Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
sobota, 18 czerwca 2016

Nadszedł ten czas, kiedy szkoła jeszcze się nie skończyła, a wakacje jeszcze nie zaczęły. Lekcji już nie zadają, czasu dużo i trwa takie ni to, ni owo. No i Antek wymyślił, że to najlepsza pora na tymczaski. Dorolka skwapliwie podchwyciła, zadzwoniła do TOZ-u i zaraz zajechał pod dom czerwony samochód, a w nim małe kotki szarobure obydwa.

 

xx

 

Zapowiadane było, że to bardzo oswojone koteczki - ludzi się nie boją, z kuwety korzystają, do zabawy skore - jednym słowem sama radość pod swój dach je przyjąć.

Tymczasem, gdy Antek kotenerek z zawartością do pokoju zaniósł, siedziały biedactwa wciśnięte głęboko w kąciku, wychodzić za żadne skarby nie chciały aż je w końcu Dorola bezceremonialnie stamtąd powyciągała.

 

xx

 

No, nie były zachwycone... Ale też, co dobrą wróżbą było, nie dały drapaka tylko przycupnęły - szary u Dorolki na podołku, bury na kolanach Antka - i trwały tak, starając się jak najmniej miejsca zajmować i jak najmniej być widoczne.

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

Tak było wczoraj wieczorem, a dziś, kiedy poszłam na górę, były tam całkiem inne kotki. Dziarskie i wesołe biegały po całym pokoju, zawzięcie polując na piórko, którym im Antek smyrgał po podłodze przed noskami. Gdyby nie to, że jak wczoraj, tak i dzisiaj szarobure były, pomyślałabym, że ktoś nam w nocy tymczaski podmienił...

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

Zajrzałam dziś rano na fejsa buka, a tam napisane, że mam wspomnienie. I co jest do wspominania? Jaś i Małgosia - tymczaski, które były u nas dokładnie rok temu:

http://wwwtrembil.blox.pl/2015/06/Jas-i-Malgosia.html

Zważywszy, że Jaś z Małgosią prędko znalazły swe szczęśliwe domy, myślę, że to szczęśliwa wróżba dla szarego i burego.

 

A kto weźmie szarobure obydwa, tego do snu będą bawiły...

 

xx

 

 

 

Tagi: koty
18:11, damakier1
Link Komentarze (4) »
piątek, 17 czerwca 2016

Wytęż wzrok i znajdź, gdzie jest kotek:

 

xx

 

Tagi: koty
00:34, damakier1
Link Komentarze (9) »
środa, 15 czerwca 2016

 

Zapraszam

 

 

xx

 

 

na wystawę

 

 

xx

 

 

fotograficzną

 

 

xx

 

 

zatytułowaną

 

 

xx

 

 

Pan Czesio...

 

 

xx

 

 

z kwiatem w tle"

 

 

xx

Tagi: koty
21:20, damakier1
Link Komentarze (7) »
piątek, 10 czerwca 2016

 

xx

 

Poderwała się Wronka ze swego miejsca, gdzie właśnie zażywała kąpieli słonecznej, chwilę nasłuchiwała uważnie i nieśpiesznie powędrowała pod wielką ścianę bluszczu, porastającego garaż sąsiadów. Tam położyła się i zamarła bez ruchu z wzorkiem utkwionym w bluszcz. Uszy miała czujnie postawione, czółko zmarszczone z przejęcia i z daleka widać było, że sprawa jest poważna.

 

 

xx

 

 

Co tam, suczku? - zapytałam ciekawie, podchodząc bliżej i usiłując dostrzec coś wśród liści. - Ćśśś...!  - warknęła Wronka, a ucho stanęło jej na baczność jeszcze bardziej i mocniej zmarszczyło jej się czółko.

 

 

xx

 

 

Poszłam po aparat. Gdy wróciłam, Wrona leżała, jak dawniej i dalej wpatrywała się w bluszcz. Przykucnęłam obok niej i też się wpatrzyłam. Nie działo się nic. Gapiłyśmy się niczym dwie sroki w gnat i wtem uschłe liście poruszyły się gwałtownie, a w gęstwinie zaszeleściło i zaszurało. Cofnęłam się przezornie na wypadek, gdyby to była mysz, bo nigdy nie wiadomo, co takiej myszy do łba wpadnie. Wrona ani drgnęła. Odczekałam chwilkę, znów przykucnęłam przy Wronce, a obiektyw aparatu wycelowałam wprost w ruszające się liście.

