Zwierzęta, które miałam, które mam i te, które tylko spotkałam. I co się jeszcze nadarzy.
Kategorie: Wszystkie | Szczecin
RSS
niedziela, 19 lutego 2012

gołąbPodchodzę ja sobie do komputera żeby na forum zerknąć, ale jeszcze
rzut oka przez okno, a tam... w strugach deszczu, na asfalcie siedzi
gołąb, przemoknięty jak gąbka, przewala się z boku na bok,ociężale
unosi raz jedno skrzydło, raz drugie.

W wypadku psa lub kota wyhycnęłabym na dwór w sekundę, ręce same
by wiedziały jak nieszczęśnika pochwycić, co robić zanim jakiś
weterynarz zadziała. W wypadku ptaka jestem bezradna. Strach, że
sprawię więcej krzywdy niż pożytku mnie obezwładnia. W dodatku
boję się, że kiedy podejdę, będzie się szamotał, a wszelkie takie gwałtowne szamotania, paniczne bieganie, trzepotanie wprawiają mnie w stany histeryczne. Więc wzywam na pomoc córkę. Zanim przyjdzie, idę do piwnicy po jakiś karton, dzwonię do weterynarza, czy mogę przynieść rannego gołębia.
No i co chwila zerkam do okna. Gołąb moknie coraz bardziej, kładzie się
na boku. Przychodzi córka - chodź, chodź prędko do okna - wołam
i sama podbiegam. Potykam się o fotel i z całych sił walę kolanem w
kaloryfer.

 I staje się cud - gołąb, na naszych oczach, rozpościera szeroko skrzydła i szybuje wysoko w górę,robi beztroskie kółko i odlatuje. Ten drań po prostu się kąpał.
Kolano fest mi spuchło. Zrobiłam sobie kompres z wody
z octem. Niech ta pieprzona przyroda radzi sobie dalej beze mnie.

21:28, damakier1
Link Dodaj komentarz »

Zima poluje na Wielką Mysz!

Dziś rano Wrona, troszkę już zadomowiona, beztrosko hasa po ogrodzie.
Nieświadoma, że od krzaczka do krzaczka, kamienia do kamienia -
z brzuchem przy ziemi, rozpłaszczony jak jaszczurka pomyka za nią Zima.
Od czasu do czasu dopada jakiegoś wyższego krzaczka,wtedy staje słupka niczym piesek preriowy i szuka następnego schowanka. Trwają tak te podchody w najlepsze, gdy nagle Wrona niespodziewanie obiega
kamień, za którym przycupnął Zima i staje nos w nos tuż przed nim.
Odwraca skwapliwie łeb i biegnie w przeciwnym kierunku. Zima się
przeciąga, zadziera ogon i dumnie kroczy do domu. Wrona podbiega do
mnie, uśmiecha się i mówi -
gdybym tylko zauważyła jakiegoś  kota, to bym go pogoniła, że ho, ho!
Stare koty siedzą na strychu - postanowiły przeczekać.
-- 

 

 

 

Wieczorem  Wrona leżała zwinięta w kłębek na fotelu, który jeszcze
rano był mój, a ja siedziałam obok przy komputerze i przeglądałam
forum. Coś mnie tknęło i spojrzałam w bok, a tam, tuż przed fotelem stoją Kubuś i Zima, szyje mają wyciągnięte jak dwie żyrafy, w lekkim przykucu, z nosami zadartymi i zawzięcie węszącymi, kołyszą się z boku na bok, jak dwie stare baby.
Wrona ani drgnęła, ani pół ślepia nie otworzyła. Koty podeszły pod sam fotel i skrupulatnie obwąchały zwisający spod Wrony kocyk. Po chwili wolno i
godnie wycofały się rakiem i poszły na górę. Wrona podniosła łeb,
westchnęła, ziewnęła i uśmiechnęła się promiennie. Jestem pewna,
że tylko
udawała, że śpi!
--

 Już  równy tydzień, jak Wrona zamieszkała z nami. Już jest nasza, a po prawdzie - to moja! Uśmiecha się całym swoim wronim pyskiem, a jej żyjące własnym życiem uszy przybierają najdziwaczniejsze ułożenia.

Dziś wybrałyśmy się na specjalny psi wybieg i po raz pierwszy odważyłam się puścić ją bez smyczy. No i się okazało, że: w psich gonitwach jest
najszybsza i nieustraszona, a co najważniejsze - zawołana przerywa najlepszą zabawę i entuzjastycznie przybiega.

