Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
niedziela, 27 października 2013

Wczoraj późno bardzo, już dobrze po tej „nowej” północy, wyszłam zerknąć, czy jaki kot się jeszcze po dworze nie pałęta. Kotów nie było żadnych, ale noc stała za drzwiami taka ciepła i piękna, że wzięłam Szopka, żeby choć do końca ulicy przed snem się przejść. W żadnym z okien nie paliło już się światło, spokój był absolutny i szliśmy sobie powolutku, nasłuchując cichego szelestu liści. Szopek turlał się od krawężnika do krawężnika, zapamiętale obwąchiwał mijane śmietniki i skrupulatnie obsikiwał wszystkie płoty. Doszliśmy do rogu ulicy, postaliśmy chwilę, pogapiliśmy się i zaczęliśmy wracać.

Pierwszego dostrzegliśmy Zimę. Stał w połowie ulicy, przytulony do płotu, całym ciałem ku nam zwrócony, ale łeb wykręcił do tyłu, bo tam spod płotu jakieś ślepia groźnie błyszczały. Na razie nie wiadomo było, czyje.

 

Zimka czeka

 

Podeszliśmy bliżej i Zimka oderwał się od płotu, wyszedł na czoło naszego malutkiego peletonu i maszerował śmiało przodem, biorąc na siebie to złe, co czaiło się pod płotem.

 

Zima prowadzi

 

Ale nie było się czego bać, bo gdy złe wylazło i stanęło na środku drogi, okazało się niczym innym, jak tylko naszym Karolkiem.

 

Karolek

 

No i zebrał się całkiem pokaźny  Komitet Powitalny Szopka Wracającego z Nocnej Wyprawy -  Zima prowadził, z boku po płocie kroczył Karolek, a na placyku z przemówieniami czekał Franio.

Nadziwić się koty nie mogły, co też Szopek o tak późnej porze robi na dworze i dopytywały się, jak mu się nocna wyprawa udała. Szopek chodził dumny jak paw po placyku, łapy nadstawiał do ściskania, siwy ryjek do obwąchiwania i całego siebie do kociego ocierania.

 

Zimek pierwszy

 

Karol na płocie

 

jest i Franio

 

czas do domu

 

A kiedy wreszcie dotarł do furtki, okazało się, że pod lampą siedzi i czeka jeszcze Maszeńka.

 

Maszka też

 

W domu, na ciekawskie  wronie – gdzie byłeś?, gdzie byłeś? - Szopek tylko łapą machnął i rymnął się jak długi na swój materacyk. A kiedy za jakąś chwilę znowu przed dom wyjrzałam, by w końcu koty na noc do domu sprowadzić, jedna Maszka do środka smyrgnęła, a całej reszty ani widać, a ni słychać nigdzie nie było. Zameldowały się dopiero rano na śniadanie.
Najwyraźniej ta noc za piękna była, żeby ją na spanie w domu marnować.

 

 

piątek, 25 października 2013

Wrona i Szopek świętują

 

O kundelku

Kundelek
jest mała psina,
Kundelek istota niewielka,
On brzydką
stonogę pochłania,
Lecz nikt nie popiera kundelka
Więc
wołam: Czyż nikt nie pamięta,
że kundelek jest druh nasz
szczery?!
........................................................
kochajcie
kundelka, dziewczęta,
kochajcie do jasnej cholery!

 

/damakier1 na motywach
twórczości

Konstantego Ildefonsa
Gałczyńskiego/


 

…............................................................................................................................................................

 

 

Składam gorące podziękowania pani Trusii  Forum ze Dworum (które jest matką i ojcem tego bloga) za zwrócenie mi uwagi na dzisiejsze Święto, dzięki czemu powstał niniejszy wpis.

A tu można zobaczyć, jak dworzanie z FzD uczcili Dzień Kundelka (pod koniec  strony): 

http://forum.gazeta.pl/forum/w,89075,147442955,147649777,Re_Dzis_czcimy_.html

 

Wronka i Szopek

 

czwartek, 24 października 2013

Jesień już była całą gębą, buro i ponuro się zrobiło, wieczorami coraz bliżej kaloryfera zaczęłam siadać, aż tu w jeden dzień słońce nieco mocniej przygrzało, w drugi jeszcze mocniej i tak, jak kiedyś u starszych panów niespodziewanie się lato skończyło, tak teraz niespodziewanie powróciło.

Ogród pięknie się w te dni prezentuje – drzewa  przestały liście zrzucać i pysznią się  bajecznymi kolorami, a te, które się pośpieszyły, gorzko teraz żałują, stoją gołe i się wstydzą.

