Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
wtorek, 30 października 2012

 

 

 

 

 

 

17:40, damakier1
Link Komentarze (11) »
niedziela, 28 października 2012

Nasze psy dostają jeść dwa razy dziennie – wczesne śniadanie i późną obiadokolację. Tak ustaliłam, że kiedy Wrona budzi mnie wczesnym rankiem na pierwsze siku, to jeśli jest jeszcze przed godziną szóstą, zaraz kładziemy się spać dalej. A jeśli jest już po szóstej, to od razu robię jej i Szopciowi śniadanie.

Dzisiaj Wronka obudziła mnie bladym świtem, wypuściłam ją  z Szopkiem do ogrodu, a kiedy wróciły i wytarłam im mokre łapy, ustawiła się w swej proszalanej pozie przy kuchennych schodkach, ostentacyjnie patrząc na miskę. Spojrzałam na zegar – No tak - pomyślałam – jest piętnaście po piątej, czyli dawne piętnaście po szóstej, to Wronka ma prawo śniadania się domagać.... Otworzyłam lodówkę i zaczęłam szykować. Skoro już się światło na dole świeciło i ruch w kuchni był, z góry zeszły koty – Pan Czesio i Karolek. Pan Czesio pomaszerował prosto do wyjścia i wypuściłam go na dwór, a Karolek wskoczył na przyzlewną półeczkę i też czekał na śniadanie. Wymieszałam psom ryż z odrobiną pasztetu, Karolkowi pokroiłam drobniutko kawałek bułki z szynką, bo to ostatnio jego przysmak, podetknęłam im miski pod nosy i poszłam spać. Za chwilę usłyszałam szuranie wylizywanych misek i zaraz potem tupanie psich pazurów po podłodze. Szopek umościł się na swym leżącym obok łózka materacyku, a Wronka wskoczyła na środek łóżka, zaparła się łapami o śpiącego mego męża i musiałam przesunąć się, by zrobić jej miejsce. Jak już ułożyłyśmy się wygodnie, Karolek skończył jeść bułeczkę i zapragnął wyjść na dwór. Najpierw skrobał cierpliwie łapką w drzwi i to dawało się zignorować, ale kiedy zaczął przeciągle miauczeć, wstałam, by go wypuścić. Wróciłam. W łóżku było mięciutko i miło, Wronka grzała mnie w plecy, ale wybiłam się ze snu i zaczęłam kombinować – jeśli to jest przejście na czas zimowy i zegarki mamy cofnąć o godzinę, to jak była piąta piętnaście, to tak naprawdę była czwarta piętnaście, a nie szósta piętnaście i Wronka naciągnęła mnie na śniadanie w środku nocy. - No, tak się zeźliłam, aż szturchnęłam ją w bok, ale tylko mruknęła przez sen i spała dalej. A mnie wątpliwości opadły, jak to jest z tą zmianą czasu i w którą stronę się te zegarki przesuwa i kombinowałam na różne sposoby, czy za friko, czy słusznie to śniadanie robiłam i która to stara, a która nowa godzina była. Aż sobie przypomniałam, że przecież wcale nikt zegarków żadnych nie przestawiał i jak była piąta, to była stara piąta, czyli tak, czy siak Wrona mnie naciągnęła. I usnęłam.

Pyrgała mnie Wronka nosem i pyrgała aż otworzyłam oczy. Była szósta. To znaczy na zegarze była, bo która była naprawdę, to już nie wiedziałam. Sikać? - spytałam, a Wronka z radosnym szczekaniem popędziła do kuchni, a za nią Szopek. Wypuściłam, poczekałam aż wrócą, wytarłam osiem mokrych łap, a gdy się w stronę misek zapędziły - A czujcie się! - powiedziałam i poszłam spać dalej. Co nie oznacza, że kiedy na zegarze zrobiła się siódma, czyli szósta (a może ósma?), a Wronka z Szopkiem nadal stały nad swymi miskami, nie załamałam się i nie zaczęłam robić kolejnego śniadania. Zwłaszcza, że na werandzie pokazał się Karolek. Siedział na stole, patrzył w okno i najwyraźniej czekał na kawałek bułeczki z szynką.

