Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
środa, 30 września 2015

Jak się ma przyjaciół, to człek nie zginie. Odsiecz przybyła, wszystko było bardzo proste póki siedziała. Jak sobie poszła, wszystko się skomplikowało, ale powolutku, aż do skutku...

 

Na razie parę zdjęć bez ładu i składu. Ot, tak - dla wprawy:

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Basiunia, dzięki! :)

 

21:11, damakier1
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 21 września 2015

W komputerze miałam Windowsa 7 i od jakiegoś czasu uporczywie mi się zaczęło pokazywać na ekranie, że jest już Windows 10 i nawet mi pisali, że za darmo. Mnie się ta siódemka bardzo podobała, wszystko, czego potrzebowałam to umiałam i co mi taki ekranik z zachętą do dziesiątki się wysunął, to ja go „klik i znikł”. Aż się na mnie wkurzyli i już nie Windows zachęca, tylko Windows zaleca zaczęli mi na ekranie wypisywać. Ale byłam twarda.

 

Już jakiś czas temu zaplanowaliśmy z przyjaciółmi grilla pod hasłem pożegnanie lata. Na ubiegłą sobotę. I jak w zeszłym tygodniu pojechaliśmy z mężem poczynić stosowne zakupy, na koniec stanęliśmy przy stoisku z alkoholami. Oni będą pili czystą - powiedział mój mąż – ale ja, to bym sobie coś brązowego kupił... A ty co będziesz piła? - Och, ja to do mięsa najwyżej jedno piwo wypiję, a potem to mi dasz troszkę tego brązowego do szklaneczki...

Z piwem poszło prędko, z czystą też, a z tym brązowym to mamy taki pomysł, że jak już tyle jest tego dobra, to grzechem by było w kółko Jasia wędrowniczka męczyć i jak jest okazja, to trzeba próbować czegoś nowego. No to stanęliśmy przed ścianą butelek i wybieramy: ja patrzę, która butelka najładniejsza, a mój mąż za konesera robi i skrupulatnie czyta etykiety.

W końcu natrafiliśmy na całkiem ładną butelczynę, a jakże – litrową i na etykiecie miała napisane, że zawartość jest dwunastoletnia, ma wyczuwalne aromaty toffi i karmelu i że była ulubiona przez Winstona Churchilla. To kupiliśmy.

Przyszła sobota, pogoda była piękna, jak na końcówkę lata przystało, goście przyszli, mój mąż grilla rozczmuchał - najpierw kaszaneczka, potem faszerowane pieczarki i karkówka. Wszystko to jedną butelką piwa opękałam, a kiedy przyszła pora na jesienny kokosowy placek ze śliwkami, podstawiłam szklaneczkę po to brązowe. Spróbowałam i powiem Wam, że ten Winston Churchill to mądry człowiek był...

Przez całe to grillowanie rozmawialiśmy o różnych rzeczach, trochę o polityce, trochę o tym i owym, a gdzieś tak w okolicach mojej kolejnej szklaneczki nasz przyjaciel zapytał: macie już może dziesiątkę? - No właśnie ciągle mi wypisują, żebym zainstalowała, ale się bronię... zaczęłam, a nasz przyjaciel przerwał mi zdecydowanie, nadzwyczajne zalety tej dziesiątki przed nami roztoczył i mowę swą zakończył: jak chcecie, to mogę wam zainstalować. - To zainstaluj - powiedziałam i jedynym dla mnie usprawiedliwieniem jest, że gdy wypowiadałam zgubne te słowa, tak do końca  trzeźwa nie byłam.

No i zainstalował...

W niedzielę się okazało, że nie masz na świecie niczego milszego niż nasza stara siódemka była. Wszystko jest teraz inaczej, nic nie umiem i zaoszczędzę Wam już opisu ile znoju, potu i krwi mnie kosztowało, żeby w ogóle to wszystko napisać i na blog wstawić. Pisanie, jak widać, jakoś opanowałam, ale ze zdjęciami totalna klęska - z aparatu po wielu próbach udało mi się trochę zdjęć na dysk wgrać, ale dalej nie mogę z nimi zrobić NIC.

Nic mi innego nie pozostaje, jak przerwę w blogowaniu ogłosić, a czas na blogowanie przeznaczyć na uczenie się tej cholernej dziesiątki. Ale zaglądajcie, parę telefonów już wykonałam i odsiecz nadciąga. Się nauczę.