 

xx

 

Akcja pod liśćmi nabierała rozpędu. To nie mogła być mysz, najwyraźniej pod spodem buszował ktoś znacznie większy od myszy. Liście poruszały się na coraz dłuższym odcinku, a hałas był taki, jakby stado słoni wędrowało w tę i z powrotem. Znów cofnęłam się o krok, a Wronka leciutko oblizała się z emocji i trwała nieruchomo przed bluszczem.

 

xx

 

 

Tymczasem pod liśćmi się uspokoiło, ktoś, kto tam był, zaprzestał spacerowania i tylko dobiegające nas zrzędliwe posapywanie - phfff...!, phfff...! - świadczyło o jego obecności.

Ile można tkwić z wycelowanym aparatem przed kupą liści? Zostawiłam Wronę na straży i poszłam zająć się swoimi sprawami.

 

xx

 

 

A gdy za jakiś czas wyjrzałam na dwór, Wronka opalała się w najlepsze, a w bluszczu było cicho i spokojnie.

 

xx

 

 

Pytanie brzmi: KTO zamieszkał pod bluszczem w moim ogrodzie?

 

xx

 

 

Tagi: ogród psy
14:53, damakier1
Link Komentarze (17) »
wtorek, 07 czerwca 2016
sobota, 04 czerwca 2016
piątek, 03 czerwca 2016

Dobrze już było po północy i wybierałam się do spania, ale Szopek domagał się jeszcze spaceru przed snem. Noc była piękna i chętnie posłuchałam.

 

Na placyku czekały koty, otworzyłam furtkę i powędrowaliśmy w dal uliczki. Przodem, przy płocie, toczył się Szopek. Krok za nim szłam ja, a za mną tyralierą wędrowali - Karolek, Franio i Zima. Szopek buszował w porastającym płot bluszczu, ja rozmyślałam o rzeczach błahych i przyjemnych, a koty miały oko na wszystko.

 

Dochodziliśmy właśnie do końca jednego ogrodu, gdy nad bramą następnego wspaniałym susem śmignął lis. Tak, jak my się go nie spodziewaliśmy, tak i on nie spodziewał się nas. W jednej chwili wszystko zatrzymało się niczym w stop klatce.

 

Ile to czasu trwało, nie mam pojęcia. Pewnie nawet nie sekundę, ale zdążyłam zauważyć, że lis wcale nie jest rudy, a raczej beżowy, że jest zadziwiająco wysokołapy, ogon ma puchaty i bardzo długi i w ogóle cały jest bardzo duży. No i zdążyło mi się dość nieswojo zrobić pod wpływem jego przenikliwego spojrzenia...

Koty, z wesołych, nonszalanckich kawalerów na nocnej wycieczce zdążyły przeistoczyć się w przyczajone drapieżniki, skupione na polowaniu.

Tylko Szopek, nieświadom niczego, beztrosko parł przed siebie. I nie wiem, czy to Szopek za mocno zahałasował, czy po prostu lis uznał, że pora wiać – dość, że zrobił w tył zwrot i susem równie pięknym, jak poprzedni, hycnął nad bramą z powrotem do ogrodu.

Natychmiast Zima wyrwał do przodu i pognał za nim, a pozostałe koty mocno przyśpieszyły i ruszyły za Zimą. I ja też - jakbym się spodziewała, że lis przeskoczywszy bramę usiądzie i będzie na nas czekał – nie mogłam się powstrzymać, by nie pójść za kotami i zajrzeć do ogrodu...

Nawet najdziksze, największe, najegzotyczniejsze zwierzę oglądane w ogrodzie zoologicznym nie robi tak ekscytującego wrażenia, jak nagle napotkany, stojący naprzeciw zwykły lis. W tej jednej chwili znikła moja dobrze znana, spokojna uliczka i zatopiona w naturze stałam na ścieżce oko w oko z dzikim zwierzęciem. Aż lis odwrócił się i skoczył...