 

11:42, damakier1
Link Komentarze (21) »
czwartek, 25 października 2012

Na Dzień Kundelka pójdziemy sobie do parku na dłuuugi spacer – powiedziałam Wronce, zdejmując kurtkę z wieszaka. - Nie wiem, czy to dobry pomysł, zaraz będzie padało – rzekł na to mój mąż, który właśnie wrócił był z miasta. Ale ja wystawiłam głowę za próg, stwierdziłam, że nie pada, wzięłam Wronkę i poszłyśmy. I dobrze zrobiłyśmy! W parku byłyśmy samiuteńkie, wokół ani żywego ducha. Łaziłyśmy sobie beztrosko po ogromnych trawnikach, szurałyśmy opadniętymi liśćmi. Bawiłyśmy się wspaniale – Wrona  wyszukiwała w trawie  patyki i przynosiła mi je do rzucania, ja znalazłam trochę kasztanów. A najlepsza zabawa była, gdy Wrona napotkała jakiś większy, zagrzebany w liściach konar. Polowała na niego, jak na najdziksze ukryte w gąszczu zwierzę. Podchodziła czujna i napięta niczym struna, by nagle gwałtownie odskoczyć. Potem robiła kółeczko i zachodziła konar z drugiej strony. W końcu go dopadła. Złapała pewnie całym pyskiem i z całych sił potrząsnęła głową druzgocąc mu kark. Tak pokonany konar wlokła triumfalnie przez cały trawnik. Łeb miała mocno przekrzywiony, bo konar ciężki był i nieporęczny, ale nie poddała się i ze cztery zwycięskie rundy zrobiła.

Wronka walczyła z konarem, ja ją podziwiałam i  żadna z nas nie zauważyła, jak nad park nadpłynęła ogromna, czarna chmura. Ciemno się zrobiło i deszcz lunął w mgnieniu oka. Wrona przybiegła do mnie po ratunek, na przemian skakała dookoła albo tuliła mi się do nóg i żeby ją gdzieś przed deszczem schować wołała. Ale gdzie tu się schować, jak wszystkie prawie liście na trawnikach już leżą i gołe drzewa osłony żadnej nie dają?
Przypięłam smycz do obroży i ruszyłyśmy. Najpierw Wronka pod nogami mi się strasznie plątała zła, że ją w tej ulewie gdzieś ciągnę, ale jak zrozumiała, że tylko w domu schronienie jakieś znaleźć można, uszy po sobie położyła, wyrwała do przodu na całą długość smyczy i jak zaczęła łapami przebierać, to ledwo  nadążyć mogłam. Leciałam  za nią, deszcz z przemoczonych włosów ściekał mi po twarzy, w butach mi chlupało i tchu prawie nie mogłam złapać, a ona, z brzuchem prawie przy ziemi sunęła, jak czarny pocisk. Przemoczone do suchej nitki dotarłyśmy do naszej ulicy i dopadłyśmy do drzwi. Otworzył mój mąż. Popatrzył na nas i nie, wcale nie powiedział –
A nie mówiłem?! Powiedział:  Powinienem powiedzieć, a nie mówiłem?!

 

A tu trochę sfotografowanej jesieni:

 

 

 

 

16:44, damakier1
Link Komentarze (14) »
poniedziałek, 22 października 2012

To jest stare futro, które wietrzy się na słońcu. Zaraz przyjdzie gospodyni i zacznie je trzepać... Oboje z mężem pamiętamy te słowa z jakiejś książeczki naszego dzieciństwa i oboje nie pamiętamy, co to była za książeczka i co tam było dalej. Przypomina nam się to od czasu do czasu i wtedy męczymy się okropnie, usiłując tytułu książki i jej autora dociec. Po wielekroć wpisywałam ten tekst w okienko wyszukiwarki i nigdy na żaden trop nie wpadłam. Ale nie dziwię się, bo wcale nie jestem pewna, czy nie poprzekręcałam tego okropnie i czy rzeczywiście tekst ten tak brzmiał właśnie. Mojemu mężowi wydaje się, że to fragment książeczki O czterech warszawskich pstroczkach. Jak mi to powiedział, zaraz przed oczyma mi stanęła niewielka książka z szarymi wróbelkami na okładce. Miałam ją w domu i czytałam na pewno, ale czy to w niej o tym futrze było, pojęcia nie mam.

 

 

Poszłam tropem tytułu i znalazłam, że to debiutancka książka Ireny Jurgielewiczowej wydana w roku 1948. Ale czy z niej są te słowa? Nie wiadomo. I dalej się z mężem nad tym głowimy i zastanawiamy. I właśnie wczoraj, przy jesiennym porządkowaniu ogrodu, przyczepiło i pałętało mi się po głowie:  To jest stare futro, które wietrzy się na słońcu. Zaraz przyjdzie gospodyni i zacznie je trzepać...

 

00:19, damakier1
Link Komentarze (19) »
niedziela, 21 października 2012

Takie się piękne pogody porobiły, że drzwi werandy na oścież trzymam otwarte. Kręciłam się po kuchni, a z ogrodu dobiegało mnie energiczne i mocne stuk, stuk! Stuk, stuk! Stuk, stuk!!! To dzięcioł, jak każdej jesieni, przyfrunął na gruszę. Wzięłam aparat i poszłam dzięcioła sfotografować. Ale na próżno gruszę dookoła obchodziłam i głowę do góry zadzierałam, w gęstwinie nieopadłych jeszcze liści nie sposób było go dostrzec.

