Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
środa, 29 października 2014

 

jesień...

 

Tym razem to był inny park i inna to była wiewiórka, a ja miałam aparat.

 

Zobaczyłam ją z daleka, krzątającą się po skraju alejki. Podchodziłam wolniutko, ostrożnie, z wycelowanym obiektywem. Przeświecające przez gałęzie słońce dawało pięknie rozproszone światło. Przyłożyłam aparat do oka i przytrzymałam wiewiórkę w kadrze - w swym płomiennie rudym futerku, na tle pomarańczowych i żółtych liści, wyglądała zjawiskowo pięknie. Starannie ustawiłam ostrość i nacisnęłam spust...

 

Ooo...!!! Wewiórek...!!! - zawrzasnęła Wrona wyskakując zza krzaków. W ćwierć sekundy wiewiórka smyrgnęła wysoko, wysoko na pień drzewa. Jeszcze tylko pomachała mi łapką na pożegnanie i tyle ją widziałam.

 

wiewiórka

 

pa!

 

 

Ojtam, ojtam... - powiedziała Wronka - zawsze przecież możesz zrobić mi nowe zdjęcie na wybiegowym daszku...

 

zamiast wiewiórki...

 

Tagi: psy
19:32, damakier1
Link Komentarze (13) »
niedziela, 26 października 2014

Dziś o tym, co się jeszcze nadarzy.

Szczecin. Park Kasprowicza. Teatr Letni. Nadarzyło się wczoraj:

 

wspinaczka

 

wspinaczka

 

wspinaczka

 

wspinaczka

 

wspinaczka

17:49, damakier1
Link Komentarze (13) »
sobota, 25 października 2014

Zima

 

 

NA ZIMKĘ


Zima, zima, zima, pada, pada śnieg
Patrzę, patrzę za kotami.
- Zimki nie ma, proszę Pani?
Kici - kić, kici - kić, kici - kić.

Zasypane pola - w śniegu cały świat.
Mały Zimka znika w bieli,
nikt go już nie z widzi w śnieży.
Ojojoj, ojojoj, ojojoj.

Niewinne oczęta, hej przez szparkę myk.
I do wiosny, sprytny kotek,
nie da sobie zrobić fotek.
Mru, mru, mru, mru, mru, mru, mru, mru, mru.

 

/aut: Dytek/

 

 

Ten piękny wiersz znalazłam w komentarzach do ostatniego, jesiennego wpisu i pomyślałam, że tu będzie, jak znalazł. Przepraszam Autorkę, że o zgodę nie zapytałam, ale mam nadzieję, że to miłą niespodzianką będzie.

 

Zima

 

Ten nasz Zima bardzo niejednoznacznym jest kotem...

 

Kiedy z werandy, przez kuchnię, do domu wejść zamierza, długo się czai na murku - przycupnięty, w każdej chwili gotów do ucieczki, długą szyję wyciąga i bada, czy droga wolna. A gdy się w końcu odważy, przemyka bojaźliwie i dopiero na schodach spokój odzyskuje i z wystraszonej myszy znowu kotem się staje.

No to się mówi, że Zimek to tchórz...

 

Zima

 

Ale kiedy na przyzlewnej półeczce coś bardzo smakowitego postawię, dobrze pilnować muszę, żeby dla Karolka się ostało, bo jak Zimek przyuważy, to koniec. Wcale nie będzie, jak Pan Czesio, bawił się w subtelne podkradanie, gdy nikt nie widzi. Na moich oczach na półeczkę wskoczy i rabunku dokona! I na nic się moje apsik! apsik! nie zda, bo przy pełnej misce wcale się mnie Zimka nie boi.

No to taki straszny tchórz z niego nie jest...

 

Zima

 

A kiedy na placyku, blisko naszego płotu jakiś obcy kot się pokaże, zwłaszcza Barczysty, wtedy nagle Pan Czesio ma bardzo ważną sprawę na mieście do załatwienia, Franio jest bardzo śpiący i zagrzebuje się w bluszczu pod świerkiem, Karolek koniecznie musi natychmiast zrobić porządek z potarganym futrem, a biedna Maszeńka tuli się do drzwi i trzęsie się ze strachu. I jeden tylko Zima na placu się stawia, ku obcemu śmiało zmierza i tłumaczy mu, że nic tu nie ma do roboty. A jak po dobroci się nie da, to szast, prast, pacnie Zimek łapą i po sprawie!

No to już kot – bohater..., prawda?

 

Zima

 

Ze wszystkich zwierzów w naszym domu najbardziej się Zimek z Wronką przyjaźni. Często, gdy idziemy z Wroną na spacer, odprowadza nas spory kawał aż go odpędzać muszę w obawie, by się zbyt daleko, gdzie ruch samochodowy jest duży, nie zapędził. Siada wtedy na środku ulicy i patrzy za nami dopóki nie znikniemy za zakrętem. I zdarza się nieraz, że gdy wracamy, gdzieś w połowie ulicy wyskakuje Zimek zza jakiegoś płotu, podbiega, otrze się raz i drugi o Wronkę i z zadartym dumnie ogonem prowadzi nas do domu.

