Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
sobota, 23 lipca 2016
wtorek, 19 lipca 2016

xx

Nie wiem, co mnie tknęło, że przerwałam robotę i wyszłam na werandę. Zagapiłam się chwilę na ogród i usłyszałam głośne ziajanie, sapanie i stękanie przerywane żałosnym skomleniem. Dobiegało z wejścia do piwnicy, tuż przy schodach na werandę. Wyjrzałam, a tam uwięziony Szopek!

 

To wejście do piwnicy to nie są drzwi tylko takie duże okno – takie, jak robi się w suterenach. Sięga sporo poniżej poziomu gruntu i jest przed nim dość głęboka dziura w ziemi, ukształtowana w taki jakby zakopany w ziemię balkonik. Zasadniczo, powinna nad tym być położona ochronna kratka, ale to duże okno pozwala na łatwe wnoszenie na zimę ogrodowych mebli, wystawianie kosiarki i na wychodzenie z piwnicy do ogrodu bez łażenia dookoła do drzwi właściwych. No więc kratki nie ma i teraz właśnie w betonowej dziurze sapał, jęczał, płakał i miotał się Szopek.

Czym prędzej zbiegłam do piwnicy i otworzyłam okno od wewnątrz. Szopek miotał się, jak oszalały, a spanikowany był tak bardzo, że choć wykrzykiwałam mu nad uchem swe imię, nazwisko, a nawet pesel, nie poznawał mnie wcale i na każdą próbę dotknięcia, rzucał się na mnie z wściekłym atakiem.

Stanęłam chwilę bez ruchu, dając mu czas by ochłonął. Po chwili zaprzestał bezładnego dreptania, przystanął i już nie skomlał, tylko sapał – z nerwów i ze zmęczenia. Powoli, uważnie bacząc na groźne zęby, wyciągnęłam rękę i ostrożnie położyłam na szopciowym łebku. W pierwszym momencie szarpnął się w popłochu, ale zaraz się uspokoił, opuścił uszka, spojrzał i najwyraźniej mnie poznał. Głaskałam go jeszcze przez dłuższą chwilę, a potem delikatnie wsunęłam mu jedną rękę pod brzuch, drugą pod pupę, uniosłam i wystawiłam do ogrodu.

Popędził przed siebie ile sił w bylełapkach, a ja wygramoliłam się z piwnicy i poszłam za nim. Dobrze, że poszłam, bo z tych nerwów zabłądził i kręcił się w kółko po trawniku. Zaprowadziłam go do domu i dałam mu na pociechę trochę serka waniliowego, którym, gdy się ta cała awantura zaczęła, smarowałam naleśniki. Zjadł, oblizał się i chyba się nawet uśmiechnął.

Ho, ho, ho, Szopciu - powiedziałam - byłeś dzisiaj najprawdziwszym hohoniem! W odpowiedzi kiwnął ogonkiem, ale nie sądzę, żeby zrozumiał, o co mi chodziło...

 

xx

 

Tagi: psy
16:58, damakier1
Link Komentarze (10) »
niedziela, 17 lipca 2016

Dokładnie w chwili, gdy Maniusia wyszła przed furtkę, z przeciwnej strony placyku pojawił się Franio.

 

xx

 

xx

 

 

Na jego widok Maniusia czym prędzej fajtnęła na plecki i wyczyniając najprzeróżniejsze wygibasy, zaśpiewała:

 

Jestem taka słodka kotka

I ślicznotka, i pieszczotka,

Gnę swe ciało z wielkim wdziękiem

I jeszcze śpiewam piosenkę:

 

Jestem taka...

 

 

xx

 

 

Franio  usiadł, zasłuchał się i zapatrzył...

 

xx

 

 

wreszcie podszedł

 

xx

 

 

i było mi dane być świadkiem niezwykle romantycznego powitania

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

W końcu - Pójdę już - szepnął Franio Maniusi do uszka.

 

xx

 

I poszedł. A Maniusia została.