Zwierzaki, korzystając z tego, że drzwi na werandę znów stoją otwarte, co chwilę do ogrodu wyłażą, brodzą wśród szeleszczących liści i wygrzewają się w słońcu.

 

Karolek

 

Pan Czesio

 

Wrona i Szopek

 

A jednemu malutkiemu bratkowi zupełnie się w głowie pokićkało i myśli, że to wiosna.

 

mały bratek

 

14:52, damakier1
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 21 października 2013

U Anki Wrocławianki, na blogu  Za moimi drzwiami, konkurs na zdjęcie naszego kota, kiedy był mały.

 

banerek

 

Chcecie wziąć udział? - zapytałam koty – Chcemy! - odpowiedziały chórem. No to przejrzałam dawne zdjęcia i na konkurs wysłałam:

 

mały Franio

 

mały Zima

 

Kiedy te zdjęcia były robione, o blogowaniu i fotografowaniu jeszcze mi się nie śniło. Frania sfotografowała Dorola, a Zimę mój mąż.

 

Dokładne informacje o konkursie znajdują się pod banerkiem na
szpalcie. Wystarczy kliknąć.

Tagi: konkurs koty
11:44, damakier1
Link Komentarze (18) »
sobota, 19 października 2013

Wrona namawia na spacer

 

Chodź na spacer! - namawiała mnie Wrona, a wiatr wiał okropny, słońce świeciło niemrawo i wcale nie było pewne, czy nie zachmurzy się na dobre i jakimś deszczem się nie skończy. No i nie chciało mi się ani trochę. Ale z takim skupieniem mi Wrona w oczy patrzyła, tak zachęcająco się uśmiechała, tak nerwowo jej koniuszek ogona podrygiwał, że nijak odmówić nie mogłam.

No to poszłyśmy. Wiatr ucichł, słońce zaświeciło raźniej, o żadnym deszczu mowy nie było, a Wronka spacerowała tak:

 

nad strumykiem

 

 

 na przeskodie

 

na tropie

 

biegam, biegam...

 

Wrona sie rozgląda

 

jeszce trzeba popatrzeć

 

Wronka w lisciach

 

 

 

poniedziałek, 14 października 2013

Słodki kotek – tak myślimy i mówimy o naszych kotach. No bo jak tu tak nie mówić, kiedy te koty naprawdę takie słodkie, takie mięciutkie, takie mruczaste i takie przytulaśne... ! Patrzę na zwiniętego na biurku w kłębuszek Frania, przyglądam się rozwalonemu obok Karolkowi i myślę sobie – ale kochane słodziaki...
Kiedy otwieram drzwi, przybiega Pan Czesio i na powitanie robi „baranka”, a na murku, z niewinną minką siedzi Zima – i znów serce mi topnieje i słodkimi kotkami się zachwycam.

I tak sobie  ta słodka sielanka-przytulanka trwała i trwała, aż któregoś razu szłam ulicą i już z daleka zobaczyłam przed domem Frania, jak czujnie sprężony wpatruje się w coś szarego, co mu się pod łapką trzepoce. Wróbelek! - natychmiast przez głowę mi przeleciało, ale na szczęście okazało się, że to tylko zeschły listek był.

 

Co tam Franio złapał?

 

Na szczęście to listek

 

Listek, nie listek – już mi się Franio taki słodki wydawać przestał.

 

A za chwilę jeszcze gorsza historia się zdarzyła. Patrzyłam sobie beztrosko z okienka dorolowej kuchni, jak  Pan Czesio po dachu harcuje. Co też za sztuczki on wyczyniał! Rozpędzał się w górę pod samo okienko po czym w dół, aż do rynny po dachówkach zjeżdżał. Tam zatrzymywał się, ciekawie do rynny zaglądał, łapką w niej gmerał, podskakiwał i znów na górę, pod okienko pędził.

 

Ciekawe co jest w tej rynnie

 

Przyglądałam się temu razem z Antkiem i zaśmiewaliśmy się aż do chwili, gdy Pan Czesio po raz ostatni zanurkował w rynnie i wyłonił się z niej z martwą sikorką w zębach. Całe szczęście, że choć już dokładnie zabita była i los nam zaoszczędził widoku nieszczęsnego, szamoczącego się ptaszka, któremu nic pomóc byśmy nie mogli.

 

kot to jednak drapieżnik...

 

Już cały dzień zła byłam na Pana Czesia i wszystkie koty znielubiłam, co było bardzo głupie, bo przecież taka jest kocia natura, a wiadomo, że ta natura jest niegłupia... i nie ma co się na nią obrażać.