Oczywiście nie miałam przy sobie aparatu, ale nie żałowałam. Choćbym miała nie wiedzieć jak czuły i szybkostrzelny, lis i tak najmniejszej szansy na zrobienie zdjęcia by mi nie dał. A żeby w tej notce było choć trochę kolorowo, wstawię trochę dzisiejszych fotek z ogrodu.

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

Tagi: lisy ogrody
00:36, damakier1
Link Komentarze (10) »
czwartek, 26 maja 2016

Pan Czesio przeskoczył ogrodową furtkę i szedł bardzo ważny, niosąc coś w pyszczku.

 

xx

 

Co masz? - zapytaliśmy ja i Karolek - Myszkę! - ułożył maleńkie zwłoki przed sobą na chodniku i dodał - Chodźcie zobaczyć!

 

xx

 

Nie kwapiłam się z podchodzeniem. Wcale nie byłam pewna, czy ta myszka dokładnie umarła i wolałam trzymać się z daleka. Tymczasem Pan Czesio, dumny z siebie i bardzo zadowolony, popisywał się przed nami wyczyniając przeróżne sztuczki. A to układał myszkę na chodniku i sunąc z brzuchem przy ziemi odgrywał wielkie polowanie, a to jedną łapką podrzucał ją wysoko w górę, by sprytnie pochwycić drugą. Szczęśliwie w czasie tych popisów ciałko myszki ani drgnęło i uspokoiłam się, że Panaczesiowe wyczyny już ją ani ziębią, ani grzeją...

 

xx

 

xx

 

xx

 

Podeszłam bliżej, a za mną Karolek.

 

xx

 

Och, proszę, proszę … - ucieszył się Pan Czesio i pyrgnął truchełkiem w stronę Karolka, który błyskawicznym ruchem odpyrgnął je Panu Czesiowi.

 

xx

 

xx

 

Trwała ta zabawa w najlepsze, aż nagle Pan Czesio zastygł w bezruchu i zaniepokojony spojrzał na daszek ganku.

 

xx

 

Nie bez powodu, bo na daszku:

 

xx

 

 

Ożesz ty...! -  zawrzasnął groźnie Czesiulek,

 

xx

 

ale zaraz cała odwaga mu znikła, bo sroka błyskawicznie sfrunęła z dachu i bojowo zachodziła od drugiej strony.

 

xx

 

xx

 

Znowu???? - zawołali chórem Pan Czesio z Karolkiem, bo już powyżej uszu mieli tego sroczego nękania i zaczepiania. Nie czekali aż któregoś sroka w ogon kujnie, tylko dali nogę, pozostawiając na chodniku samotną myszkę, której było już wszystko jedno.

 

xx

 

Poszłam do domu po jakąś torebkę na ostatnią mysią drogę, ale kiedy wróciłam, chodnik był pusty i po myszce śladu nie było. Chyba nie ma potrzeby wyjaśniać, czyim stała się łupem.

 

23:31, damakier1
Link Komentarze (14) »
wtorek, 24 maja 2016

xx

 

Od świtu do nocy drą się sroki. Od paru dni budzi nas ich potworny jazgot, a wieczory spędzamy przy akompaniamencie sroczego skrzeczenia. To przyszedł czas, kiedy z gniazd wyruszają młode sroczęta i po ogrodach pętają się podfruwajki, co to tylko parę kroków podfrunąć potrafią. Stare sroki dobrze wiedzą, że takie niezguły są łatwym łupem dla okolicznych kotów i dlatego żaden kot w ogrodzie ani na ulicy pokazać się nie ma prawa.

 

Ale miałem przedstawienie - zaczął któregoś ranka przy śniadaniu mój mąż i opowiadał, jak to Franek usiłował zdrzemnąć się koło samochodu na placyku, a sroka darła mu się nad głową, zachodziła to od przodu, to od tyłu i nawet skubnąć go w ogon próbowała, a Franio nic, tylko łapą oczy zasłaniał, przytulał się do opony i udawał, że go nie ma.