 

xx

 

 

 

 

 

 

Tagi: koty
13:16, damakier1
Link Komentarze (14) »
środa, 13 lipca 2016

Młoda kapustka była. Szparagi były. Była fasolka szparagowa i był kalafior. Bób jest codziennie. Dzisiaj miał być chłodnik litewski, ale ogórki wepchały się bez kolejki i chłodnik był ogórkowy, do ziemniaków z jajkami sadzonymi i skwarkami. No to litewski będzie niebawem...

 

 

xx

 

xx

 

 

Na rynku widziałam już kurki i zaraz  trzeba je będzie smażyć na maśle i posypywać pachnącym koperkiem.

O! I pokazały się jagody, więc pierogi z jagodami... To znaczy wystarczy dobry makaron polać rozgotowanymi jagodami, śmietaną i posypać cukrem. Pyszne tak samo, ale o ile mniej roboty! A liczy się za pierogi.

 

 

xx

 

xx

 

 

Później będę robić na obiad leczo, a potem pokażą się śliwki i może się zdobędziemy na knedle ze śliwkami?

 

 

xx

 

xx

 

 

A kiedy mój mąż wyniesie na werandę świeżo upieczony, trochę jeszcze ciepły placek ze śliwkami do popołudniowej herbaty, będziemy sobie mogli powiedzieć, że lato mamy zaliczone.

 

 

xx

 

xx

 

 

 

Tagi: lato ogrody
20:55, damakier1
Link Komentarze (19) »
poniedziałek, 11 lipca 2016

xx

 

xx

 

xx

 

 

Nie, nie, nie..., nie budźcie mnie...!

 

xx

Tagi: koty
18:04, damakier1
Link Komentarze (7) »
środa, 06 lipca 2016

Prawie każdej nocy, tuż nad ranem, doświadczam działania zespołu niespokojnych nóg. Zaczyna się nawet przyjemnie – niespokojne nogi, podrygując leciutko, muskają delikatnie moje plecy i wchodzą nieśmiało do mego snu. Ale trwa to tylko krótką, króciutką chwilę – nim zdążę się obudzić nabierają rozpędu, pedałują zajadle po prześcieradle i raz po raz walą mnie niespodziewanie, a boleśnie w plecy. Przeczekam – myślę sobie i leżę w bezruchu w nadziei, że zespół wkrótce się zmęczy i da mi jeszcze trochę spokojnie pospać. Nic z tego! Nogi przechodzą w gwałtowny galop i nie mam innej rady, jak pochwycić je z całych sił i przekręcić w kierunku mojego męża. Niewiele to daje, bo od szalonego galopu trzęsie się już całe łóżko i o dalszym spaniu nie ma już mowy. Przez moment obserwuję, jak teraz mój mąż doświadcza działania zespołu niespokojnych nóg, wstaję i idę do kuchni zrobić kawę.

Po chwili przychodzi mój mąż, pijemy poranną kawę, a kiedy zaglądamy do sypialni, zespół niespokojnych nóg śpi w najlepsze i ani drgnie.

 

xx

 

Ale niespokojny bywa i za dnia:

 

xx

 

piątek, 01 lipca 2016

xx

 

Kości

Ludwik Jerzy Kern



 

Przyszedł kiedyś do mnie mój pies

z oczami pełnymi miłości.

Zajrzał mi aż do duszy,

a potem nadstawił uszy

i spytał:

- Gdzie są te kości?

Możliwe, że nieco zbladłem,

jak wszyscy nagle pytani.

- Ja - odparłem - kości nie zjadłem...

Idź, spytaj, może pani?...

Ale on westchnął głęboko

i nawet nie drgnął, fujara,

a potem, zmrużywszy oko,

mruknął:

- Zna pan Cezara?

- Cezara? - rzekłem, nie zmieniając tonu. -

Tego od rzeźnika?

- Nie, tego od Rubikonu...