 

23:33, damakier1
Link Komentarze (26) »
czwartek, 17 września 2015

Nadzwyczajnie obrodziła w tym roku nasza stara grusza:

 

xx

 

Każdego ranka zbieram z trawnika spadłe przez noc gruszki, a potem w ciągu dnia słucham dobiegającego z ogrodu bęc..! bęc...! spadających następnych. Pomiędzy gruszkami wyleguje się w słońcu Wrona, bo właśnie ten skrawek trawnika upodobała sobie na plażowanie. Idź stąd, bo ci jaka gruszka na łeb spadnie – mówię jej, ale ona nawet głowy nie podniesie ani oka nie otworzy. Macha tylko leciutko koniuszkiem ogona, w ten sposób dając mi znak, że słyszy i żebym głowy nie zawracała. Nie, to nie... leż sobie, jak ci tu dobrze - odpowiadam jej na to, a w myślach dodaję: do czasu..., do czasu...

 

xx

 

xx

 

Sama się boję, żeby lecącą z wysoka gruszką nie oberwać. Przekradam się z wiadereczkiem w dłoni aż mój mąż woła z werandy, żebym kask na głowę założyła. Tylko ramionami wzruszam na jego wołanie i niewykluczone, że teraz on mamroce pod nosem swoje do czasu... do czasu...

Przy zbieraniu towarzyszy mi Szopek. Sunie przez trawnik od gruszki do gruszki, przypatrując się bacznie, którą by pożarł:

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

Teraz, kiedy wycięliśmy czereśnię, z tym większym sentymentem starej gruszy się przyglądam, bo to już ostatni świadek mojego dzieciństwa. Są jeszcze wprawdzie dwie jabłonki, ale choć jabłka mają bardzo dobre, może dlatego, że były i pozostały niewielkie, nie zajmowały nigdy mej dziecięcej wyobraźni. Ot, zwykłe drzewa owocowe... Co innego czereśnia i grusza. Ale tak, jak czereśnia jednocześnie przyjaciółką i domem mi była, tak grusza fascynowała mnie swym ogromem i trochę się jej bałam. Lubiłam stać pod nią z zadartą głową i obserwować, jak w gęstwinie gałęzi kręcą się ptaki, podglądałam stukające w pień dzięcioły. Ale nigdy nie zdarzyło mi się dostrzec ukrytego wysoko w liściach czubka gruszy, za to często zdarzało mi się oberwać guza od spadającej nagle gruszki.

 

xx

 

Parę lat temu przyszła na Pogodno jakaś zaraza owocowa, właśnie na gruszki i myśleliśmy, że już się nasza grusza nie wykaraska. Rok po roku traciła coraz więcej zakażonych jakimś paskudztwem liści, a gruszek na niej było tyle, co kot napłakał. A później powoli zaczęła się poprawiać i w tym roku cudownie ozdrowiała - na wionę stanęła obsypana białym kwieciem, a teraz wychodzę każdego ranka do ogrodu i zbieram gruszki.

I tak sobie myślę, że jak co do czego przyjdzie, to nie ja starą gruszę, a raczej ona mnie pożegna...

 

xx

 

Wcześniej o tej gruszy pisałam też tutaj:

 

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/02/Koncowka-lata-dojrzewaja-gruszki.html

 

xx

 

Tagi: ogród
22:45, damakier1
Link Komentarze (11) »
niedziela, 13 września 2015

Spójrzcie na to zdjęcie:

 

xx

 

Nie, to nie jest Wronka. I chyba nawet nie jest to jej siostra. Ale spójrzcie jeszcze raz i później popatrzcie niżej na zdjęcie Wronki:

 

xx

 

Ta sama lśniąca głęboką czernią sierść, to samo uważne spojrzenie, identyczna wielkość i nawet w uszach taki sam bałagan (no, prawie). I w dodatku obydwie są w identycznym wieku siedmiu lat.

 

Ta suczka na pierwszym zdjęciu ma na imię Bella i nawet jeśli nie jest siostrą Wrony, to na pewno jest tej samej rasy ogólnej i wszelkie przymioty fizyczne oraz psychiczne – pogodny charakter, ostrożną dzielność, przymilność, serdeczność i mądrość nadzwyczajną – zgodnie z wzorcem dla tejże rasy, tak samo, jak i Wronka, posiada.