 

A potem mi przeszło i znowu poniewierają mi się po biurku Franio z Karolkiem, a Pan Czesio z cwanym uśmieszkiem kręci się po domu. Takie słodkie...

22:24, damakier1
Link Komentarze (28) »
wtorek, 08 października 2013

Już jesień. To widać, słychać i czuć. Pokolorowały się liście, z wysokiego nieba dobiegają głosy wędrownych ptaków, a po ogrodach snują się dymy z ognisk.

 

kolorowieją drzewaczerwienieje winobluszcz

 

wędrują ptaki

 

snują się dymy

 

Ale ja poznaję jesień najbardziej po tym, że na moje biurko powróciły koty. Całe długie lato żadnemu ani do głowy nie przyszło, żeby choć do małego pokoiku zajrzeć, aż tu któregoś ranka patrzę, a na drukarce Karolek rozwalony wygrzewa się w słońcu i nie wiadomo, czy mruczy tak głośno z rozkoszy, czy zwyczajnie chrapie. Przeleżał tak całe przedpołudnie, łba nie podniósł ani ucho mu nawet nie drgnęło kiedyśmy z moim mężem do komputera siadali i przy biurku się kręciliśmy. Dopiero gdy słońce na drugą stronę domu powędrowało, podniósł się, zahaczył po drodze o przyzlewną półeczkę i powędrował do ogrodu.

 

Karolek na drukarce

 

A po obiedzie siedziały  na biurku już dwa: Karolek i Franio.

 

Karolek i Franio

 

Z tym, że Karolek spokojnie z tyłu się trzymał, a Franio rzucił się mnie tak entuzjastycznie witać, jakby na to biurko nie z murka przed domem, a z samej Ameryki powrócił. Maszerował dziarsko wzdłuż klawiatury, łeb do głaskania nastawiał, policzkami o moje policzki się ocierał, ozorem po nosie mi jeździł i  - nic-nie-pisz, zostaw-ten-komputer, mi-ziaj-Fra-nia - zapamiętale wymrukiwał.

 

Franio każe się głaskać

 

Niech nikt nie myśli, że ja tu tak sobie spokojnie siedzę i piszę. Ledwo do biurka się zbliżyłam, już nie wiadomo skąd Franio się pojawił. Każda litera tego tekstu jest wystukana w znoju i trudzie, po licznych próbach dostania się do klawiatury i trafienia pomiędzy łapami Frania we właściwy klawisz.

 

No i jak ja mam pisać?

 

A teraz właśnie usadził Franio swój gruby tyłek na podkładce pod myszkę, zasłonił ekran i to już koniec....

 

koniec pisania

 

Tagi: jesień koty
22:05, damakier1
Link Komentarze (31) »
czwartek, 03 października 2013

Byłam wczoraj na szmatach. Sobie niczego nie znalazłam, ale w kącie, w wielkiej skrzyni z zabawkami, siedział na samym wierzchu piękny robal, w sam raz dla Wronki.

 

Robal, jak ze "Lśnienia"

 

Podniosłam go w górę i spytałam ile kosztuje. Dwa złote, powiedziała pani sprzedawczyni, a ja na to, że za tyle, to mogę suczkę uszczęśliwić. Kupuje to pani dla suczki? - spytała starsza kobieta grzebiąca w szmatach po drugiej stołu i  dodała – Co za świetny pomysł, że ja też na to nie wpadłam! Zaraz też mojej suczce coś wybiorę. - Tylko niech jej pani powie, że to ma dzięki mnie – odpowiedziałam i dalej już poszło... Pani mi opowiedziała, że ma białą labradorkę, troszkę utuczoną, że ona bardzo lubi bawić się piłeczką i choć już starawa, bardzo jest radosna i dziarska.

Ja z kolei opowiedziałam  o Wronce, że jest ze schroniska i że wielką z niej mamy radość, że strasznie się cieszy, gdy kupię jej nową zabawkę, które u nas „robalami” się nazywają i że entuzjastycznie te zabawki przynosi, gdy się jej „przynieś robala” powie.

Jeszcze się do nas pani sprzedawczyni dołączyła z opowiadaniem o swoim ratlerku i tak plotłyśmy sobie  beztrosko i przyjemnie, a dwie inne panie spoglądały na nas z wyraźną dezaprobatą, przesyłały sobie  ironiczne uśmieszki, ostentacyjnie wzdychały i wzruszały ramionami. A kiedy wychodziłam ze sklepu, unosząc ze sobą nowego czerwonego robala, posłały za mną wzgardliwe, pełne politowania spojrzenia.

 

I coś mi się ich zrobiło okropnie żal.

 

Wronka z nowym robalem

Tagi: pies robal
14:41, damakier1
Link Komentarze (37) »