Czy wszystko jest już wytłumaczone,

Czy jasne jest?

Czy nie?

Skoro ktoś krzyczy:

"Kości rzucone!",

to niech psom, psiakrew, powie gdzie.




Wszystkim Psom życzymy dobrych ludzi, wygodnych kanap, dłuuugich spacerów i znalezienia tych kości :)))


damakier oraz koty

 

xx

 

Na śmierć zapomniałam o dzisiejszym święcie i gdyby nie komentarz Eulaliji w poprzednim wpisie, musiałabym spalić się ze wstydu.

 

Eulalijo, dziekuję!

 

xx

 

 

Tagi: Dzień Psa
19:29, damakier1
Link Komentarze (15) »
wtorek, 28 czerwca 2016

Gdzie jest duża drabina? - spytał Antek i jeden rzut oka na jego minę mi wystarczył by zrozumieć, że nie jest dobrze. Co się stało? - zawołałam, a Antek: Koty na dach uciekły!

 

Mój mąż poszedł wyprowadzić samochód z garażu żeby się dostać do drabiny, a ja poleciałam po aparat. Już, już go miałam w ręce, gdy głos rozsądku huknął mi prosto w ucho - Zgłupiałaś?! Trzeciego zawału chcesz z nerwów dostać? Się tu nie denerwuj, tylko zabieraj dupę w troki! Odłożyłam aparat i obwieściłam, że nie mam sił na to wszystko patrzeć i idę na rynek.

 

Idź, idź...! - zawołali wszyscy, szczęśliwi, że zaoszczędzone im będzie moje bieganie pod drabiną, udzielanie dobrych rad i dodawanie otuchy zawołaniami typu: O, matko boska!, Zaraz spadną!, Zabiją się!, A nie mówiłam...?!

 

No to poszłam. Wchodząc w ulicę tylko raz obejrzałam się za siebie – Dorolka, przewieszona przez parapet, trzymała tuż przy rynnie kotenerek przytroczony do kija od szczotki. Z rynny sterczały dwa szaro bure łebki.

 

Chodziłam między straganami wypatrując ładnej fasolki szparagowej, a przed oczyma miałam, a to jednego tymczaska kurczowo uczepionego do rynny malutkimi łapinkami, bezradnie machającego nóżkami nad przepaścią, a to zwłoki drugiego, nabite na gałęzie rosnącego przed domem ostrokrzewu. Kiedy ujrzałam stojącą na placyku karetkę pogotowia i sanitariuszy wyciągających Antka spod drabiny, w kieszeni zabrzęczała mi komórka. Już po wszystkiem...! - zaświergotała Dorolka. Kupiłam fasolkę i wróciłam do domu.

 

W domu Dorolka siedziała na kanapie. Na kolanach miała Burego, a w kotenerku obok siedział Szary (albo odwrotnie). Odetchnęłam i zażądałam – opowiadaj!

 

xx

 

One to już dawno musiały mieć zaplanowane i przemyślane, bo gdy dostały rano śniadanie, tak się ostentacyjnie zabrały do jedzenia, tak się niczym innym nie interesowały, aż zwiedziona tym Dorolka postanowiła to wykorzystać i na tę chwilę szeroko otworzyć okno i porządnie wywietrzyć bez łapania kotków do kotenerka. Dla pewności ustawiła Antka pod oknem i otworzyła... W tej sekundzie obydwa podniosły łebki znad miski, a w następnej już były za oknem!

 

Szczęściem za tym oknem nie ma przepaści i nieboraki wypadły na dach. Przestraszone  nie na żarty, kręciły się bezradnie  nie zwracając najmniejszej uwagi na błagalne kici kici, którym Dorolka usiłowała zwabić je z powrotem. Na koniec zjechały po dachu i zatrzymały się w rynnie. Tam, coraz bardziej wystraszone, zapłakały cichutko, skryły się pod gałęziami rosnącej tuż przy domu wysokiej jodły i kiedy Antek wspiął się na górę po drabinie, ani myślały wyleźć. Na próżno nawoływał, na próżno wymachiwał saszetką z pysznym jedzonkiem – żaden spod jodły ani noska nie wyściubił, tylko płakały żałośnie...