 

Zima

 

Zima

 

Zima

 

 

 

A tu jeszcze przypominam dawne zdjęcia Zimy z Wroną, bo bardzo je lubię:

http://wwwtrembil.blox.pl/2013/12/Biale-i-czarne.html

 

Tagi: koty
00:55, damakier1
Link Komentarze (16) »
czwartek, 23 października 2014

jesienny ogród

 

Jesień w pełni...

 

Już odleciały żurawie

 

lecą żurawie...

 

Gawruki zakończyły swe nadrzewne narady

 

narada gawruków

 

Wrona pozbierała pałętające się po ogrodzie robale

 

zbieranie robli

 

Ale zanim wpuściłam je do domu, urządziłyśmy Wielkie Pranie Robali

 

suszenie robali

 


 

16:52, damakier1
Link Komentarze (13) »
wtorek, 21 października 2014

Nie na każdym spacerze Wronka pląsa po drzewach*, gapie podziwiają, a ja puchnę z dumy i puszę się, jak paw...

 

W parku byłyśmy tylko we dwie - ja i Wronka. Szaro było i buro, ni to mżyło, ni to siąpiło, ale ciepło było bardzo i nawet przyjemnie mi się po mokrych liściach łaziło. Wciąż jeszcze we mnie tkwi nadzieja, że się na tę wiewióreczkę natknę**, więc kiedy Wrona przystanęła i energicznie węszyć i rozglądać się dookoła zaczęła, stanęłam również i też rozejrzałam się wokół. Patrzyłam głównie na te wysokie sosny, a Wronka przeciwnie, głównie w stronę pustej przestrzeni przy torach kolejowych spoglądała i tam właśnie po chwili wystartowała. Dobiegła na skraj trawnika, wyhamowała, nos ku ziemi opuściła, poniuchała i szybkim krokiem zaczęła przemierzać trawnik, zataczając coraz mniejsze kółeczka. W końcu coś znalazła - tyrpała przez chwilę nosem swe znalezisko po czym jednym zwinnym hopsem przekopyrtła się na plecy i w czymś mi nieznanym z wielkim zapałem się tarzała. Widząc jej radośnie majtające, sterczące ku górze łapy i obserwując błogi uśmiech rozpływający się po pysku, pewna byłam, że nie wróży to niczego dobrego.

 

Oczywiście, wszelkie moje okrzyki - Wrona! Zostaw! Chodź tu! W dupę dostaniesz! Uciekaj! - nie robiły na niej najmniejszego wrażenia i dopiero kiedy trawnik przebiegłam i nad samym łbem jej smyczą zamachałam, poderwała się, posłała mi zachwycony uśmiech i puściła się w szalony pęd po trawniku, zataczając koła tak wielkie, że o mało co z parku nie wyfrunęła.

 

Truchło śmierdziało przepotwornie i nawet ruszało się odrobinę, ale nie od resztek tlącego się w nim życia, a od toczących je od środka robaków...

Zaiste, niezłomna jest dusza blogera! - nie uciekłam z krzykiem, a podeszłam bliżej, pochyliłam się i zrobiłam zdjęcie na bloga:

 

ale ohyda!

 

W drodze powrotnej Wrona śmierdziała tak, że mijani przechodnie obchodzili nas szerokim łukiem, a ja starałam się trzymać ją z dala od siebie, na ile mi długość smyczy pozwalała.

 

Dla każdego z pewnością jest oczywiste, jak zakończył się ten spacer.

 

po spacerze...

*Po drzewach Wrona pląsa tu:

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/10/Wrona-drzewolazka.html

 

** O wiewióreczce jest tu:

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/10/Wiewioreczka.html

 

Tagi: psy
21:30, damakier1
Link Komentarze (18) »
środa, 15 października 2014

Już od dni paru się zbieram, żeby troszkę Maniusię pofotografować, bo jakoś dawno jej na blogu nie było. Ale Maniusia o żadnym pozowaniu słyszeć nie chce, mówi, że już po sezonie i na dobre się w domu schowała. Na dwór nie wychodzi wcale, a kiedy się do Dorolki na górę z aparatem wybieram, Masia albo schowana jest w jakimś kątku nie do znalezienia, albo leży na kanapie w kłębuszek tak zwinięta, że nie na kota, a na łaciatą poduszkę wygląda. No to przecież sensu nie ma, żeby poduszkę fotografować...

 

Więc* jak ją dzisiaj niespodziewanie na placyku przed domem zobaczyłam, zaraz z aparatem wybiegłam. Nawet fajnie mi te zdjęcia wyszły – taka malutka Masia na wielkim placyku - tylko smutno i tak szaroburo jakoś...

 

Maniusia

 

Maniusia

 

To dla poprawienia nastroju dodaję jeszcze zdjęcie z lata, gdzie chociaż trochę zielonego jest, też na placyku robione:

 

Maniusia

 

A to, dosłownie sprzed chwili - Maniusia na dobranoc:

 

Maniusia

 

Maniusia

 

* Nie zaczyna się zdania od więc.