 

 

Stukał i pukał, pukał i stukał i ani myślał chociaż jedno pióro pokazać. Namawiałam, przekonywałam, prosiłam i groziłam aż w końcu dzięcioł się wkurzył i odleciał do sąsiada na sosnę. A tam upolował go mój mąż.

 

Tagi: dzięcioł
11:51, damakier1
Link Komentarze (5) »
sobota, 20 października 2012

 

 

Pan Czesio zachorował. Oczywiście nie mógł zachorować w dzień powszedni, kiedy czynna jest nasza przychodnia, tylko powszechnym zwyczajem dzieci i zwierząt, wybrał sobotnie popołudnie, kiedy o weterynarza trudno i pozostaje tylko pogotowie. Biedny był bardzo. Chodził dziwacznie skulony, popłakiwał jakimś takim ni to miauczeniem, ni to warczeniem i widać było, że bardzo cierpi. Z doświadczenia już wiemy, że na pogotowiu w soboty i niedziele tłok jest zawsze potworny i godzinami się czeka, więc zaczęła Dorolka szukać, czy jest jakiś gabinet prywatny, w sobotę czynny, który by USG miał i mógł porządnie Pana Czesia zbadać. Znalazła, zadzwoniła, upewniła się, że USG jest i pojechali. Na miejscu okazało się, że USG jest ale tylko dla większych zwierząt, nie dla kota. W rezultacie tylko zastrzyki przeciwbólowe i jakiś antybiotyk Pan Czesio dostał i wrócili do domu. Aha – i jeszcze dał pan doktor adres do swej córki, gdzie w niedzielę rano USG kotu zrobić będzie można. Ile skasował to szkoda gadać, w każdym razie po tych zastrzykach noc minęła Panu Czesiowi dość spokojnie. Rano pojechali na to USG, które niczego nie wykazało  prócz tego, że z brzuchem wszystko w porządku i nic w nim niestrawnego nie ma. To akurat i bez tego wiedzieliśmy, bo choć Pan Czesio popłakiwał rozpaczliwie, apetytu nie stracił i wszystko z miski wymiatał, jak należy. No i dalej nie było wiadomo, co biedakowi jest. Pozostawało czekać do poniedziałku.

A wieczorem Dorolka delikatnie gładziła panaczesiowe futerko i pod paszką wyczuła potężną gulę wielkości sporej śliwki. Bardzo Pan Czesio zawrzasnął, gdy mu tę gulę wymacała i już wiadomo było, co go tak boli. Nie zapowiadało to się dobrze.

Z poniedziałkowej wizyty w przychodni wrócili bardzo zmartwieni: najprawdopodobniej nowotwór, do wycięcia, ale trzeba najpierw zrobić badanie krwi i rtg, czy nie ma przerzutów w płucach. Mało mi się wydawało możliwe żeby w kocie, którego tyle rąk głaszcze, nikt nie wyczuł pod skórą guza zanim urósł do wielkości śliwy i boleć tak bardzo zaczął. No cóż – krew po zbadaniu okazała się doskonała, prześwietlone płuca czyściutkie, ale na zdjęciu rtg widać było jakieś dziwne ciało obce – najbardziej wyglądające na śrut! Stwierdzić, co to jest faktycznie można dopiero po wycięciu guza. Zabieg wyznaczono wstępnie na czwartek, a w środę miał się jeszcze Pan Czesio pokazać, żeby sprawdzić, jak sprawy się mają. Tymczasem do środy guz pękł, trochę z niego wyciekło i potężnie zmalał. Wycinać już nie było czego, bo to, co w środku było, znikło i rana najwyraźniej powolutku się goi. Dostał jeszcze Czesiulek jakieś zastrzyki chroniące przed infekcją i śmiga już jak zwykle.

Niby nie stwierdzono definitywnie, że to rzeczywiście był śrut, ale my po doświadczeniach z noskiem Zimy i łebkiem Karolka, pewni jesteśmy, że znowu jakiś bandzior zabawiał się strzelaniem do kotów. Bezradni jesteśmy okropnie i martwimy się bardzo, co będzie dalej, bo zupełnie nie wiemy, co z tym zrobić. Rozmawiała o tym Dorolka w TOZ-ie, ale też żadnej dobrej rady nie mają. Szczęście chociaż, że biedny Pan Czesiulek wraca do zdrowia.

 

 

 

00:52, damakier1
Link Komentarze (12) »
piątek, 19 października 2012

 

Niestety, nie wygrałaś, Wronko – powiedziałam, a Wronka posmutniała tak, aż jej jedyne sterczące uszko oklapło ze zmartwienia. Ale zajęłaś trzecie miejsce, na podium sobie hopsniesz i furminatora dostaniesz – dodałam i Wronka poweselała, a uszko jej znowu zawadiacko stanęło na baczność.