 

xx

 

I nagle, do tego cieniutkiego, piskliwego pomiaukiwania dołączyło donośne, porządne miauu...! Najpierw jedno, a potem drugie. To Franio z Zimką, którzy z dołu obserwowali całe zajście, włączyli się do akcji. Antek twierdzi, że sprowokowało ich szeleszczenie saszetki z żarciem, ale ja z Dorolką uważamy, że wzruszył ich płacz maluchów i chciały im dodać odwagi. I tej wersji będziemy się trzymać.

 

Długo nie trwało, a po paru miauknięciach Frania i Zimy, wyjrzał spod jodły Szary, a po chwili Bury (albo odwrotnie). Antek łapał je kolejno, ładował do kotenerka i podawał czekającej w oknie Dorolce.

 

UFFF!!!! I to by było na tyle...

 

PS. 1: Szary i Bury mają nowe imiona. Szary nazywa się teraz Fin, a Bury Pad (albo odwrotnie).

 

PS. 2: Najlepsza wiadomość jest taka, że kotki mają nowy dom. Obydwa weźmie kolega z klasy Antka.

 

*Tytuł do tego wpisu podpowiedział mi Tatinek.

 

 

czwartek, 23 czerwca 2016

Rosną i mądrzeją. Opanowały perfekcyjnie:

 

  1. Przybieganie do pełnych miseczek

  2. Korzystanie z kuwety

  3. Wdrapywanie się na łóżko Antka

  4. Wspinanie się po wszystkim

  5. Galopady po pokoju o 4-tej nad ranem i tupanie, jak stado słoni

  6. I jeszcze sto przeróżnych, a nadzwyczajnych umiejętności

 

Każdej rodzinie taki koteczek przyniesie moc radości i szczęścia. A dwa, dwa razy tyle!

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xxxx

 

niedziela, 19 czerwca 2016

Zadzwonili nasi znajomi – ci od piesulka Kajtusia i od Suni:

 

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/05/Piesulek.html

 

http://wwwtrembil.blox.pl/2012/09/O-Suni.html

 

Zakwitł tulipanowiec – obwieścili i zaprosili, żebyśmy przyjechali zwiedzić i sfotografować.

 

Tego tulipanowca sadzili kilkanaście lat temu, była to wtedy rzadkość, o której mało kto słyszał. Wiadomo było, że wyrasta na wielkie drzewo i trzeba pilnować, żeby się z rośnięciem za bardzo nie rozhulał. Liście to od razu było widać, że są piękne, a kwiaty miały być podobne do tulipanów właśnie. Tyle, że na zakwitnięcie podobno aż 25 lat trzeba czekać i właśnie to długie czekanie zniechęciło mnie, by i w naszym ogrodzie takiego tulipanowca posadzić.

 

A tu proszę, szast prast, ledwo 13 lat mignęło i zakwitł! No to dziś przed południem pojechaliśmy.

 

Pierwszy przywitał nas piesulek Kajtuś

 

xx

 

Zaraz po nim witała nas Sunia

 

xx

 

a po Suni Kruszynka

 

xx

 

Później cieniutkie dzień dobry... miauknęła spod jałowców Łatka

 

xx

 

i mogliśmy już wejść do domu, gdzie na nasze powitanie wybiegła Lala

 

xx

 

 

Tu musieliśmy zatrzymać się na dłużej, bo Lala ma nową fryzurę i zażyczyła sobie całej sesji zdjęciowej

 

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

Czas na powitaniach i fotografowaniu szybko płynął, wypiliśmy herbatkę, pogadaliśmy o tym i owym i pora była wracać...

 

Aha! A tulipanowiec kwitnie tak:

 

xx

 

xx

 

 

 

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 71