 

Tagi: koty
00:29, damakier1
Link Komentarze (22) »
niedziela, 12 października 2014

Ojej! Świetne! Kapitalne! Długo ją pani uczyła? - zaczepiali mnie dziś w parku.

Wcale jej nie uczyłam - odpowiadałam - ale ona mieszka z pięcioma kotami.

 

Wronka

 

Wronka

Tagi: psy
13:39, damakier1
Link Komentarze (26) »
piątek, 10 października 2014

Znalazł je dziś za garażem mój mąż. Tym razem nie będę cię namawiał, żebyś je przyrządziła na obiad - powiedział.

 

muchomory 1

muchomory 2

muchomory 3

muchomory 4

 

...............................

Tak nasze muchomory urosły przez sobotę i niedzielę:

 

a to po dwóch dniach:

 

.................

Na grzyby - cz. 1.:

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/09/Na-grzyby.html

 

Na grzyby - cz. 2.:

http://wwwtrembil.blox.pl/2014/09/Na-grzyby-cz-2.html

 

 

19:22, damakier1
Link Komentarze (10) »
wtorek, 07 października 2014

Gdzie?

 

Karolek raz

 

Tutaj:

 

Karolek dwa

 

I tutaj:

 

Karolek trzy

Tagi: koty
19:31, damakier1
Link Komentarze (17) »
piątek, 03 października 2014

Jesień jest taka piękna, że wracając ze spaceru nadrobiłyśmy trochę drogi tak, żeby jeszcze o ten mały park w pobliżu naszego domu zahaczyć. Ledwo skręciłyśmy na parkową alejkę, zobaczyłam wiewióreczkę – bardzo zaaferowana buszowała pod wielką, rozłożystą sosną.

Na szczęście nie spuściłam jeszcze Wronki ze smyczy i spokojnie mogłam przystanąć i podziwiać. Wiewióreczka wcale się nie bała, przeciwnie – zobaczywszy nas, wdzięczyć i popisywać się zaczęła. A to coś wygrzebanego z opadłego igliwia brała w malutkie rączki, obracała na wszystkie strony i przyglądała się bacznie by w końcu do pyszczka wziąć i posmakować. A to parę grackich skoków raz w lewo, a raz w prawo robiła, by zgrabnie na pień sosny hycnąć. Ale zaraz na trawnik wracała, stawała słupka i najwyraźniej do zdjęcia pozowała.

Mogła sobie pozować! Szlag jasny mnie trafiał, bo, oferma jedna, aparat w domu zostawiłam. Pogapiłam się jeszcze chwilkę i z mocnym postanowieniem, że już przenigdy na żaden spacer bez aparatu nie pójdę, pociągnęłam Wronkę i poszłyśmy do domu.

To było przedwczoraj, a wczoraj dużo zajęć miałam i już spacerować nie miałam ochoty, tylko bliziutko, na działki, pójść z Wronką zamierzałam. A te działki to już przecież tak obfotografowane, że co tam jeszcze sfotografować bym mogła? No to jednak aparatu nie wzięłam.

Ale kiedy doszłyśmy do ulicy prowadzącej na działki, Wronka zdecydowanie ją ominęła i pociągnęła mnie do parku. Odpięłam jej smycz, biegała sobie beztrosko po trawie, a kiedy zbliżyła się do wiadomej sosny, tuż spod pyska czmychnęła jej wiewióreczka! Na sto procent ta sama, bo trudno sobie wyobrazić jeszcze drugą wiewióreczkę z takim aktorskim talentem. Znalazłszy się na pniu, przystanęła, popatrzyła na nas, ogon nad sobą niczym paw rozpostarła i pomaszerowała w górę drzewa. Wspięła się wysoko, ale nie doszła do rozpostartych gałęzi, tylko wykonała w tył zwrot i zaczęła schodzić na dół. Takich marszów, raz w dół, raz w górę, wykonała chyba kilkanaście przy czym tak przy wspinaczce, jak i przy schodzeniu, na przemian w górze raz łepek, a raz ogonek miała.

Nie będę tu wypisywać tych wszystkich słów, które pod własnym adresem w myślach wypowiadałam.

No to dzisiaj, zaraz po obiedzie, capnęłam Wronię, aparat na szyi sobie zawiesiłam i poszłyśmy. W parku sosna rosła tam, gdzie przedwczoraj i wczoraj, trawnik pod nią był taki sam, tylko wiewióreczki nie było. Na próżno Wrona, niczym myśliwski tropiciel, z nosem przy ziemi trawnik przeczesywała. Daremnie ja, z zadartą głową, całą sosnę, gałąź po gałęzi przepatrywałam. Nigdzie żadnej wiewiórki nie było. Zero. Null.

 

I cóż mi, nieszczęsnej, pozostało? Wróciłam do domu i sfotografowałam to, co mi się do wiewiórki najbardziej wydało podobne.

 

podobny do wiewiórki?

 

Tagi: wiewiórka
21:56, damakier1
Link Komentarze (18) »