

 

xx

 

Ewę oraz wszystkich Wielbicieli Pana Czesia pragnę uspokoić, że nie puściliśmy Pana Czesia w tak daleką drogę. Nakarmiłam go na miejscu.

 

xx

 

A skoro to wpis o karmieniu, podaję propozycję pysznego obiadu na upalne dni:

Utrzeć w malakserze na absolutną paćkę ze dwa, trzy gruntowe ogóry i parę ząbków czosnku. Wymieszać z maślanką, dosypać sporo posiekanego kopru, posolić, popieprzyć i wstawić do lodówki. Jak się schłodzi, podawać z ziemniakami bogato obsypanymi usmażonymi na skwarkach kurkami. Z tym, że ja wolę, jak ziemniaki są też podsmażane, a mój mąż woli, żeby zamiast ziemniaków był makaron.

Tu powinno być zdjęcie potrawy, ale zanim pomyślałam, żeby o tym napisać, już było zjedzone. No to wstawiam zdjęcie kurek, które znalazłam w internecie:

 

xx

 

Tagi: koty
17:06, damakier1
Link Komentarze (8) »
niedziela, 16 sierpnia 2015

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

Tagi: koty upał
15:00, damakier1
Link Komentarze (11) »
sobota, 15 sierpnia 2015
wtorek, 11 sierpnia 2015

Ach, w te upały na nic sił ani chęci nie mam! To pomyślałam, że chociaż jakiś znak dam, żeby pokazać, że jeszcze żyję...

A cóż w ten upalny czas można pokazać lepszego, jak nie Zimę?

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Tagi: koty
20:37, damakier1
Link Komentarze (7) »
sobota, 08 sierpnia 2015

Oj, nadupał, nadupał...

 

W sypialni, w najbardziej zacienionym kątku za łóżkiem, natknęłam się na Wronkę.

 

xx

 

 

Na werandzie beznadziejnie szukał ochłody Szopek.

 

xx

 

Pomyślałam - przejdę się, poszukam reszty i zrobię reportażyk „zwierzaki w czas upału...”

 

Zaraz za progiem znalazłam Frania.

 

xx

 

Pstryknęłam i.... i nic! Chodziłam po całym domu, po ogrodzie, po placyku, zaglądałam w każdy kątek, pod każdy krzaczek i ani Maszeńki, ani Karolka, ani, co wróży najgorzej, kawalątka Zimy nie znalazłam.

 

Za to, gdzie bym nie poszła, wszędzie znajdowałam Pana Czesia.

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Tagi: koty psy
14:37, damakier1
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 03 sierpnia 2015

 

xx

 

 

Wlazł kotek na płotek
i mruga,

 

xx

 

 

ładna to piosenka,

nie długa.

 

 

xx


Nie długa, nie krótka,
lecz w sam raz,

 

 

xx


zaśpiewaj koteczku,
jeszcze raz.

 

 

xx

 

 

Zadziwiający to kotek! Widzę go, ilekroć zerknę z okna na placyk.

 

 

xx

 

 

Czy upał, czy zimno, czy słota - siedzi zawsze pośrodku tego samego przęsła, obojętny na wszystko dookoła. Łeb mu się kiwa, raz jedna, raz druga łapka mu się z płotu omyka. Przechyli się nieraz tak, że zdaje się zaraz zleci na ziemię, ale nawet w najgłębszym śnie równowagi nie traci, jakby się wylegiwał w najwygodniejszym łóżku. Kiedy te fotki robiłam, nie drgnął nawet ani okiem nie mrugnął.

 

 

xx

 

 

 

A i Szopek, w tę i z powrotem wzdłuż płotu łażący, stoickiego spokoju mu zakłócić nie zdołał.

 

 

xx

 

 

Musi to być jaki koci filozof...

 

Tagi: koty
18:10, damakier1
Link Komentarze (6) »
sobota, 01 sierpnia 2015

Paskudna była ta końcówka lipca - zimno, wietrzno, mokro i ponuro... Nie tylko do ogrodu, ale nawet na werandę wyjść się nie chciało. Tyle, żeby drzwi psom i kotom uchylić i zaraz schować się do środka.

 

Aż tu przyszedł pierwszy dzień sierpnia - ciepły i słoneczny. Spojrzałam z werandy i okazało się, że gdy zła siedziałam zamknięta w domu, lato w ogrodzie wcale nie próżnowało:

 

Lilie pyszniły się różnobarwnymi kwiatami

 

xx

 

xx

 

Hortensje wystawiały do słońca ogromne kule kwiatów

 

xx

 

xx

 

Układały się w liczne kobierczyki te małe żółte kwiatki, co to nie wiem, jak się nazywają

 

xx

 

A nad wszystkim unosił się piękny zapach floksów i mojej ulubionej lawendy

 

xx

 

xx

 

Chodziłam po ogrodzie, fotografowałam, a za mną, krok w krok, szła Wrona. W końcu się znudziła, przysiadła na schodkach, popatrzyła dookoła i zadumała: - i pomyśleć, że to wszystko moje...!

 

xx

 

Tagi: ogrody
17:00, damakier1
Link Komentarze (10) »