 

Opowiadał bardzo ładnie, czym wystawił sobie jak najgorsze świadectwo, bo zamiast gapić się przez okno, powinien biec po aparat i nie zabawiać mnie teraz opowieściami, tylko przynieść piękną fotorelację.

 

Od tej chwili bardzo się zrobiłam czujna, aparat zawsze miałam pod ręką i gdy tylko na dworze jakaś sroka zaskrzeczała, zaraz biegłam gotowa do fotografowania. Ale gdy tylko się pojawiałam, czy to na ulicy, czy w ogrodzie, zawsze w tym momencie sroka odfruwała na drzewo, a napastowany kot chował się głęboko albo pod samochodem, albo w krzakach.

 

Robiłam raz coś w kuchni, gdy na werandzie rozdarła się sroka tak głośno, jakby mi w uchu siedziała, a przez ten przepotworny jazgot przebijało się żałosne kocie zawodzenie. Wyjrzałam z aparatem gotowym do strzału: sroka siedziała na ramie werandowego okna, tuż nad Panem Czesiem, który wygiął się w pałąk, sierść nastroszył, ogon zadarł do góry i zastygłszy w tej pozycji, wzywał ratunku. Natychmiast wycelowałam aparat, ale niestety – Pan Czesio na mój widok dał dyla do domu i zanim pstryknęłam, już pewnie wylądował na strychu.

 

Zniechęciło mnie to bardzo, dalej wychodziłam z aparatem na każde srocze skrzeczenie, ale już bez wiary i bez nadziei... I gdy wczoraj wieczorem siedzieliśmy z mężem na werandzie, srogie mu czyniłam wymówki, że tak pokpił sprawę z tą sroką i Franiem.

 

No i czego tak jojczysz - odezwał się z kuchni Karolek, który właśnie na przyzlewnej półeczce pałaszował szyneczkę - dołóż jeszcze plasterek, to zobaczysz, jaką ci na jutro sesję zdjęciową zorganizuję!

 

I słowa dotrzymał:

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

xx

 

 

 

 

Tagi: koty sroki
23:51, damakier1
Link Komentarze (16) »
niedziela, 22 maja 2016

Już od dłuższego czasu podejrzewałam, że coś jest na rzeczy... A to przyuważyłam w poufnej rozmowie Masię z Wronką,

 

xx

 

a to widziałam Frania, trzymającego Szopka za frak i nadającego mu coś do ucha,

 

xx

 

a zaraz potem zobaczyłam Szopka, jak przekazywał to Karolkowi i Zimie.

 

xx

 

xx

 

Nie przejmowałam się zbytnio i myślałam sobie, że się dzieciaki dobrze bawią, ale gdy się okazało, że Wronka spiskuje z Franiem i Karolkiem, lekko się zaniepokoiłam.

 

xx

 

xx

 

A kiedy następnego dnia Karolek przekazywał jakieś tajemne wieści Panu Czesiowi, a Pan Czesio Szopkowi - zrozumiałam, że to nie przelewki.

 

xx

 

I rzeczywiście - weszłam wieczorem do kuchni przygotować kolację, a tam już czekali Szopek z Wronką:

 

 

xx

 

Wronka chrząknęła i wygłosiła:

 

Pragniemy cię poinformować, że wspólnie z kotami podjęliśmy Uchwałę o suwerenności. Od tej chwili, jako suweren, nie będziemy się stosować do żadnych wspólnych ustaleń - Wronka będzie swobodnie kotłować łóżko, Szopek będzie do upojenia puszczać bąki i gryźć każdego, kto będzie wybrzydzał, że śmierdzi, a koty będą obsikiwać co zechcą ze szczególnym uwzględnieniem kolumny z płytami w dużym pokoju. I wcale się ciebie nie boimy. Nikogo się nie boimy! O!

 

No cóż - powiedziałam - uchwała, to uchwała... Przyjmuję do wiadomości.

 

I schyliłam się by zabrać z podłogi miski Wrony i Szopka. Sprzątnęłam też miseczki z kociej półeczki. Umyłam je i wcisnęłam głęboko do szafki pod zlewem. Nie będą już potrzebne, niech się suweren suwerennie karmi sam.