 

Swój dotychczasowy, szczęśliwy żywot wiodła Bellunia u swych kochanych ludzi razem z innymi jeszcze psami, kotami, kozami i koniem. Niestety, tak się jej ludziom los potoczył, że muszą sobie znaleźć nowe miejsce w życiu, gdzie  zwierząt zabrać nie da rady. Cały rok szukała jej pani nowych domów dla swych zwierząt i sytuacja jest taka, że jedna Bellunia jeszcze na swą nową rodzinę czeka. Zresztą, co ja się będę rozpisywała, wszystko opisane jest tutaj u Hany:

 http://dzikakurawpastelowym.blogspot.com/2015/09/odezwa.html

 

Tak, u tej samej Hany, która wypatrzyła u mnie Łatkę, dzięki czemu Łatka trafiła do pana Tymczasa, który się w niej zakochał, przerobił ją na Fretę Garbo, a sam z pana Tymczasa stał się Panem na Zawsze.

Całą tę historię można sobie przypomnieć zaczynając tutaj:

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/11/Komu-Latke.html

 

No to sami pomyślcie: jeśli jest takie nadzwyczajne zrządzenie losu, że ta sama Hana, która wypatrzyła na moim blogu malutką, szukającą domu suczkę, teraz sama innej suczce, jeszcze większym zrządzeniem losu identycznej, jak Wronka i tak samo mądrej i kochanej... (o Jezu, ale się zapętliłam!). No więc jednym słowem, musi znów to ktoś przeczytać, zakochać się w Belluni i zakończyć tę historię tak cudnie, jak się historia z Fretą Garbo skończyła!

 

No i jeszcze raz popatrzcie - to Bella:

 

xx

 

A to Wrona:

 

xx

 

Tagi: psy
15:59, damakier1
Link Komentarze (10) »
sobota, 12 września 2015

Była dziś w Szczecinie manifestacja poparcia dla uchodźców z Bliskiego Wschodu. Przy Pomniku Czynu Polaków na Jasnych Błoniach. Przyszłam pod sam koniec, bo to w naszym spacerowym parku i nie chciałam zostawiać Wronki w domu, a na dłużej iść z psem między manifestujących trochę się obawiałam. Ale gdy przyszłyśmy, zdążyłam jeszcze ustawić się w niewielkiej kolejce i podpisać petycję, apelującą do pani premier o udzielenie uchodźcom pomocy. Ludzi było jeszcze całkiem sporo, młodych i starych, dużo dzieci. Uśmiechniętych i życzliwych. Po tym wszystkim, co ostatnio słyszę i czytam, zwłaszcza w internecie, było to, jak haust świeżego powietrza...

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Równolegle na Placu Grunwaldzkim odbywała się manifestacja przeciw imigrantom. Ale tam pójść nie miałam najmniejszej ochoty.

 

xx

 

xx

 

 

 

23:16, damakier1
Link Komentarze (11) »
czwartek, 10 września 2015

Pomysł na ten wpis przyszedł mi od Gosianki Wrocławianki, którą pewnie znacie, bo nieraz już tu gościła. Otóż opowiedziała ona czego nauczyła swą malutką suczkę Fikę i zapytała, czego my uczymy swoje psy:

 

http://www.zamoimidrzwiami.blogspot.com/2015/09/co-umie-fika-czesc-1.html

 

Miałam zamiar odpowiedzieć u Gosianki w komentarzach, ale zanim zaczęłam pisać, spytałam Wronkę, a ona tak się rozgadała, że się cała duża opowieść z tego zrobiła. Tyle, że w tej opowieści to bardziej Wronka nauczycielką, a ja uczennicą jestem...

 

xx

 

Na samym początku zaczęłam uczyć Wronkę karności. Kiedy już odważyłam się ją puszczać ze smyczy, najpierw na ogrodzonym wybiegu, a później w parku, zawsze miałam w kieszeni pyszne chrupki i gdy Wronka na me wołanie posłusznie przybiegała, nagradzałam ją chrupką. Wronka przybiegała albo nie, a gdy miała ochotę na chrupkę, przybiegała i bez mojego wołania. Ja oczywiście skwapliwie dawałam jej chrupkę i tym sposobem to ona mnie nauczyła, że gdy do mnie podbiegnie, mam jej dać chrupkę.