 

Swoim zwycięskim konkurentkom – Muszce i Shili obie z Wronką serdecznie gratulujemy, dziękujemy wszystkim uczestnikom konkursu za zabawę, a wszystkim na Wronkę głosującym za oddane głosy i zapraszamy na pyszny tort

 

 

10:39, damakier1
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 15 października 2012

Głosować można od dzisiaj do 18. października 2012 r., do godz. 20:00, ale po co czekać aż do 18. października jeśli można zagłosować zaraz, a resztę czasu poświęcić na reklamowanie konkursu i zachęcanie do głosowania wszystkich krewnych i znajomych królika?

 

Namów męża,

Namów żonkę -

Głosujcie razem

Na Wronkę!

 

Nie masz męża?

Żonki brak?

Na Wronkę

Głosuj i tak!

 

 


 

Głosujemy na NR 16. tutaj:

http://klubkotajasna8.blogspot.com/2012/10/konkurs-pazdziernik-2012-gosujemy.html

 

10:45, damakier1
Link Komentarze (10) »
sobota, 13 października 2012

 

Dzisiaj ukazała się lista psów startujących w konkursie. Wronka ma NR 16. Wszystkie psy są piękne, a zdjęcia świetne. Ale na żadnym innym zdjęciu czarna Wronka nie fruwa wokół Antka z czerwonym robalem – Telesforem nad głową.

Dlatego należy się dokładnie przyglądać całej liście, podziwiać wszystkie zdjęcia,  a jak przyjdzie co do czego, bezwzględnie oddać swój głos na  numer 16.!

 

Lista do obejrzenia jest tutaj:

 

http://klubkotajasna8.blogspot.com/2012/10/konkurs-pazdziernik-2012-konkursowe-psy.html

 

Tępić należy stonkę, głosować trzeba na Wronkę!



 

 

10:28, damakier1
Link Komentarze (10) »
czwartek, 11 października 2012

W Klubie Kota Jasna 8 – październikowy konkurs fotograficzny. Tym razem psi, pod tytułem Zabawy z psem.

 

 

Wrona już dawno do konkursu się szykowała, więc teraz, podekscytowana bardzo, siedzi przy komputerze i zdjęć szuka. Najpierw znalazła całą serię zdjęć z wiosny tego roku, jak  hyca i hopsa w ogrodzie w zabawie z Tatinkiem:

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/02/Karolek-wyzdrowial-Wrona-hopsa-i-hyca.html

 

Oglądała, oglądała i w końcu wybrała to:

 

 

Bardzo już była zadowolona i zdecydowana, ale Szopek zapytał: A może to, jak się z Antkiem robalem bawisz, będzie lepsze? No i zaraz zaczęła Wronka wpisu o robalach   szukać:

http://wwwtrembil.blox.pl/tagi_b/96031/robale.html

 

A i mnie samą, nie wiem, co podkusiło i jak tylko Wronka stwierdziła, że faktycznie, z robalami lepsze  – A może wybierzesz to z patykiem? - zapytałam.

 

 

No, to już Wronka całkiem głowę straciła! Kombinowała, zdjęcia w kółko oglądała raz jedno, raz drugie za najlepsze uznając i nijak się zdecydować nie mogła. Z Szopkiem,  z kotami i z rodziną całą długie narady urządzała, a każdy jej co innego radził. Jeden tylko Franio nic się nie odzywał, tylko od niechcenia  swój medal z kieszonki wyciągał i mankietem czyścił. Niby tak sobie, ale pilnie baczył, by Wronka widziała. Aż boję się pomyśleć, co to będzie, jeśli w konkursie żadna nagroda jej się nie dostanie – czy się Franio z pychy nie rozpęknie, a biedna Wronka czy się nie załamie?  Ale bądźmy dobrej myśli!

 

Koniec końców, wszyscy razem z Wroną na czele, zdecydowaliśmy wysłać na konkurs zdjęcie Wronki fruwającej w zabawie z Antkiem:

 



 

Prawda, że Wronka jest fantastyczna?!

 

Wszystkie konkursowe zdjęcia ukażą się w Klubie Kota.... 13. października, a sonda do głosowania 15. października. Oczywiście u mnie na blogu umieszczę stosowne linki, aby wszyscy bezproblemowo i komfortowo mogli oddać swe głosy na cudną Wronkę.

A jeśli ktoś chce coś więcej o konkursie poczytać, to wszystko jest tutaj:
http://klubkotajasna8.blogspot.com/2012/10/konkurs-pazdziernik-2012.html

 

 

 

22:57, damakier1
Link Komentarze (14) »
 
1 , 2