 Niech żyją schroniskowe psy! Hip, hip, Hurrrra!!!
Koty ciągle z lekka wkurzone, ale przecież w końcu musi się wszystko 
ułożyć.



 

.

20:52, damakier1
Link Dodaj komentarz »

 

W grudniu umarła nam Dadunia no i zrobiło się wolne miejsce.
Zaciekle walczyłam z całą rodziną i tłumaczyłam, że piesek i
trzy koty to na jeden dom całkowicie dosyć, ale sama co i rusz
zaglądałam na stronę schroniska dla zwierząt. No i pewnego
majowego dnia, na stronie schroniska dla zwierząt,  w zakładce
„Dziś trafiłem”, zobaczyłam czarną jak smoła mordę bystro
przyglądającą mi się z zamieszczonego zdjęcia. Było podpisane,
że to roczna zagubiona suczka, a mnie odrazu się dopowiedziało, że
to
moja suczka. Było też napisane, że suczkę będzie można zabrać ze
schroniska po dwóch tygodniach kwarantanny.

Narazie nic nikomu nie mówiłam, jak to się mówi sama biłam się z
myślami, ale im bliższy był koniec kwarantanny, tym bardziej byłam
przekonana, że nie ma odwrotu.
Dwa tygodnie minęły, wczesnym rankiem poszłam kosić ogródkowy trawnik i nagle zostawiłam kosiarkę, przyszłam do domu i powiedziałam mężowi: popatrz, mamy takie świetne warunki, duży ogród, a tam, w schronisku jest  taka biedna,  bezdomna suczka
– chcesz ją zobaczyć?  I pokazałam mu zdjęcie ze schroniska.
Mąż rzucił okiem i zapytał: - to co, jedziemy?

Wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do schroniska. „Ojej, wybrali państwo najbardziej histerycznego pieska, może zdecydujecie się na innego?” - powiedzieli nam w biurze schroniska, ale jak mogliśmy zamienić
naszą suczkę na jakiegoś obcego psa?
 

Kiedy ją nam przypowadzili okazało się, że nie dość, że histeryczna,
to jeszcze uszy, które na zdjęciu sterczały ku górze niezwykle rasowo, w rzeczywistości są absolutnie niezdyscyplinowane i podczas gdy jedno usiłuje czujnie utrzymać się w pionie, drugie nonszalancko zwisa i powiewa.
 

Nic to, przywieźliśmy to to do domu. Obsiedliśmy ją całą rodziną w
kółeczko, spojrzeliśmy w  jej  przebiegłe oczka, popatrzyliśmy na cwany pysk i nadaliśmy jej imię
Wrona. 

Trochę się zamieszania w domu narobiło – Szopek, lekko skonfundowany,
nie wie, czy cieszyć się nową koleżanką, czy raczej się trochę bać.

Koty obrażone, przemykają się pod ścianami. Wrona po schroniskowej niewoli napawa się przestrzenią i fruwa po ogrodzie.Na przemian płacze i wybucha entuzjazmem – rzeczywiście, prawdziwa histeryczka.

Jeszcze dziś czeka ją kąpiel, bo śmierdzi jak stare onuce wyciągnięte z
gnojówki i pierwszy dzień w nowej rodzinie będzie zaliczony. A
potem to już pójdzie...

Na psim wybieguNa wstępie chcę powiedzieć, że matką i ojcem tego bloga są fora "Duch Dnia Dzisiejszego" oraz "Forum ze Dworum". Na DDD zaczęłam opisywać historię wziętej  ze schroniska suczki Wrony, a później na FzD - rudego kota, na początku nazwanego Karolkiem, a później przemianowanego na Dynię i, sporadycznie, na Baryłę.

Doszły do tego opowiastki o innych moich zwierzakach i uzbierało się.

Ja jestem autorką wpisów. Autorem zdjęć jest mój mąż.

Pierwsza część bloga to wpisy archiwalne, publikowane wcześniej tu:

forum.gazeta.pl/forum/w,89226,95050556,,Przyjmujemy_do_rodziny_nowa_suczke_.html?v=2

forum.gazeta.pl/forum/w,89075,126096267,,Czwarty_kot_.html?v=2

 

Potem się zobaczy.



 

           

1 ... 71