 

Jak jej tak dobrze pierwsze lekcje poszły, szkoliła mnie dalej. Wielkim problemem na naszych spacerach byli rowerzyści. Wiadomo, rowerzyści po chodnikach jeżdżą, a Wronka na każdego, który nas mijał rzucała się z wielkim ujadaniem i w wielkim strachu ciągle byłam, że jeszcze którego z roweru zrzuci. Aż tu któregoś razu, widać miałam coś bardzo smakowicie pachnącego w kieszeni, bo Wronka na wyprzedzający nas rower najmniejszej uwagi nie zwróciła, tylko uporczywie i zawzięcie pyrgała mnie nosem w kieszeń. Oczywiście, z wielkiej radości dałam jej przysmak z kieszeni i tak otrzymałam następną lekcję, że ilekroć w pobliżu pojawi się rower, mam dać Wronce chrupkę.

Podobnie było z działkami. Denerwowałam się bardzo, kiedy mijałyśmy jakąś działkę, której furtka stała otworem. Wronka traktowała to jako zaproszenie specjalnie dla niej, wpadała do środka, oblatywała działkę dookoła i jeszcze bywało, że naszczekała na gospodarzy. Zdarzało się, że gospodarze cieszyli się z tych odwiedzin i byli dla nas bardzo mili, ale częściej, mimo przepraszania i sumitowania się, musiałam wysłuchać bardzo nieprzyjemnych uwag i pouczeń.

Dlatego, gdy tylko zobaczyłam gdzieś otwartą furtkę, wołałam Wronę i dla pewności kusiłam ją chrupką. I bardzo szybko przestała wbiegać na działki - stawała przy furtce wyczekująco i w ten sposób nauczyła mnie, że gdy tylko zobaczę odemkniętą furtkę, mam jej dać chrupkę.

 

Następnej sztuczki nauczyła mnie na psim wybiegu. Wskoczyła któregoś razu na ten daszek, na którym się ciągle nowych zdjęć domaga, zdjęcie pstryknęłam, a ona zamiast złazić, stoi dalej i wymownie na mnie się gapi. To była lekcja pod tytułem - kiedy Wronka wskoczy na daszek, mam dać jej chrupkę.

 

xx

 

Teraz to już pooooszło! Nauczyła mnie Wronka, że:

 

Kiedy wejdzie na postument przy Teatrze Letnim w parku, mam jej dać chrupkę.

 

xx

 

Gdy wskoczy na kamień – mam dać jej chrupkę.

 

xx

 

 

No i, co było już na blogu obszernie opisane, mam dać jej chrupkę, gdy wlezie na drzewo.

 

 

xx

 

 

A kiedy zatrzyma się przy krzewie jeżyn, mam zerwać i wetknąć w jej rozdziawioną japę dojrzały, słodki owoc.

 

 

xx

 

Tagi: psy
23:41, damakier1
Link Komentarze (18) »
poniedziałek, 07 września 2015

Aa... a...! Kotki dwa -

 

 

xx

 

 

czarno-rude obydwa...

 

 

xx

 

 

nic nie będą robiły,

 

 

 

xx

 

 

tylko do snu bawiły...

 

 

xx

 

 

Tagi: koty
00:12, damakier1
Link Komentarze (8) »
wtorek, 01 września 2015

Wiadomo, że im człowiek ma więcej miejsca, tym więcej rzeczy nie ma gdzie zmieścić. Toteż nic w tym dziwnego, że kiedy mój mąż powiększył kuchenny blat, zaraz się okazało, że całego mnóstwa rzeczy nie ma gdzie postawić. No to wykombinował, że pod blatem dorobi jeszcze szufladkę. I dorobił.

 

xx

 

Wyszła bardzo fajna i rzeczywiście jest pojemna. Trzymam w niej mały mikserek i taki elektryczny rozdrabniacz do warzyw, małą szatkowniczkę, wyciskacz do czosnku i przeróżne inne drobne pizdryki. Tyle, że zawieszona jest nad kuchennymi schodkami, a wszyscy wiedzą komu i do czego służyły kuchenne schodki.

 

xx

 

Przyszedł Franio do kuchni, spróbował swym zwyczajem na schodkach podrzemać, a tu nie ma miejsca...! nie ma miejsca...!

 

xx

 

xx

 

xx

 

Okropnie go to zdenerwowało. Ledwo, ledwo się obok szufladki wcisnął, spojrzał mi prosto w oczy i głosem pełnym goryczy zaczął - Jak mogliście zrobić takie straszne świństwo dla kota?!

 

xx

 

Kotu, przerwałam munie mówi się „zrobić dla kota”, tylko „zrobić kotu”. I głupio mi teraz, że okazałam się taką przemądrzałą zołzą.

 

xx

Tagi: koty
01:17, damakier1
Link Komentarze (13) »